Podczas oficjalnej konferencji prasowej zastosował podobny dystans: zamiast bronić człowieka, który reprezentował KO w wyborach samorządowych, natychmiast uznał sprawę za patologię i zapowiedział, że w warszawskiej służbie zdrowia „głowy muszą polecieć”.

Jeden refren, cała partia
Wiceminister nauki Andrzej Szeptycki, pytany o pobyt w Szpitalu Południowym, odpowiedział krótko:
„Nie znam pana Kacprzyka, nie byłem na SOR-ze i nie widziałem żadnego saloniku dla polityków”.

Brzmiałoby to wiarygodnie, gdyby nie jeden szczegół, ponieważ w listopadzie 2025 roku sam wiceminister chwalił się na X zdjęciem z tego samego szpitala, zachęcając Polaków do badań profilaktycznych pod hasłem „szybko, sprawnie i na NFZ”.
Podobnego zaklęcia użyła w „Poranku TOK FM” posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska, zapewniając, że osobiście Kacprzyka nie zna, choć przy tym nazwała praktyki w szpitalu „niewyobrażalnymi”. Z kolei wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer wybrała inną strategię: gdy reporter Kanału Zero zapytał ją o sprawę w Sejmie, dosłownie zaczęła uciekać. Podobnie zachowali się rzecznik rządu Adam Szłapka, były wiceszef MAP Robert Kropiwnicki i poseł Paweł Kowal. Każde z nich znalazło pretekst, by nie odpowiadać.

To nie był chłopak z ulicy
Problem dla KO w tym, że Kacprzyk nie spadł z nieba. To wieloletni działacz związanej z Platformą młodzieżówki, radny od 2018 roku, przewodniczący Komisji Oświaty w Ursusie, twarz z konta na Facebooku ze zdjęciem profilowym u boku Rafała Trzaskowskiego. Jego błyskawiczny awans na koordynatora SOR w Szpitalu Południowym, placówce w stu procentach miejskiej, zarządzanej przez Annę Łukasik, byłą wiceminister zdrowia z rządu PO-PSL, odbył się mimo braku jakiejkolwiek specjalizacji.
Z ustaleń portalu Zero.pl wynika, że w godzinach, w których formalnie dyżurował, Kacprzyk spotykał się z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską, występował w TVP3 Warszawa i brał udział w posiedzeniach rady dzielnicy. Ten sam portal opisał później, jak w szpitalu miała funkcjonować nieformalna szybka ścieżka przyjęć dla polityków KO i ich rodzin, z osobnym pomieszczeniem dla VIP-ów.

Partia umywa ręce, system się rozjeżdża
Reakcja kierownictwa była szybka. Marcin Kierwiński przyjął rezygnację Kacprzyka z partii, Trzaskowski zlecił pilny audyt wszystkich miejskich SOR-ów, a sam szpital w środę rozwiązał z lekarzem wszystkie umowy i zgłasza podejrzenie oszustwa. Sprawą zajęła się też prokuratura, sprawdzając, czy doszło do narażenia pacjentów na niebezpieczeństwo i poświadczenia nieprawdy w dokumentacji dyżurów. Naczelna Izba Lekarska skierowała zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej.
Tylko że odcięcie się od jednego nazwiska nie tłumaczy, jak system, w którym młody działacz partyjny bez doświadczenia trafia na kierownicze stanowisko w miejskim szpitalu, mógł funkcjonować przez ponad rok i kto przez ten czas podpisywał mu grafiki.

Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze