Wiceminister energii Marian Zmarzły w swoim oświadczeniu przekonuje, że cała sytuacja została „nadmiernie rozdmuchana”, a opisany przez nas incydent z ochroniarzem miał, jak twierdzi, zupełnie inny charakter, niż mogło się wydawać.
„To było zwykłe nieporozumienie”
— napisał Zmarzły, podkreślając, że nie doszło do żadnego konfliktu związanego z pełnioną funkcją.

Najmocniej akcentuje jednak jedno:
„Sytuacja miała miejsce podczas prywatnego weekendu, poza godzinami pracy i nie miała żadnego związku z obowiązkami służbowymi.”

Wiceminister zaznacza również, że 4 maja przebywał służbowo w Kopalni Doświadczalnej Barbara w Mikołowie, a wieczór spędził z rodziną.
„Informacje sugerujące, że byłem wtedy w ministerstwie w ramach pracy, są nieprawdziwe”
— dodaje.
W krótkim fragmencie odniósł się też do ilustracji, która towarzyszyła naszej publikacji, pisząc, że była „wygenerowana przez AI” i mogła zostać „odebrana jako realistyczna”.

Pytania pozostają bez odpowiedzi
Choć Zmarzły stanowczo podkreśla, że wszystko wydarzyło się „w czasie prywatnym”, nie odniósł się do kluczowego elementu, który wzbudził największe emocje wśród czytelników:
Co wiceminister robił w weekend, wieczorem, w budynku ministerstwa i w towarzystwie kobiety?
Na to pytanie jego oświadczenie nie odpowiada.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze