Najkrótszy pościg w historii
Wyobraźcie sobie tę scenę. Jest weekend, doświadczony, 52-letni funkcjonariusz Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego z Chełma ładuje się do radiowozu. Zamiast jednak ruszyć z piskiem opon na ratunek obywatelom, mundurowy zalicza spektakularną wpadkę. Z impetem rozbija służbowe auto... prosto o ścianę własnej komendy!

Fakt, trzeba mieć nie lada fantazję, żeby spowodować kolizję, zanim w ogóle wyjedzie się na miasto. Koledzy ze zmiany nie musieli nawet daleko szukać sprawcy ani włączać kogutów - dowód rzeczowy i krewki kierowca dosłownie zaserwowali się sami pod samymi oknami dyżurki.
Alkomat nie kłamie
Gdy zszokowani policjanci zbiegli się do rozbitego wozu, szybko okazało się, co było "paliwem napędowym" tej kompromitującej stłuczki. Zapach, jaki unosił się w powietrzu, zwiastował ogromne kłopoty. Szybkie badanie alkomatem nie pozostawiło złudzeń - "pan władza" wydmuchał 0,6 promila alkoholu! Na wszelki wypadek od razu pobrano mu jeszcze krew, by mieć żelazne dowody do dalszego postępowania.

Do akcji wkraczają "smutni panowie"
Taryfy ulgowej za zdemolowanie elewacji komendy nie będzie. O drogowym wyczynie błyskawicznie poinformowano prokuratora oraz postrach wszystkich funkcjonariuszy - Biuro Spraw Wewnętrznych Policji i Wydział Kontroli KWP w Lublinie.
Reakcja komendanta była równie ostra, co zderzenie radiowozu ze ścianą. Rozrywkowy 52-latek został w trybie natychmiastowym zawieszony, a maszyna urzędnicza już ruszyła - wdrożono procedurę wydalenia go ze służby ze skutkiem natychmiastowym. Jak widać, policyjna blacha na nic się zdaje, gdy po pijaku urządza się "crash testy" na własnym miejscu pracy.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze