Afera 28‑letniego lekarza KO puchnie. 11 godzin dziennie „wyrobił” tylko w jednym szpitalu. A pracuje w… czterech

Historia lekarza robi się coraz bardziej absurdalna. Im więcej liczb wypływa, tym mniej to wszystko trzyma się kupy. Oficjalnie w Warszawskim Szpitalu Południowym „wyrobił” 3976 godzin w rok, czyli 11 godzin dziennie, przez 365 dni bez przerwy. A to tylko jedno z jego miejsc pracy. Natomiast w dniach, w których według grafików miał dyżur, pojawiał się w mediach, na sesjach rady albo publikował posty na socjalach. Czyli doktorek był wpisany na dyżurze, kasa wpadała, o on gwiazdorzył w TVN i TVP.

3 minut czytania
Koalicja Obywatelska w panice odcina się od swojego młodego działacza
Powrót na niezalezna.pl

Dawid Kacprzyk jest zatrudniony jeszcze w trzech innych placówkach, ale tamtejsze grafiki nie zostały jeszcze ujawnione. To oznacza, że te 11 godzin to jedynie minimum, absolutna podstawa, a nie pełen obraz jego „doby zawodowej”.

Jeśli w pozostałych miejscach pracował choćby po kilka godzin dziennie, a przecież mógł, skoro ma tam kontrakty, to jego realny dzień musiał być dłuższy niż jakakolwiek znana doba.

Kłopoty lekarza i radnego KO. Panie doktorze, czy pan jest złodziejem?
Wokół lekarza i samorządowca Dawida Kacprzyka zrobiło się głośno po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego. Dokument pokazał, że w 2025 roku osiągnął dochód przekraczający 1,6 mln zł z działalności medycznej/ Sprawę zaczęły opisywać szeroko media, a pod artykułami nagle zaczęły się pojawiać komentarze wychwalające lekarza. Internauci jednak nie wierzą w ich autentyczność.

Do tego dochodzą dojazdy między placówkami, które w Warszawie potrafią zająć godzinę w jedną stronę, oraz obowiązki radnego Ursusa, sesje rady, spotkania polityczne, regularne występy w telewizji i nagrywanie filmików na media społecznościowe. W praktyce wygląda to tak, jakby jego doba miała nie 24, ale 30, 35, a może i 40 godzin, bo inaczej zwyczajnie nie da się tego ułożyć w czasie.

Najbardziej bulwersujące jest to, że w dniach, w których według grafików miał pełnić dyżur, pojawiał się w mediach, na sesjach rady albo publikował posty z miejsc, które nie były szpitalem. Czyli doktorek był wpisany na dyżurze, kasa wpadała, o on gwiazdorzył, np w TVN.

Naczelna Izba Lekarska już złożyła zawiadomienie, a Koalicja Obywatelska w panice odcina się od swojego młodego działacza. Marcin Kierwiński ogłosił, że Kacprzyk opuszcza KO, choć w kuluarach mówi się, że to raczej KO opuściła jego.

Dziesiątki szczątków płodów pod Rzeszowem. Internauci pytają, czy Magdalena H. „była aborterką?”
To jedna z tych historii, które wstrząsają opinią publiczną od pierwszej minuty. Śledczy ustalili, że zabezpieczone ponad sto fragmentów należało łącznie do 32 płodów znalezionych na posesji. Według wstępnych ustaleń miały należeć do lekarki, która tłumaczy, że wykorzystywała je do badań naukowych i że pochodziły z poronień naturalnych. Jej słowa zamiast uspokoić i zamknąć spekulacje,wywołały lawinę pytań typu: „czyżby pani doktor dorabiała na skrobankach..?”

Afera dopiero się rozkręca, bo wciąż nie znamy danych z trzech pozostałych placówek. Jeśli tam również „wyrobił” setki godzin, to cała historia może okazać się jeszcze bardziej niewiarygodna niż dziś. Na razie jedno jest pewne: matematyka nie kłamie, a ta historia zwyczajnie nie mieści się w 24‑godzinnej dobie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze