Miłosz Kłeczek należy do dziennikarzy, którzy nie pozostawiają odbiorców obojętnymi. Jego działalność medialna budzi zarówno entuzjazm zwolenników, jak i zdecydowany sprzeciw przeciwników. Sam zainteresowany nie zamierza jednak udawać, że nie dostrzega tych reakcji. Co więcej, w programie „Blaski i Cienie” zdradził, że sposób, w jaki odbierana jest jego praca, potrafi sprawiać mu niemałą satysfakcję.
Miłosz Kłeczek o krytyce. „Jedni kochają, drudzy nienawidzą”
Dziennikarz podkreślił, że w swoich programach stara się łączyć przekazywanie konkretnych treści z rozrywką. Takie podejście ma mu dawać osobistą satysfakcję i sprawiać, że widzowie nie nudzą się podczas oglądania.

Treść merytoryczna u mnie w programach przenika się zawsze z rozrywką, co osobiście daje mi dużo satysfakcji i mnie bawi, bo uważam, że nie jest nudno
– wyznał Kłeczek.
Jak przyznał, jego sposób prowadzenia programów nie wszystkim przypada do gustu. Dziennikarz zdaje sobie sprawę, że ma również wielu przeciwników. Zwrócił jednak uwagę na jeden wspólny mianownik, który łączy zarówno jego sympatyków, jak i osoby nieprzychylnie nastawione do jego działalności.
Czasem bawię, czasem wkurzam, bo jest też wielu moich przeciwników. Ale co ich łączy? Oglądają. Jedni kochają, drudzy nienawidzą, ale jednak znajdują czas, żeby obejrzeć
– zauważył.

Kłeczek odniósł się również do popularnego powiedzenia, według którego nie ma znaczenia, co się o kimś mówi, byle tylko o nim mówiono. Jak zaznaczył, nie do końca zgadza się z takim podejściem. Jednocześnie przyznał, że negatywne reakcje na jego działalność potrafią być dla niego źródłem zadowolenia.
Zaskakujące wyznanie dziennikarza. Hejt daje mu więcej satysfakcji niż pochwały
Dziennikarz przyznał, że ostatnio przyłapał się na tym, iż krytyka przynosi mu większą satysfakcję niż pozytywne opinie.
Ostatnio złapałem się na tym, że mam większe poczucie satysfakcji kiedy hejtują, czy wystawiają negatywne opinie, komentarze, albo piszą bardzo złe artykuły, niż kiedy jestem dowartościowywany
– powiedział w programie „Blaski i Cienie”.
Skąd takie podejście? Kłeczek wyjaśnił, że negatywne reakcje traktuje jako sygnał, iż jego działalność wywołuje emocje i nie pozostaje bez znaczenia dla osób, które się z nim nie zgadzają. W jego ocenie nieprzychylne komentarze mogą świadczyć o tym, że skutecznie realizuje swoje cele.

Większe poczucie satysfakcji kiedy mnie hejtują, bo mam poczucie dobrze wykonanej roboty. Jeżeli mnie hejtują, piszą źle, to znaczy, że ich denerwuję. Jeżeli ich denerwuję, to znaczy, że jestem zagrożeniem, konkurencją, z którą trzeba się liczyć
– stwierdził.
Dziennikarz powiązał przy tym reakcje na swoją działalność z szerszym sporem o przekaz obecny w polskich mediach. Jego zdaniem krytyka jest dowodem na to, że podważa narrację środowisk liberalno-lewicowych.
To znaczy, że burzę kłamliwą narrację serwowaną dziś w liberalno-lewicowych mediach, z obozem Donalda Tuska na czele
– podsumował Miłosz Kłeczek.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze