Rekordy, których jeszcze nie było
Tegoroczna rekrutacja na studia medyczne przeszła najśmielsze oczekiwania. Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie o przyjęcie ubiegało się blisko 16,6 tysiąca kandydatów, o niemal 67 procent więcej niż rok wcześniej. Podobnie było w Białymstoku i Szczecinie, gdzie liczba zgłoszeń podwoiła się względem poprzedniej rekrutacji. Na kierunku lekarskim na Uniwersytecie Kaliskim odnotowano wynik wręcz absurdalny, niemal 49 kandydatów na jedno miejsce.

W skali kraju na kierunek lekarski w roku akademickim 2025/26 kandydowało ponad 30 tysięcy osób, a w tegorocznej rekrutacji wynik ten może zostać pobity. To sprawia, że medycyna depcze po piętach nawet psychologii, dotąd niekwestionowanemu liderowi pod względem liczby chętnych.

Milion złotych rocznie, czyli przypadek, który zrobił swoje
Trudno nie zauważyć zbiegu okoliczności: boom na medycynę nastąpił równolegle z serią głośnych afer dotyczących zarobków lekarzy. Najgłośniejszym echem odbiła się sprawa 29-letniego doktorka bez specjalizacji, Dawida Kasprzyka, ze Szpitala Południowego w Warszawie, który w ubiegłym roku zarobił blisko 1,6 miliona złotych. Sprawa wywołała falę kontroli w kolejnych szpitalach, a media ujawniły podobne przypadki także w innych regionach. W placówkach podległych samorządowi Wielkopolski aż 26 lekarzy przekroczyło próg miliona złotych rocznie, a pięcioro zarobiło ponad dwa miliony.

Choć środowisko lekarskie samo podkreśla, że tak spektakularne stawki to raczej wyjątek niż reguła, obraz medycyny jako kierunku, na którym można się naprawdę dorobić, już utrwalił się w mediach, a co za tym idzie, także w głowach kandydatów na studia i ich rodziców.

Pieniądze, prestiż i bezpieczeństwo zatrudnienia
Eksperci cytowani w mediach branżowych nie kryją, że dzisiejszy szturm na medycynę to efekt trzech czynników naraz: wysokich zarobków, prestiżu zawodu oraz gwarancji zatrudnienia w czasach, gdy wiele innych branż mierzy się z niepewnością rynku pracy. Co ciekawe, zjawisko to widać już na poziomie szkół podstawowych. Klasy o profilu biologiczno-chemicznym przeżywają prawdziwe oblężenie, a ósmoklasiści coraz częściej deklarują, że w przyszłości chcą zostać lekarzami i nierzadko wprost mówią o wysokich zarobkach jako motywacji.
Nie tylko medycyna – cały sektor rośnie w siłę
Popularnością cieszą się też kierunki pokrewne: stomatologia notuje jeszcze wyższe wskaźniki konkurencji niż medycyna. Na niektórych uczelniach nawet ponad 20 kandydatów na miejsce. Wysokim zainteresowaniem cieszą się również analityka medyczna, farmacja, fizjoterapia czy ratownictwo medyczne.

Czy to się opłaci systemowi?
Choć uczelnie w tym roku nieznacznie zwiększyły limity przyjęć – do 10,7 tysiąca miejsc na kierunku lekarskim – Ministerstwo Zdrowia otwarcie przyznaje, że nie widzi potrzeby kształcenia znacząco większej liczby lekarzy, a jednocześnie deklaruje chęć ograniczenia najwyższych pensji w zawodzie. To rodzi pytanie, czy tegoroczny tłum kandydatów, w dużej mierze zwabiony wizją milionowych zarobków, nie zderzy się za kilka lat z zupełnie inną rzeczywistością rynku pracy niż ta, którą dziś widzą w nagłówkach gazet.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze