Telewizyjne sylwestry co roku przyciągają miliony widzów, a największe stacje rywalizują o uwagę, sięgając po znane nazwiska — także z zagranicy. W tym roku Polsat postawił na międzynarodowy akcent, zapraszając **Thomas Anders**a z zespołu Modern Talking & Band. Według doniesień „Faktu” wokalista miał otrzymać honorarium w wysokości 400 tysięcy złotych.

Występ nie spotkał się jednak z entuzjazmem internautów. W komentarzach szybko pojawiły się zarzuty o korzystanie z playbacku, a część widzów nie kryła rozczarowania, zestawiając wysoką stawkę z tym, co zobaczyli na scenie.
Na zupełnie innym biegunie znalazł się Sting, który wystąpił podczas Sylwestra z Dwójką na antenie TVP2. Fakt, że artysta śpiewał na żywo, nie umknął uwadze widzów i był szeroko komentowany w mediach społecznościowych.

Wśród osób, które postanowiły zabrać głos, znalazła się Marianna Schreiber. Ostatni wieczór roku spędziła przed telewizorem, oglądając koncert TVP, a swoją opinią podzieliła się na Instagramie. Jej komentarz był bezpośredni i wyraźnie wymierzony nie tylko w technikę, ale i w sceniczną estetykę.
— Występ Stinga na Sylwestrze z TVP2 pokazał, że prawdziwy artysta nie potrzebuje żadnych dodatków, by błyszczeć. On po prostu wchodzi, jest sobą i wszyscy go za to kochają
— napisała.
— W przeciwieństwie do tych niektórych gwiazdeczek, które bez piór, gołej dupy czy tony brokatu oraz podkładu z playbacku, na żywo nie mają nic do zaprezentowania
— dodała uszczypliwie.

Tegoroczny sylwester po raz kolejny pokazał, że dla widzów coraz ważniejsze staje się nie tylko nazwisko na plakacie, ale też autentyczność. A dyskusja o playbacku i śpiewaniu na żywo — jak widać — wciąż potrafi rozpalić emocje bardziej niż same fajerwerki.









Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze