Lekarze‑radni w luksusie. Rekord 4,9 mln zł w rok, ujawnia skalę bogactwa, o jakiej Polacy mogą pomarzyć

W sieci wciąż wrze po publikacji analizy oświadczeń majątkowych lekarzy, którzy jednocześnie pełnią funkcje radnych. Dane zebrane przez Mateusza Bratkowskiego pokazują obraz, który trudno przeoczyć: to jedna z najlepiej zarabiających grup, by nie powiedzieć kast, w polskiej polityce lokalnej. I to nie symbolicznie, ponieważ tu mówimy o kwotach, które potrafią przyprawić o zawrót głowy.

3 minut czytania
Powrót na niezalezna.pl

Mediana rocznego dochodu lekarza‑radnego to 285 tys. zł, czyli ponad trzy razy więcej niż mediana krajowa. Ale prawdziwe emocje zaczynają się wyżej: średni dochód to 471 tys. zł, a rekordzista zadeklarował… 4,9 mln zł w jeden rok. Tak, prawie pięć milionów. Do tego majątek liczony w milionach, siedemnaście nieruchomości, oszczędności sięgające trzech milionów. To nie przypadek, ale system, który pozwala lekarzom łączyć kontrakty, dyżury, prywatne zabiegi i najem nieruchomości bez żadnych limitów.

W tym zestawieniu pojawia się też nazwisko, które od tygodni elektryzuje opinię publiczną: Dawid Kacprzyk, 28‑letni lekarz i radny KO z Warszawy. Jego oświadczenie majątkowe pokazało dochód ponad 1,7 mln zł, z czego 1,6 mln zł zarobił jako lekarz, mimo że pełne prawo wykonywania zawodu ma dopiero od półtora roku i nie posiada jeszcze specjalizacji. Do tego mieszkanie, luksusowe auto i stanowisko koordynatora SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym.

Afera 28‑letniego lekarza KO puchnie. 11 godzin dziennie „wyrobił” tylko w jednym szpitalu. A pracuje w… czterech
Historia lekarza robi się coraz bardziej absurdalna. Im więcej liczb wypływa, tym mniej to wszystko trzyma się kupy. Oficjalnie w Warszawskim Szpitalu Południowym „wyrobił” 3976 godzin w rok, czyli 11 godzin dziennie, przez 365 dni bez przerwy. A to tylko jedno z jego miejsc pracy. Natomiast w dniach, w których według grafików miał dyżur, pojawiał się w mediach, na sesjach rady albo publikował posty na socjalach. Czyli doktorek był wpisany na dyżurze, kasa wpadała, o on gwiazdorzył w TVN i TVP.

To wszystko sprawia, że dyskusja o zarobkach lekarzy znów wraca na pierwsze strony portali. Jedni mówią: „ciężka praca, dyżury, odpowiedzialność — niech zarabiają”. Inni pytają, czy system, w którym młody lekarz bez specjalizacji może osiągnąć milionowe dochody, nie wymknął się spod kontroli.

Lutoryż to nie jedyne miejsce. Trop prowadzi w kolejne, gdzie mógł działać makabryczny proceder
Śledztwo w sprawie szczątków nienarodzonych dzieci znalezionych w Lutoryżu zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Najnowsze ustalenia pokazują, że posesja na Podkarpaciu mogła być tylko jednym z miejsc związanych z działalnością lekarki. Jak ustaliły media, kobieta wcale tam nie mieszkała, a jej życie toczyło się pod Zamościem, gdzie została zatrzymana i gdzie, według dziennikarzy, spędzała większość czasu. To właśnie ten trop zaczyna przyciągać uwagę śledczych i internautów.

Analiza oświadczeń majątkowych lekarzy‑radnych otworzyła nowy rozdział w debacie o finansach polskiej ochrony zdrowia. I wygląda na to, że to dopiero początek, ponieważ rekord 4,9 mln zł to nie wyjątek, lecz symbol systemu, który od lat działa bez ograniczeń.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze