Weszli przez dziurę jak bohaterowie Vabank. Skok na jubilera pod Warszawą zaskoczył nawet policję

Gdyby ktoś napisał taki scenariusz do filmu, pewnie ktoś by go odrzucił jako „zbyt naciągany” . A jednak w galerii handlowej pod Warszawą wydarzyła się akcja jak z kina sensacyjnego. Trzej mężczyźni wycięli dziurę w dachu, spuścili się na linie i drabinie prosto do salonu jubilerskiego, a potem tą samą drogą zniknęli z łupem wartym blisko 400 tysięcy złotych.

3 minut czytania
Weszli przez dziurę jak bohaterowie Vabank. Skok na jubilera pod Warszawą zaskoczył nawet policję
← Powrót na niezalezna.pl
Weszli przez dziurę jak bohaterowie Vabank. Skok na jubilera pod Warszawą zaskoczył nawet policję

Scenariusz jak z kina akcji

Do zdarzenia doszło w Galerii HIT w Nowym Dworze Mazowieckim. Sprawcy zamiast próbować sforsować drzwi czy witryny, postawili na znacznie bardziej filmowy sposób działania: weszli na dach galerii, wycięli w nim otwór, a następnie za pomocą liny i drabiny zeszli dokładnie nad salon jubilerski. Po zgarnięciu biżuterii nie próbowali nawet szukać innej drogi ucieczki i wrócili tą samą trasą, przez dach.

Internauci i media szybko znaleźli porównanie – cała akcja przypomina słynną scenę z kultowego „Vabanku”  Juliusza Machulskiego, w której kasiarz Henryk Kwinto dostaje się do banku właśnie przez dach. Różnica jest taka, że tym razem złodzieje mieli mniej szczęścia niż filmowy Kwinto.

Gigantyczne zapadlisko przed domem Nicolasa Cage’a. Ogłoszono stan wyjątkowy i ewakuację [WIDEO]
Niemal pod samym garażem wartej 10,5 mln dolarów posiadłości Nicolasa Cage’a w Malibu zapadła się ziemia. Zapadlisko w ciągu kilkunastu godzin osiągnęło około 7,5 metra głębokości i rozmiary 9 na 18 metrów. Władze zarządziły ewakuację 31 nieruchomości.

Kim są sprawcy zuchwałego skoku?

Policjanci z Nowego Dworu Mazowieckiego krok po kroku odtworzyli trasę włamywaczy, analizując ich sposób działania i wizerunki utrwalone na nagraniach. Choć sprawcy byli szczelnie zamaskowani i ubrani tak, by utrudnić rozpoznanie, śledczym udało się ustalić, że za skokiem stoi trzech mężczyzn w wieku 23, 48 i 51 lat.

Najciekawszy wątek dotyczy 48-letniego mieszkańca Łodzi, wcześniej notowanego za podobne przestępstwa. Jak się okazało, w napadzie na jubilera wziął udział podczas przerwy w odbywaniu kary więzienia. Najdłużej na wolności pozostawał 51-latek, za którym wydano list gończy. Ostatecznie zatrzymano go jako pasażera samochodu podczas rutynowej kontroli drogowej w innym rejonie kraju. Cała trójka usłyszała zarzuty kradzieży z włamaniem, a jeden z podejrzanych dodatkowo odpowie za posiadanie narkotyków. Wszyscy trafili do aresztu na trzy miesiące.

Bronił Polki na ulicy, sam trafił na przesłuchanie. Czy mamy czuć się w swoim kraju obywatelami drugiej kategorii?
Pan Marcel zareagował, gdy zobaczył agresywne zachowanie mężczyzny wobec kobiety na warszawskiej ulicy. Efekt? To on, a nie napastnik, jako pierwszy stanął przed policyjnym przesłuchaniem. Sprawa wywołała falę oburzenia i pytanie, które zadaje sobie coraz więcej osób: czy w reagowaniu na przemoc we własnym kraju można czuć się bezkarnym obywatelem, czy raczej podejrzanym?

Co z łupem?

To pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi, ponieważ policja nie informuje, co stało się ze skradzioną biżuterią. Wiadomo natomiast, że straty oszacowano na blisko 400 tysięcy złotych.

Filmowa historia, realne konsekwencje

Choć całą akcję łatwo porównać do efektownych scen z kina sensacyjnego, dla sprawców zakończyła się ona zupełnie nieefektownie: tymczasowym aresztem i realnymi zarzutami karnymi. Sprawa pokazuje jednak, że nawet dopracowany w najmniejszych szczegółach plan nie chroni przed żmudną, ale skuteczną pracą policyjnych śledczych.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze