Ilona Januszewska przyznała, że zdecydowanie bardziej woli występować na żywo. Mimo tego, że można się nie ustrzec wpadki. Opowiedziała o swojej największej wpadce przed kamerami.
Pomyślałam: "co to dla mnie"
Telewizja Republika zorganizowała objazd po Polsce, wakacyjny. Byliśmy w jednostce wojskowej w Orzyszu, zdaje się. Było tam wtedy bardzo gorąco. Ten program miał być prowadzony w języku angielskim. Ja oczywiście czułam się dobrze w języku angielskim. Chodziłam na dodatkowe zajęcia z native speakerem, pomyślałam sobie: co to dla mnie. Nagle zaczyna się program i tak, jakby ktoś wyłączył moje zdolności językowe
- zdradza w rozmowie z Angeliką Bielską na kanale YouTube Blask Online.

Co stało się dalej?
Zestresowałam się. Rozmawialiśmy z żołnierzami. Chciałam zadać jakieś pytanie, trochę się pogmatwałam. Totalna klapa. Mój prowadzący mi pomógł. Program jakoś przeszedł
- wspomina.
Ona zrobiła to celowo
I dodaje, że wówczas tego nikt nie zauważył. Najgorsze stało się kilka lat później. Wpadkę celowo po tylu latach przypomniały liberalne media.
Ale się później "onety" rozpisały. Że kretynka, że nie umie mówić po angielsku. Pamiętam, że wtedy starsza koleżanka z branży, Hanna Lis jeszcze podbiła to, podgrzała i jeszcze umocniła to wyśmiewanie się z mojej wpadki. Odpisał jej Rafał Ziemkiewicz, że to nie przystoi, że ona też miała swoje wpadki. A ja i tak dostałam wtedy duży "wpierdziel" od mediów, co odbiło się mocno nie tylko na mnie, ale i mojej mamie. A Hanna Lis mocno podkręciła ten hejt w moją stronę.
- dodaje Januszewska.






Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze