„Im większy kac, tym dłuższy prysznic”
Uzależnienie od alkoholu nie zawsze oznacza widoczne zaniedbanie, problemy zawodowe czy wycofanie z życia towarzyskiego. Bywa, że osoba zmagająca się z nałogiem nadal pracuje, spotyka się z ludźmi i starannie dba o swój wygląd. Właśnie o takim doświadczeniu opowiedziała Ewa Skibińska, która w najnowszej rozmowie wróciła do jednego z najtrudniejszych okresów swojego życia.

Aktorka była gościem podcastu „Piekielnie szczere”, gdzie bez upiększania rzeczywistości opowiedziała o niemal dziesięciu latach uzależnienia od alkoholu. Jak przyznała, przez długi czas potrafiła skutecznie ukrywać problem przed otoczeniem. Co więcej, im gorzej się czuła, tym więcej wysiłku wkładała w to, by nikt nie dostrzegł, co naprawdę się z nią dzieje.
„Doszłam do ściany. Było mi już źle z alkoholem. Zauważyłam, że po jednym kieliszku zawsze musi być dziesięć następnych, i to był taki sygnał”
– wyznała.

Skibińska zwróciła uwagę na mechanizm, który często towarzyszy osobom wysoko funkcjonującym mimo uzależnienia. Z zewnątrz ich codzienność może wyglądać zupełnie zwyczajnie, podczas gdy alkohol coraz mocniej wpływa na ich życie.
„Wysoko funkcjonującego pijaka, pijaczki, troszkę nie można rozpoznać. Bo im większy kac, tym dłuższy prysznic bierzemy, robimy piękniejszy makijaż i ładniej się ubieramy, żeby to było nie do poznania. Ale w tej torebce przysłowiowa małpka czeka na to, żeby sobie poprawić nastrój”
– opowiadała.
Aktorka przyznała również, że do dziś spotyka osoby zdziwione informacją o jej dawnym uzależnieniu. Niektórzy zapewniają, że nigdy nie zauważyli, by miała problem z alkoholem. Dla niej to najlepszy przykład tego, jak skutecznie można maskować nałóg.

Przyjaciółka Skibińskiej zauważyła niepokojący szczegół
Przez lata alkohol stał się dla aktorki sposobem na radzenie sobie z trudnymi emocjami. Jak sama przyznała, sięgała po niego nie tylko dla przyjemności, ale przede wszystkim po to, by choć na chwilę zagłuszyć lęk, rozczarowanie czy poczucie porażki. Z czasem coraz trudniej było jej zatrzymać się na jednym kieliszku.
Przełom nie nastąpił jednak podczas zawodowego kryzysu ani w wyniku spektakularnego wydarzenia. Wszystko zaczęło się od pozornie niewinnej sytuacji, która zwróciła uwagę jednej z jej przyjaciółek.
„Moja przyjaciółka zainteresowała się tym, że do kawy podaję jej ajerkoniak i uruchomiła moją rodzinę, która zaczęła być szczera na ten temat”
– wspominała Skibińska.

To właśnie reakcja bliskich pomogła jej skonfrontować się z problemem, który wcześniej udawało się ukrywać. Aktorka zaczęła dostrzegać, że alkohol nie rozwiązuje trudności, a jedynie pozwala na chwilę odsunąć je na dalszy plan.
W rozmowie nie unikała również refleksji nad tym, dlaczego przez tyle lat sięgała po kolejne kieliszki. Przyznała, że u podstaw uzależnienia leżały emocje, z którymi nie potrafiła sobie wówczas poradzić.
„To wynikało z jakichś lęków, cierpienia, jakim jest cierpienie życia. I mnie się wtedy wydawało, że to jest jedyne lekarstwo na to, że życie jest trudne, że jestem przez kogoś oceniana, że nie wszystko dostaję, co bym chciała, że nie wszystko mi się udaje, że mam w życiu porażki”
– tłumaczyła.

Ewa Skibińska od 15 lat nie pije
Dziś aktorka ma za sobą 15 lat życia bez alkoholu. Z perspektywy czasu potrafi mówić o dawnym uzależnieniu otwarcie, również o jego mniej oczywistych aspektach. Nie ukrywa, że przez długi czas traktowała alkohol jak sposób na wyciszenie emocji, których nie chciała lub nie umiała przeżywać.
„W tym momencie pojawia się alkohol jako taki tłumik tych wszystkich emocji, a przecież emocje trzeba przeżywać, warto je przeżywać na trzeźwo”
– podsumowała.







Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze