Dziesiątki szczątków płodów pod Rzeszowem. Internauci pytają, czy Magdalena H. „była aborterką?”

To jedna z tych historii, które wstrząsają opinią publiczną od pierwszej minuty. Śledczy ustalili, że zabezpieczone ponad sto fragmentów należało łącznie do 32 płodów znalezionych na posesji. Według wstępnych ustaleń miały należeć do lekarki, która tłumaczy, że wykorzystywała je do badań naukowych i że pochodziły z poronień naturalnych. Jej słowa zamiast uspokoić i zamknąć spekulacje,wywołały lawinę pytań typu: „czyżby pani doktor dorabiała na skrobankach..?”

3 minut czytania
Czy doktor patomorfolog Magdalena H. „dokonywała nielegalnych aborcji”?
Powrót na niezalezna.pl

Kim była kobieta, u której znaleziono tak ogromną liczbę szczątków? Z publicznych informacji wynika, że pracowała jako biegła z zakresu patomorfologii przy Sądzie Okręgowym w Rzeszowie.

W swoim profilu deklaruje, że wykonuje m.in.:

• oględziny miejsca zdarzenia

• sekcje lekarskie

• sekcje sądowo‑lekarskie

• obdukcje

• opinie o uszkodzeniach ciała

• opiniowanie zatruć alkoholem etylowym

• badania histopatologiczne

I tu pojawia się najgłośniejsze pytanie internautów: skąd patomorfolog miałby dostęp do ponad stu płodów? I skąd tyle naturalnych poronień w jednym miejscu?

Internauci próbują zrozumieć skalę tej sytuacji:

„Rzekomo płodów było ponad 100. Tyle poronień byto tym krótkim okresie czasu w Szpitalu Klinicznym na Lwowskiej ? I ona je sobie wszystkie wynosiła ? A jakież to konkretnie badania wykonywała samodzielnie na płodach ludzkich ? Bez dozoru jednostki badawczej”.
LGBT pyta: “gdzie nasza tęcza?”. Niewiarygodne co powiedział Trzaskowski [WIDEO]
Rafał Trzaskowski podczas swojego wystąpienia o transporcie został zapytany o... tęczę, która miała wrócić na Plac Zbawiciela. Wyraźnie zaskoczony prezydent Warszawy odparł, że “to nie czas i miejsce” by mówić na ten temat.

Jedni zastanawiają się, czy to w ogóle możliwe, by wszystkie szczątki pochodziły z poronień naturalnych. Inni idą dalej i pytają, czy lekarka mogła wykonywać nielegalne aborcje.

To właśnie to pytanie: „czy była aborterką?” — stało się jednym z najczęściej powtarzanych w dyskusjach.

W komentarzach pojawia się też zupełnie inny trop. Niektórzy użytkownicy sugerują, że sprawa może mieć związek z praktykami okultystycznymi. To efekt atmosfery grozy, braku informacji i skali znaleziska. Na razie nie ma żadnych sygnałów, by śledczy brali pod uwagę taki wątek, ale sama obecność takich komentarzy pokazuje, jak bardzo ta historia poruszyła ludzi.

Skandal! Ustalenia TVN24 ujawniają, co działo się w Biurze Rzecznika Praw Dziecka
Myśli samobójcze, paraliżujący stres, nocne telefony z pracy, pozwy sądowe o mobbing. Tak, według blisko dwudziestu pracowników, wygląda codzienność w instytucji powołanej do ochrony dzieci.

Dopiero badania genetyczne, toksykologiczne i histopatologiczne odpowiedzą na pytania o pochodzenie płodów, ich wiek, okoliczności śmierci i legalność działań lekarki. To one zdecydują, czy mówimy o dramatycznej, choć legalnej praktyce badawczej, czy o czymś znacznie potworniejszym?

Na razie pozostaje atmosfera niepewności, emocji i pytań, które wiszą w powietrzu. Co naprawdę wydarzyło się na tej posesji? Skąd wzięło się ponad sto płodów? I jaka była rola kobiety, która je przechowywała? Odpowiedzi dopiero przed nami.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze