To właśnie ten fragment wywiadu wywołał największe poruszenie. W sieci od dwóch dni krążyły memy i komentarze wyśmiewające posła Pawła Jabłońskiego, który podczas kontroli poselskiej miał „pomylić adres” i wejść do niewłaściwego budynku. Internauci kpili, że „pseudo telewizja nie zrobiła riserczu” i żartowali, że „dwóch klaunów weszło nie tam, gdzie trzeba”.

Problem w tym, że po słowach Motyki okazuje się, że poseł pojechał dokładnie tam, gdzie trzeba. Minister potwierdził, że gabinet Zmarzłego znajduje się na Książęcej, czyli dokładnie w tym miejscu, gdzie Jabłoński próbował wejść. Tymczasem podczas kontroli urzędnicy odsyłali go na Przemysłową, a rzecznik ministerstwa twierdził, że „tu nie ma gabinetów ministrów”.

To rodzi pytanie, które po wywiadzie brzmi jeszcze głośniej: skoro gabinet naprawdę jest na Książęcej, to dlaczego nikt nie chciał go pokazać posłowi podczas interwencji?

Motyka próbował też odciąć się od zachowania Zmarzłego, mówiąc, że „nie odpowiada za to, co po godzinach robią pracownicy”. Nie potrafił powiedzieć, czy wiceminister był pod wpływem alkoholu ani czy towarzyszyła mu kobieta. Zapewniał jedynie, że „nie ma żadnego pokoju wypoczynkowego”, choć świadkowie mówili o próbie wejścia właśnie do takiego pomieszczenia.



Wywiad, który miał uporządkować sytuację, tylko ją skomplikował. Po słowach Motyki widać jedno: afera Zmarzłego nie gaśnie, a wręcz dopiero się rozkręca.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze