W obozie rządzącym robi się coraz bardziej nerwowo, a karuzela personalna wokół kluczowych resortów kręci się w zawrotnym tempie. Jak niespodziewanie ujawniono na antenie publicznego nadawcy, na rządowych giełdach nazwisk pojawiła się postać, która Polakom kojarzy się z najgorszymi standardami Platformy Obywatelskiej.
Według doniesień TVP Info, minister funduszy i polityki regionalnej Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz miałaby zastąpić Elżbieta Bieńkowska. Informacja ta wywołała natychmiastowe poruszenie, bo powrót byłej wicepremier i unijnej komisarz do krajowej polityki brzmi jak policzek wymierzony w miliony zwykłych obywateli.
Przypominamy wpadki carycy z PO
Dla wielu Polaków nazwisko Bieńkowskiej to absolutna kwintesencja oderwania od rzeczywistości i pogardy wobec problemów szarych ludzi. Gdy w styczniu 2014 roku z powodu mrozów sparaliżowana została cała polska kolej, a pasażerowie godzinami marzli w opóźnionych pociągach, ówczesna wicepremier i minister infrastruktury wypaliła przed kamerami ze stoickim uśmiechem:
Pasażerom to można tylko powiedzieć: sorry, taki mamy klimat. No, niestety
- rzuciła z rozbrajającą arogancją, stając się natychmiast antybohaterką memów i symbolem bezradności państwa.
Zamiast przeprosin i sprawnego zarządzania kryzysem, Polacy usłyszeli wtedy, że zima w zimie to problem pasażerów, a nie rządu.
"6 tysięcy? Złodziej albo idiota"
Prawdziwy festiwal arogancji wyszedł jednak na jaw podczas podsłuchów w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. To tam Bieńkowska, zajadając wykwintne i drogie potrawy za publiczne pieniądze, podsumowała finanse polskich rodzin i pensje specjalistów w kraju. Jej słowa przeszły do ponurej historii III RP.
Mówi: »ja dostawałam, przepraszam cię, 6 tysięcy... 6 tysięcy! Rozumiesz to?«. Albo złodziej, albo idiota... No bo z jakiego powodu pracować za takie pieniądze?
- oburzała się przy stoliku w rozmowie z ówczesnym szefem CBA Pawłem Wojtunikiem.
Dla polityk z rządu Donalda Tuska kwota, o której miliony ciężko pracujących Polaków mogły wtedy tylko pomarzyć, była sumą uwłaczającą godności, za którą mogą pracować jedynie ludzie niespełna rozumu lub przestępcy. I to w tamtych czasach.
Czy Polacy to zaakceptują?
Gdy po taśmowej kompromitacji Bieńkowska została bezpiecznie wyekspediowana na lukratywną posadę komisarza do Brukseli, wydawało się, że jej powrót do rządzenia w Warszawie jest już niemożliwy. Dziś, gdy koalicja szuka ratunku i trzeszczy w szwach, Donald Tusk znów sięga po zaufane, skompromitowane kadry.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze