Co się zmieniło na talerzach najmłodszych?
Nowe rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia ograniczyło liczbę dań mięsnych w szkolnych stołówkach do dwóch w tygodniu, wprowadzając w zamian więcej potraw roślinnych, strączków i zup na bazie warzywnych wywarów. Zmiana miała służyć zdrowiu dzieci i walce z otyłością, tak przynajmniej przekonują jej zwolennicy.

Rzeczywistość w wielu szkołach wygląda jednak zupełnie inaczej. Reporterzy odwiedzający stołówki opisują sceny, które trudno nazwać sukcesem: dzieci nie tykają nowych dań, talerze trafiają prosto do kosza, a zrozpaczeni rodzice odbierają swoje pociechy ze szkoły wcześniej, bo „cały tydzień nie będzie miała co jeść”.
„Jestem niezadowolona i moje dzieci dzisiaj nie jedzą”
— mówiła wprost jedna z matek w rozmowie z reporterem WP.

„To jest skandal” — grzmią radni
Sprawa trafiła na sesję Rady Warszawy, gdzie radni PiS nie przebierali w słowach.
„Dzieci chodzą głodne i wracają głodne do domu, dlatego że nie są przyzwyczajone do takiej drakońskiej diety, gdzie posiłki mięsne zostały ograniczone tylko do dwóch razy w tygodniu. To jest skandal”
— mówiła radna Szymborska, zarzucając też, że nowe przepisy nigdy nie zostały skonsultowane z rodzicami. Szef warszawskich struktur PiS Sebastian Kaleta dodawał, że stołówki „po prostu zapełniają pojemniki na odpady”.
Koalicja Obywatelska odpiera zarzuty, zapewniając, że liczba wykupionych obiadów w stolicy nie spadła, a rodzice mogą zgłaszać własne propozycje do jadłospisów. Sprawa jednak nie cichnie i rozkręca się na dobre.
Ogólnopolski protest już 26 września
Oburzenie rodziców przekształca się teraz w realny opór. Jak zapowiedziano na sesji Rady Warszawy, 26 września o godzinie 12:00 pod Sejmem odbędzie się ogólnopolski protest rodziców, organizowany wspólnie z instytutem Ordo Iuris. W sieci trwa już zbiórka podpisów pod apelem do minister zdrowia i minister edukacji o zmianę kontrowersyjnych przepisów.

Kto stoi za „dietą planetarną”? W centrum uwagi fundacja sióstr Spurek
Im głośniej o aferze, tym więcej pytań pada o genezę całego pomysłu. Jak się okazuje, kluczową rolę w forsowaniu nowych zasad żywienia odegrała fundacja Green REV Institute, czyli pierwszy w Polsce wegański think-tank, który sam chwali się na swojej stronie, że to właśnie jego propozycja „stała się polskim prawem”.
Za organizacją stoją siostry: Sylwia Spurek, była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich i europosłanka (2019–2024), startująca niegdyś z listy Wiosny Roberta Biedronia. Z zawodu prawniczka, z przekonań weganka i aktywistka na rzecz praw zwierząt oraz jej siostra Anna Spurek, ekonomistka i prezes Green REV Institute, na co dzień prowadząca m.in. program „Roślinna Szkoła”. Ciekawostką jest to, że ich ojciec, Zbigniew Spurek, był inżynierem mechanikiem i działaczem PZPR.
Fundacja przez pięć lat koordynowała koalicję „Future Food 4 Climate”, skupiającą ponad 100 organizacji, i zbierała poparcie ponad 70 radnych z całej Polski. Ministerstwo Zdrowia broni się, twierdząc, że ostateczny kształt przepisów to efekt szerokich konsultacji, a nie zasługa jednej organizacji. Green REV Institute się jednak z tym nie zgadza.
Setki tysięcy złotych z budżetu państwa
To, co najbardziej podgrzewa atmosferę wokół całej sprawy, to finansowanie. Według dostępnych danych, tylko z Narodowego Instytutu Wolności fundacja Green REV Institute otrzymała 352 800 zł w 2024 roku oraz 300 100 zł w 2025 roku, co daje łącznie blisko 650 tysięcy złotych z budżetu państwa w ciągu dwóch lat. Do tego dochodzą środki z Unii Europejskiej (program Erasmus+), European Climate Foundation, ambasady Wielkiej Brytanii oraz zagranicznej Karuna Foundation.
Internauci nie zostawiają suchej nitki
Sieć aż huczy od komentarzy.
„Czy rodzice dzieci, które zrezygnują z obiadów na szkolnej stołówce, będą wysyłani do łagrów w celu resocjalizacji?”
— ironizował jeden z internautów. Inny dopytywał wprost:
„Czy to prawda, że w tych samych szkołach stoją automaty ze śmieciowym jedzeniem?”.
Nie zabrakło też złośliwych uwag pod adresem samych propagatorek diety.
„Zdrowo to one nie wyglądają”
— napisał jeden z komentujących pod zdjęciem sióstr Spurek, na co inny odpowiedział:
„Ale chcą, żeby nasze dzieci też tak wyglądały”.
Kolejny użytkownik dodawał:
„Zakola, rzadkie włosy, zapadnięte podkrążone oczy, cherlawość — jaka to zachęta do zmiany diety?”.
Wielu komentujących podnosi też argument, który wraca w tej dyskusji od lat, że rosnący organizm dziecka potrzebuje pełnowartościowego białka zwierzęcego do prawidłowego rozwoju mózgu i budowy mięśni, a diety roślinne, nawet dobrze zbilansowane, wymagają dużo większej wiedzy i staranności niż tradycyjny, mieszany jadłospis.
„Człowiek to nie krowa z żołądkiem przystosowanym do trawienia trawy — nasz układ pokarmowy od tysięcy lat jest przystosowany do jedzenia mięsa i warzyw, a rosnące dzieci tym bardziej potrzebują pełnowartościowego białka”
— przekonuje w podobnym tonie wielu rodziców i dietetyków sceptycznie nastawionych do nowych przepisów.

Co dalej?
Ministerstwo Zdrowia na razie nie zapowiada wycofania się z rozporządzenia, tłumacząc zmiany troską o zdrowie najmłodszych i walkę z otyłością. Rodzice się jednak nie poddają, a 26 września przekonamy się, ilu z nich zdecyduje się stanąć pod Sejmem, by głośno powiedzieć „dość” eksperymentom na talerzach ich dzieci.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze