Święto plonów zakończone mandatami
Podczas dożynek w kilku małopolskich gminach: Porębie Górnej, Przegini oraz Bukowskiej Woli, pojawiło się pięciu kontrolerów Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego. Oficjalnie sprawdzali, czy sprzedaż na stoiskach jest prawidłowo ewidencjonowana na kasach fiskalnych. W praktyce skończyło się na serii kar dla ludzi, którzy przyjechali na dożynki nie po to, by robić interesy, tylko żeby świętować zakończenie żniw i poczęstować sąsiadów tym, co wyhodowali na własnych polach.

Łącznie wystawiono aż 10 mandatów, na kwoty od 500 do nawet 3 tysięcy złotych, a łączna suma kar sięgnęła podobno nawet 12,5 tysiąca złotych. Ukarano m.in. właściciela winnicy, obsługę wesołego miasteczka, ale również panie z koła gospodyń wiejskich reprezentujące gminę Racławice oraz strażaków-ochotników z OSP.

Za darmowy poczęstunek — mandat
Najbardziej bulwersujący jest przypadek gospodyń z Racławic. Kobiety pojechały na dożynki nie po to, by handlować, lecz by reprezentować swoją gminę i poczęstować gości tradycyjnymi, domowymi specjałami i to całkowicie za darmo. Mimo to skarbówka uznała, że stoisko powinno mieć kasę fiskalną i finalnie wystawiła mandat.
Wójt Racławic Janusz Kozioł nie krył zażenowania całą sytuacją. Choć przyznał, że formalnie kontrolerzy działali zgodnie z prawem, postanowił wraz ze swoją zastępczynią pokryć karę gospodyniom z własnej kieszeni.
„Trudno mieć do kontrolerów pretensje, bo działali zgodnie z prawem”
— mówił, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że sam czuł się tą sytuacją zażenowany.
KAS się tłumaczy, ale nikt w to nie wierzy
Krajowa Administracja Skarbowa broni się, przekonując, że kontrole nie były wymierzone w koła gospodyń wiejskich, strażaków czy rolników, a jedynie wynikały z analizy ryzyka i sygnałów o możliwych nieprawidłowościach.
„Rozumiemy, że działalność rolników, strażaków czy kół gospodyń często ma charakter społeczny i charytatywny. Nie oznacza to jednak, że można pomijać obowiązujące przepisy”
— tłumaczyła instytucja.

Lokalna społeczność przyjęła te wyjaśnienia z niedowierzaniem. Część mieszkańców i samorządowców uznała całą akcję za złośliwość wymierzoną w wieś, a poseł Łukasz Kmita otwarcie skrytykował kontrolę jako działanie skierowane przeciwko kołom gospodyń wiejskich. Po całej sprawie część KGW w regionie miała już nawet rozważać rezygnację z wystawiania stoisk na kolejnych dożynkach, bo po co się narażać, skoro za darmowy gest sąsiedzkiej gościnności można dostać mandat jak za prowadzenie nielegalnego biznesu?

Czy państwu przeszkadza polska tradycja?
Dożynki to jedno z najstarszych polskich świąt ludowych, dziękczynienie za plony, które od pokoleń łączy całe wsie, niezależnie od poglądów politycznych. Gdy w to właśnie wydarzenie wkraczają kontrolerzy skarbowi i karzą kobiety rozdające za darmo domowe wypieki oraz strażaków-ochotników z lokalnej remizy, trudno się dziwić, że w sieci i wśród samorządowców pojawia się jedno, coraz głośniej zadawane pytanie: czy rządzącym przeszkadza żywa, wiejska tradycja, czy to po prostu urzędniczy automatyzm, który nie potrafi odróżnić sąsiedzkiej gościnności od działalności gospodarczej?


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze