Rzeźniczak: „Nie wierzcie, co mówią w telewizji”. Piłkarz reaguje na aferę wokół Starucha

Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o ułaskawieniu Piotra „Starucha” Staruchowicza, znanego lidera kibiców Legii Warszawa, wywołała w ostatnich dniach falę komentarzy w mediach. W dyskusję niespodziewanie włączył się sam Jakub Rzeźniczak – piłkarz, który przed laty był bohaterem jednego z najgłośniejszych incydentów z udziałem Starucha. W nagraniu opublikowanym na Facebooku zaapelował, by nie wierzyć bezkrytycznie temu, co pokazują media.

4 minut czytania
Rzeźniczak: „Nie wierzcie, co mówią w telewizji”. Piłkarz reaguje na aferę wokół Starucha
Powrót na niezalezna.pl

O co właściwie chodzi w sprawie ułaskawienia

W poniedziałek Kancelaria Prezydenta poinformowała o zastosowaniu prawa łaski wobec trzech osób, wśród których znalazł się Piotr Staruchowicz. Ułaskawienie dotyczyło konkretnie zakazu stadionowego nałożonego przez sąd w Lublinie po tym, jak podczas wyjazdowego meczu Legii z Motorem Lublin w marcu 2025 roku. Sam zainteresowany od początku twierdził, że posiadał akredytację od organizatora i miał prawo tam przebywać. O ułaskawienie poprosił Nawrockiego osobiście, dzwoniąc w grudniu ubiegłego roku do studia Kanału Zero.

Decyzja prezydenta odbiła się szerokim echem, a część mediów i polityków opozycji określiła ją jako przykład „kibol ułaskawia kibola”.

Powrót legendy. Ułaskawiony “Staruch” wraca na trybuny
Dla jednych owiany tajemnicą facet z maszynką do tatuażu, dla tysięcy sympatyków Legii Warszawa absolutna ikona, bez której trudno wyobrazić sobie stołeczne trybuny. Piotr Staruchowicz, w całej Polsce znany jako “Staruch”, przez lata był sercem i płucami stadionu. Teraz, dzięki decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, jego skazanie ulega zatarciu. Najsłynniejszy polski kibic odzyskał czystą kartę i wraca tam, gdzie jego miejsce.

Rzeźniczak zabiera głos

To właśnie przywołanie starego incydentu z 2011 roku skłoniło Jakuba Rzeźniczaka do nagrania i opublikowania obszernego wyjaśnienia. Jak przyznał, impulsem był telefon od dziadka jego żony, który zapytał wprost, czy rzeczywiście doszło wówczas do pobicia.

„Teraz jest taka aferka, że prezydent Nawrocki uniewinnił Piotrka Starucha (…) skrócił mu zakaz stadionowy, który został nałożony przez władze po meczu z Motorem Lublin. De facto niesłusznie, bo Piotrek miał wtedy pozwolenie”

– mówił piłkarz.

Odniósł się też bezpośrednio do sposobu, w jaki opisywano dawną sytuację z jego udziałem.

„Jakie to jest obrzydliwe w wiadomościach, że kibic pobił piłkarza i tak dalej… A ta sytuacja miała miejsce 15 lat temu i to nie było żadne pobicie, po prostu nieporozumienie po przegranym naszym meczu”

– podkreślił, dodając, że dzisiejsi piłkarze inaczej reagują na tego typu spięcia.

„Dyskusja była zażarta. Mam wrażenie, że wtedy piłkarze mieli więcej jaj”

– ocenił z przymrużeniem oka.

Gruba zadyma w Chełmie. Pijany policjant zaparkował w ścianie własnej komendy
Miał stać na straży bezpieczeństwa i wyłapywać pijanych kierowców, ale najwyraźniej sam postanowił przetestować wytrzymałość służbowego sprzętu. 52-letni policjant z Chełma wsiadł za kółko radiowozu na podwójnym gazie. Jego brawurowy “rajd” zakończył się jednak szybciej, niż się zaczął, a miejsce kraksy wywołuje łzy – u internautów ze śmiechu, a u jego przełożonych ze wstydu i rozpaczy.

Rzeźniczak zaznaczył również, że po latach nie ma żadnego żalu do Staruchowicza.

„Z Piotrkiem mamy dobry kontakt (…) ze wszystkimi mam doskonały kontakt”

– zapewnił, po czym podsumował całą sytuację słowami:

„Ta sytuacja tak została wykorzystana do własnych celów. Jak słucham tych wiadomości, to po prostu jest bardzo ciekawe. Więc nie wierzcie, co mówią w telewizji. Piotrek nikogo nie zabił. Po prostu prezydent zdjął mu zakaz stadionowy i skrócił o rok”.

Co na to internauci

Nagranie Rzeźniczaka szybko zebrało komentarze, w których część internautów podzielała jego rozgoryczenie sposobem relacjonowania sprawy. Jedna z komentujących napisała wprost, że dla „wyznawców politycznych” liczy się wyłącznie hasło „ułaskawiony kibol”, bez wchodzenia w szczegóły. Inni użytkownicy szli jeszcze dalej, oceniając, że media pokażą sprawę tak, „jak będzie im pasowało”, niezależnie od faktów.

Pojawiły się też głosy nawiązujące wprost do dawnego incydentu. Jeden z komentujących zasugerował, że osoby, które przez lata powoływały się na to, że Rzeźniczak został „pobity”, powinny teraz udostępnić jego wyjaśniające nagranie i skonfrontować się z tym, jak wyglądała prawda.

Sam piłkarz włączył się w dyskusję pod własnym postem, odpowiadając jednemu z komentujących z przymrużeniem oka:

„ale nikt nie dzwonił zapytać jak się czuję jakiś Salonik VIP w szpitalu czy coś dla poszkodowanego duży zawód”

– zażartował, nawiązując do tego, że przez lata to właśnie on, a nie Staruchowicz, był w tej historii przedstawiany jako poszkodowany.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze