Nagranie prosto z kliniki
Na opublikowanym w mediach społecznościowych materiale Julia leży na szpitalnym łóżku, z twarzą owiniętą bandażem i widocznymi śladami po świeżo przeprowadzonym zabiegu. W emocjonalnym tonie mówi o tym, że ma dość ostatniego roku i chce w końcu „wrócić do życia”. Nagranie zapowiada pełny odcinek jej autorskiego vloga, opublikowany 31 lipca.

„To nie jest walka o siebie”
Hasło „walczę o siebie”, którym influencerka opisała swoją decyzję o kolejnej operacji, szybko stało się punktem zapalnym w sekcji komentarzy. Wielu internautów zwróciło uwagę, że określenie to brzmi nie na miejscu w kontekście kosmetycznego zabiegu.

Jeden z komentujących napisał wprost, że prawdziwa walka o siebie to nauczenie się akceptacji własnego wyglądu, a nie kolejna korekta urody. Inna osoba zauważyła, że o walkę powinny częściej być pytane osoby zmagające się z chorobą onkologiczną czy skutkami wypadków, które nie mają wyboru i funkcjonują na co dzień z bólem i to im, zdaniem autorki komentarza, należy się to określenie w pierwszej kolejności.
Pojawiły się też głosy sugerujące, że zamiast kolejnych operacji Julii przydałaby się raczej pomoc specjalisty, który pomógłby jej przepracować powód, dla którego wciąż decyduje się na inwazyjne zabiegi.

Nie pierwszy raz taka reakcja
To nie pierwsza fala krytyki, z jaką mierzy się celebrytka po publikacji materiałów z klinicznych sal. Podobne komentarze pojawiały się już wcześniej, gdy Julia pokazywała efekty i przebieg swojego pierwszego, nieudanego liftingu. Część obserwujących regularnie przypomina jej, że skala i częstotliwość zabiegów, którym się poddaje, budzi niepokój, a nie podziw.

Sama influencerka wielokrotnie podkreślała, że liczy się z falą krytyki, ale mimo to postanawia dzielić się swoimi doświadczeniami otwarcie, zarówno tymi bolesnymi, jak i tymi, które w przyszłości mają przynieść jej upragniony efekt.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze