Wizyta jak każda inna, ale do pewnego momentu
Na konsultację wybrał się kolega z redakcji reporterki Moniki Krześniak, który naprawdę potrzebował pomocy po kontuzji na siłowni. Lekarz zbadał go rzetelnie: wskazał na możliwy ucisk nerwu, zasugerował ograniczenie treningu i zaproponował zastrzyk przeciwbólowy, z którego pacjent ostatecznie zrezygnował.

Sytuacja zmieniła się, gdy rozmowa zeszła na inne tory.
„Mam wrażenie, że pana z kimś kojarzę”
— rzucił w pewnym momencie reporter.
„Z telewizji. (...) Afera polityczna”
— odpowiedział bez ogródek Kacprzyk. Zapytany wprost, jak czuje się z całą sprawą, lekarz-milioner miał odpowiedzieć krótko:
„Mam to w dupie”.

Co ciekawe, jak wynika z relacji Kanału Zero, jednym z problemów, które Kacprzyk miał wymieniać jako najbardziej uciążliwe w całej sytuacji, był fakt, że nie może teraz jeździć swoim Porsche.
Zasłonięte wyjście i ucieczka przed kamerą
Na tym się nie skończyło. Reporterka czekała, aż lekarz zakończy dyżur, i stanęła przed przychodnią z mikrofonem. Kacprzyk zauważył ekipę, ale nie podszedł i zamiast niego wyszła koleżanka z pracy z prośbą o opuszczenie terenu prywatnego (parkingu). Reporterka przeszła na odcinek publiczny przy drodze dojazdowej, skąd zaobserwowała, jak inna osoba podjeżdża samochodem i ustawia go tak, by zasłonić wyjście z budynku. Właściciel lub współwłaściciel przychodni miał następnie przekazać dziennikarce, że lekarz czuje się „zaszczuty przez media” i nie wyjdzie, nawet gdyby miał zostać w budynku na noc.
Mimo to, chwilę wcześniej Kacprzyk miał jeszcze podejść do okna, pomachać do reporterki z uśmiechem i posłać jej całusy, po czym odmówił odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie.

Przypomnienie: o co chodzi w całej aferze
Kacprzyk, do niedawna radny Koalicji Obywatelskiej, koordynował Szpitalny Oddział Ratunkowy w Warszawskim Szpitalu Południowym. Dziennikarze zero.pl ustalili, że w 2025 roku zarobił w kilku placówkach ponad 1,6 mln zł, a czas, który miał spędzać na dyżurach, wielokrotnie pokrywał się z jego aktywnością polityczną i medialną. Ujawniono też istnienie tzw. „saloniku VIP” na SOR-ze, gdzie na badania mieli czekać działacze KO, przyjmowani poza kolejnością.

Skala afery doprowadziła do prawdziwego trzęsienia ziemi w warszawskiej polityce: Kacprzyk stracił pracę, podobnie jak koordynator prosektorium (gdzie miał być prowadzony nielegalny biznes pogrzebowy), wymieniono cały zarząd i radę nadzorczą szpitala, a dwie wiceprezydentki Warszawy: Renata Kaznowska i Aldona Machnowska-Góra, złożyły rezygnacje na ręce prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała zmiany systemowe w ochronie zdrowia, choć jeszcze ich nie wprowadzono.
Sam Kacprzyk nie został dotąd przesłuchany przez prokuraturę, nie usłyszał zarzutów i nie zawieszono mu prawa wykonywania zawodu, mimo że toczą się w jego sprawie aż trzy postępowania.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze