pomoc — Newsy

Kuba znów stanął na nogi. „Jest szczęśliwy”. Dzięki Wam jest w połowie drogi, brakuje 100 tys. zł

Spójrzcie na to zdjęcie jeszcze raz. Chłopak w czarnej koszulce, przypięty pasami do metalowej konstrukcji, dłonie zaciśnięte na poręczach. I ten uśmiech: nieśmiały, trochę zmęczony, ale prawdziwy. To Kuba. Jeszcze niedawno jego rodzina nie wiedziała, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczy stojącego. Dziś Kuba stoi. Także dzięki Wam. I bardzo chce Wam za to podziękować.

5 minut czytania
Kuba znów stanął na nogi. „Jest szczęśliwy”. Dzięki Wam jest w połowie drogi, brakuje 100 tys. zł
← Powrót na niezalezna.pl
Kuba znów stanął na nogi. „Jest szczęśliwy”. Dzięki Wam jest w połowie drogi, brakuje 100 tys. zł

Jedna chwila. Całe życie

Rano wychodzi się z domu jak co dzień. Kask, kurtka, kluczyki. „Będę wieczorem.” Nikt nie myśli, że to może być ostatni dzień, w którym chodzi się o własnych siłach.

Dla Kuby wszystko zatrzymało się w jednej chwili. Wypadek na motocyklu. Szpital. Diagnozy, których żaden rodzic nie chce słyszeć. I cisza w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj były plany, marzenia, przyjaciele i całe młode życie przed nim. Jego nogi przestały go słuchać.

0:00
/0:07

Najtrudniejsze są noce

Ludzie widzą zdjęcia z rehabilitacji. Nie widzą tego, co dzieje się potem. Bólu, zmęczenia, łez wylewanych po cichu, żeby mama nie zobaczyła. Pytań, na które nikt nie zna odpowiedzi: czy jeszcze kiedyś stanę? Czy będę mógł sam wyjść z domu? Czy moje życie jeszcze będzie moje? Każdy pojedynczy dzień to walka o wszystko. O jeden ruch, jeden krok. O odrobinę tego, co my mamy za darmo i czego nawet nie zauważamy: możliwość wstania z łóżka.

„Mamo, dam radę. Będzie dobrze”. Leżał sparaliżowany w szpitalu i pocieszał mamę. 18-letni Kuba ma ostatnie dni, by uratować swoją szansę
Pierwszy dzień szkoły. Kuba pojechał na praktyki. Do domu już nie wrócił. Zmiażdżona klatka piersiowa, osiem złamanych żeber, złamany bark, uszkodzony kręgosłup i 31 dni na OIOM-ie. Lekarze nie wiedzieli, czy w ogóle się obudzi. Przeżył, ale nie czuje nóg. Teraz codziennie walczy i to on dodaje otuchy swojej mamie. Na rehabilitację, która daje mu szansę, brakuje ponad 150 tys. zł, a zbiórka kończy się niebawem. Każda złotówka się liczy, a część tego, co wpłacisz, wróci w rozliczeniu podatkowym.

A potem przyszliście Wy

Kiedy pisaliśmy o Kubie pierwszy raz, nie wiedzieliśmy, co się stanie. Stało się coś pięknego. Ruszyły wpłaty. Z całej Polski. Od ludzi, którzy nigdy go nie spotkali. Dwadzieścia złotych od emerytki. Pięćdziesiąt od studenta. Sto od kogoś, kto po prostu napisał: „Walcz, młody. Jesteśmy z Tobą.”

Dziś zbiórka jest w połowie.

Kuba jest bardzo szczęśliwy. Wzruszony tym, że tylu obcych ludzi nie przeszło obojętnie obok jego historii. Chciałby każdemu z Was podziękować osobiście, spojrzeć w oczy i powiedzieć, ile to dla niego znaczy. Bo kiedy walczysz sam, każdy dzień jest ciężki. Ale kiedy wiesz, że ktoś za Tobą stoi, łatwiej się podnieść. To też bardziej motywuje.

To nie jest zwykła bieżnia. To jego nadzieja

Robot, na którym ćwiczy Kuba, to zrobotyzowany system do nauki chodu: bieżnia, uprząż odciążająca i mechaniczne „nogi”, które prowadzą jego nogi krok po kroku. Nie jest to egzoszkielet, w którym się chodzi po ulicy. Urządzenie trzyma Kubę bezpiecznie w miejscu i uczy jego ciało na nowo, jak wygląda prawidłowy krok.

Dla nas to tylko maszyna. Dla Kuby to chwila, w której znów jest wyprostowany. Znów patrzy ludziom w oczy, a nie z dołu. Znów czuje, że jego ciało się porusza.

I właśnie dlatego tak trudno o tym czytać bez ściśniętego gardła.

Jedli obiad, gdy rozległy się strzały. Nie uciekli. To oni ratowali rannych
Wczorajsza sobota w Krakowie zamieniła się w koszmar, o którym długo nie zapomnimy i wciąż zadajemy sobie pytanie: dlaczego? Ale w tym najczarniejszym dniu byli też ludzie, którzy pokazali, co znaczy człowieczeństwo. Dwaj znani krakowscy chirurdzy, prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak, jedli obiad w restauracji nieopodal Rynku Głównego. Gdy zobaczyli rannych policjantów, ruszyli z pomocą. Bez sprzętu, bez sali operacyjnej, ale z ogromną wiedzą i odwagą.

Dlaczego to takie ważne?

Lekarze i rehabilitanci podkreślają, że terapia na takim robocie to jedna z najnowocześniejszych metod pomocy osobom po urazie rdzenia kręgowego. Dzięki niej:

- ciało może znów stać, co poprawia krążenie i chroni przed groźną zakrzepicą,

- powtarzane setki razy kroki wysyłają sygnały do mózgu i rdzenia, a przy niecałkowitym porażeniu mogą pomóc odzyskiwać utracone funkcje,

- mięśnie i stawy nie sztywnieją i nie bolą tak bardzo,

- kości są mocniejsze, a organizm pracuje lepiej.

Ale jest jedno „ale”: to wszystko działa tylko wtedy, gdy rehabilitacja trwa. Każda przerwa to stracony czas. A przy urazach rdzenia czas jest bezcenny.

Cena nadziei

Rehabilitacja z użyciem takich robotów kosztuje ogromne pieniądze. Miesiąc w specjalistycznym ośrodku to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jedna godzina na robocie to zwykle od 200 do 400 zł. Jedna godzina. Tyle kosztuje szansa na kolejny krok. Żadna zwykła rodzina nie udźwignie tego sama.

Brakuje 100 tysięcy. Nie zostawiajmy go w połowie drogi

Wyobraźcie sobie, że jesteście w połowie wspinaczki. Widzicie już szczyt. I nagle ktoś mówi: dalej nie pójdziesz, bo nie ma pieniędzy. Nie pozwólmy, żeby to spotkało Kubę. On ma przed sobą całe życie. Ma prawo marzyć o tym, że kiedyś sam podejdzie do drzwi. Że przytuli mamę na stojąco. Że jeszcze będzie po prostu młodym chłopakiem, a nie „tym po wypadku”.

Pierwszą połowę przeszliśmy razem. Dokończmy to razem. Kawa mniej, jedna pizza mniej, a dla Kuby kolejna godzina na robocie i kolejny krok.

Kuba czeka. I wierzy, że nie zostanie sam. Pamiętacie co obiecał swojej mamie? Że „da radę”. Pomóżmy mu dotrzymać tej obietnicy.

👉 WESPRZYJ ZBIÓRKĘ: https://www.siepomaga.pl/kuba-kalbarczyk?ref=blaskonline.pl

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze