Motyka broni Zmarzłego, ale zdradza kluczowy szczegół

Minister Miłosz Motyka próbował w RMF FM uciszyć aferę z wiceministrem Marianem Zmarzłym, ale jego słowa tylko pogłębiły chaos. Zapewniał, że „w tej sprawie jest tyle przekłamań”, po czym sam potwierdził większość faktów, które wcześniej próbowano podważać. Przyznał, że Zmarzły próbował wejść do budynku ministerstwa w niedzielny wieczór, że „ma tam swój gabinet i departament”, i że był „poza godzinami pracy”.

3 minut czytania
Motyka broni Zmarzłego, ale zdradza kluczowy szczegół
Powrót na niezalezna.pl

To właśnie ten fragment wywiadu wywołał największe poruszenie. W sieci od dwóch dni krążyły memy i komentarze wyśmiewające posła Pawła Jabłońskiego, który podczas kontroli poselskiej miał „pomylić adres” i wejść do niewłaściwego budynku. Internauci kpili, że „pseudo telewizja nie zrobiła riserczu” i żartowali, że „dwóch klaunów weszło nie tam, gdzie trzeba”.

Kulisy awantury ministra Zmarzłego. Nowe informacje. “Wracał do chawiry po meczu”
Wokół wiceministra Mariana Zmarzłego wybuchła medialna burza po naszych doniesieniach o awanturze w budynku resortu energii. Do incydentu miało dojść wieczorem, gdy polityk pojawił się w ministerstwie w towarzystwie nieznanej kobiety. Gdy ochrona poprosiła go o potwierdzenie tożsamości, doszło do ostrej wymiany zdań. Mamy nowe informacje na temat tej sytuacji.

Problem w tym, że po słowach Motyki okazuje się, że poseł pojechał dokładnie tam, gdzie trzeba. Minister potwierdził, że gabinet Zmarzłego znajduje się na Książęcej, czyli dokładnie w tym miejscu, gdzie Jabłoński próbował wejść. Tymczasem podczas kontroli urzędnicy odsyłali go na Przemysłową, a rzecznik ministerstwa twierdził, że „tu nie ma gabinetów ministrów”.

To rodzi pytanie, które po wywiadzie brzmi jeszcze głośniej: skoro gabinet naprawdę jest na Książęcej, to dlaczego nikt nie chciał go pokazać posłowi podczas interwencji?

Pijacka awantura w resorcie energii. Napruty wiceminister szarpał się z ochroną
Awantura, która nie powinna się wydarzyć w żadnym urzędzie. Mężczyzna podający się za wiceministra Mariana Zmarzłego próbował siłą wejść do „swojego pokoju wypoczynkowego”, a gdy ochrona zażądała potwierdzenia tożsamości - wybuchł. Według relacji świadków chwiał się na nogach, mówił niewyraźnie i czuć było od niego alkohol.

Motyka próbował też odciąć się od zachowania Zmarzłego, mówiąc, że „nie odpowiada za to, co po godzinach robią pracownicy”. Nie potrafił powiedzieć, czy wiceminister był pod wpływem alkoholu ani czy towarzyszyła mu kobieta. Zapewniał jedynie, że „nie ma żadnego pokoju wypoczynkowego”, choć świadkowie mówili o próbie wejścia właśnie do takiego pomieszczenia.

Wywiad, który miał uporządkować sytuację, tylko ją skomplikował. Po słowach Motyki widać jedno: afera Zmarzłego nie gaśnie, a wręcz dopiero się rozkręca.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze