Miłosz Kłeczek odmówił prowadzenia "Faktów" w TVN. „Oni nie wierzyli w to, co się dzieje”

Miłosz Kłeczek opowiedział o początkach swojej kariery dziennikarskiej i kulisach pracy w TVN. W programie „Blaski i Cienie” wrócił do czasów, gdy stawiał pierwsze kroki w telewizji, a także wyjaśnił, dlaczego nie chciał wiązać swojej przyszłości z radiem i zrezygnował z szansy na awans w jednej z największych stacji w Polsce. Nie zabrakło również krytycznych słów pod adresem sposobu prezentowania polityki przez jego byłego pracodawcę.

4 minut czytania
Miłosz Kłeczek odmówił prowadzenia "Faktów" w TVN. „Oni nie wierzyli w to, co się dzieje”
← Powrót na niezalezna.pl
Miłosz Kłeczek odmówił prowadzenia "Faktów" w TVN. „Oni nie wierzyli w to, co się dzieje”

„Teraz albo nigdy”. Tak Kłeczek rozpoczął karierę

Jak opowiadał Kłeczek, na początku swojej drogi zawodowej pracował w radiu. Szybko jednak uznał, że jeśli chce zrealizować marzenie o pracy w telewizji, nie może odkładać decyzji na później.

Nie chciałem w radiu marnować swojego czasu, bo wiedziałem, że jak tam zostanę, to minie rok, drugi, trzeci, a droga do telewizji będzie się oddalać. Powiedziałem: teraz, albo nigdy

– wspominał.

Piękna mecenas w biżuterii Blasku na antenie Telewizji Republika. “Silni razem” nie wytrzymali
Dziennikarz Telewizji Republika zaskoczył widzów nietypowym gestem. Miłosz Kłeczek założył podczas programu goszczącej w studio mecenas kolczyki z kolekcji „Szmaragdowy Blask”. Pani przyjęła tę sytuację z uśmiechem i wyraźnym zadowoleniem. Takie sceny nie spodobały się jednak “silnym razem”, czyli wspierającym obecną władzę internautom. Czyżby przemawiała przez nich zazdrość o szmaragdowy komplet prezentowany przez Miłosza Kłeczka i jego gościa?

Zdecydował się więc na płatny staż w telewizji. Co ciekawe, nie tylko nie otrzymywał wówczas wynagrodzenia, ale sam musiał zapłacić za możliwość zdobywania doświadczenia.

– Poszedłem do telewizji na płatny staż, to był staż, za który ja płaciłem – wyjaśnił.

Jak się okazało, inwestycja w rozwój zawodowy przyniosła efekty. Dziennikarz uczestniczył w szkoleniu organizowanym przez stację, która obecnie konkuruje z Telewizją Republika. Nie ukrywał przy tym, że choć krytycznie ocenia sposób prezentowania przez nią polityki, warsztatowe przygotowanie do zawodu wspomina dobrze.

Pomijam propagandę polityczną, natomiast sama technika tworzenia materiałów, to była świetna szkoła

– podkreślał.

Kopnął drona prosto w twarz modelki! Dramatyczne sceny w telewizji na żywo [WIDEO]
Do niebezpiecznej sytuacji doszło podczas meksykańskiego programu rozrywkowego „Es Show”. Prowadzący Ernesto Chavana kopnął latającego nad studiem drona, a urządzenie z impetem poleciało w stronę modelki Isabelli Rojas. Kobieta została uderzona w twarz, a obrażenia objęły okolice ust i policzka. Nagranie z incydentu szybko rozprzestrzeniło się w mediach społecznościowych, wywołując falę komentarzy.

W grupie około 20 uczestników wyłaniano jedną lub dwie osoby, którym zaproponowano zatrudnienie. Jedną z nich był właśnie Kłeczek.

Miałem to szczęście, że mnie wybrali i później już mi płacili

– przyznał z uśmiechem.

Pracował w TVN, ale unikał polityki

Kolejnym etapem kariery dziennikarza była praca w TVN. Początkowo nie zajmował się tam polityką. Skupiał się na innych dziedzinach, między innymi sporcie, pogodzie i gospodarce.

Jak tłumaczył, nie chciał angażować się w tematykę polityczną, ponieważ nie odpowiadał mu sposób, w jaki stacja przedstawiała wydarzenia z tego obszaru.

Ten TVN ukierunkował mnie już. Wiedziałem, że nie podoba mi się forma ich prezentowania polityki, bo jest zakłamana, dlatego robiłem inne rzeczy

– mówił.

Kłeczek podkreślił, że w TVN spędził kilka lat, podczas których doskonalił swój warsztat dziennikarski. Praca przy różnych tematach pozwoliła mu zdobyć doświadczenie, które wykorzystał w dalszej karierze.

Wygimnastykowana Książkiewicz wspina się po drzewach. Po latach walki z bólem cieszy się jak dziecko
Złota polska jesień, szelest liści pod stopami i… aktorka siedząca okrakiem na drzewie. Ba! Nawet je całuje. Weronika Książkiewicz pokazała na Instagramie nagranie, które poprawia humor od pierwszej sekundy. Wspina się po pniu jak wiewiórka, przytula drzewo, robi stanie na rękach i śmieje się przy tym jak dziecko. Fani są zachwyceni jej formą. A ci, którzy znają jej historię, wiedzą, że ta radość ma szczególne znaczenie.

Nie oznacza to jednak, że źle wspominał wszystkich ludzi, z którymi wówczas pracował. Wręcz przeciwnie. W rozmowie zaznaczył, że w redakcji, szczególnie w zespole zajmującym się pogodą, spotkał wiele wartościowych osób. Jednocześnie zwrócił uwagę, że niektórzy dziennikarze mieli zatracić poczucie misji zawodowej.

Odrzucił awans, o którym marzyli inni

Jednym z najbardziej zaskakujących wątków rozmowy była opowieść o decyzji, którą Kłeczek podjął po kilku latach pracy w TVN. Dziennikarz otrzymał propozycję awansu do zespołu przygotowującego „Fakty”, co dla wielu osób pracujących w branży medialnej stanowi ważny cel zawodowy.

Kilka lat tam spędziłem, dopracowałem warsztat i w momencie, kiedy otrzymałem propozycję awansu zawodowego w TVN-ie, co dla wielu było marzeniem nie do zrealizowania, czyli praca w „Faktach” – wtedy powiedziałem „nie”

– opowiadał.

I oni się na mnie obrazili. Oni nie wierzyli w to, co się dzieje

– dodał.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze