Wałęsa grozi za nazwanie go analfabetą? Ale właściwie komu?

Lech Wałęsa nagrał kolejne, emocjonalne wideo, w którym grozi tym, którzy nazwali go analfabetą. Internauci, którzy spodziewali się riposty wobec złośliwych hejterów, byli jednak w szoku, gdy okazało się, komu tak naprawdę te słowa były adresowane. Bo „analfabetą” nazwali go nie internauci, tylko jego zaprzyjaźnieni śledczy, którzy w ten sposób próbowali uratować mu reputację.

4 minut czytania
Wałęsa grozi za nazwanie go analfabetą? Ale właściwie komu?
← Powrót na niezalezna.pl
Wałęsa grozi za nazwanie go analfabetą? Ale właściwie komu?

Od czego się zaczęło?

24 września 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo dotyczące podejrzeń o składanie przez Lecha Wałęsę fałszywych zeznań w sprawie jego współpracy z SB jako tajny współpracownik o pseudonimie „Bolek”.

Żeby to zrobić, śledczy musieli jednak jakoś wytłumaczyć setki stron odręcznych donosów podpisanych jego nazwiskiem i wybrali rozwiązanie, które samo w sobie brzmi jak kiepski żart. W uzasadnieniu powołali się na zeznania świadków, według których w latach 70. Wałęsa miał być „wtórnym analfabetą”, czyli nie posługiwał się sprawnie pismem i słabo czytał.

Innymi słowy: żeby uwolnić Wałęsę od łatki donosiciela, trzeba było go najpierw zrobić na papierze analfabetą. I to w sytuacji, gdy biegli z prestiżowego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie, a więc najlepsi grafolodzy w kraju, wcześniej jednoznacznie stwierdzili, że większość podpisów pod donosami rzeczywiście wyszła spod jego ręki.

Kupcie posłowi słownik! Trela wymyśla nowe słowo: “Karnister”
Tomasz Trela chciał pod Pałacem Prezydenckim mówić o drogim paliwie i naciskać na Karola Nawrockiego w sprawie ustawy. Tymczasem w nagraniu z jego wystąpienia uwagę może przyciągnąć zupełnie inny szczegół. Poseł Nowej Lewicy, mówiąc o pojemniku na paliwo, użył słowa „karnister”. Problem w tym, że poprawna forma to „kanister”, ale polityk najwyraźniej postanowił pobawić się w słowotwórstwo.

Kumple z prokuratury ratują reputację, a Wałęsa i tak wścieka się na nie wiadomo kogo

To właśnie tutaj robi się naprawdę zabawnie. Zamiast podziękować śledczym za to, że w imię ratowania jego wizerunku zrobili z niego człowieka, który nie potrafił porządnie pisać ani czytać, Wałęsa postanowił skierować swój gniew... gdzie indziej. W serii nagrań opublikowanych na Facebooku nie zaatakował prokuratury, która użyła tego określenia, tylko internautów i komentatorów, którzy po prostu powtórzyli to, co napisano w oficjalnym uzasadnieniu umorzenia śledztwa.

„Nawet nie wiecie, jak pokonałam komunizm. Nie wiecie... W ogóle nie wiecie. Ja wam pokażę, jak będziecie tak głupio atakować mnie. Ja wam pokażę dokładnie. I wasze zachowanie, i moje rozwiązania tego analfabety. Ja wam dał analfabetę”

– grzmiał na nagraniu.

Trudno się dziwić, że cała sytuacja wywołała lawinę memów i żartów. Sama logika sprawy, że Wałęsa grozi za powtórzenie etykiety, którą nadali mu jego własni obrońcy z prokuratury, okazała się zbyt soczysta, by internauci mogli przejść obok niej obojętnie.

Jeden z komentujących nie krył ironii:

„Ale on ma certyfikat na analfabetyzm. Z sądu. Odwoła się od tego?”.

Autor posta odpowiedział mu żartem, że być może Wałęsa

„będzie składał zażalenie na decyzję prokuratury na określenie go analfabetą”,

co z kolei rozbawiło kolejnych czytelników, z których jeden przyznał wprost:

„To żeś mi poprawił humor, dobrze czasem obejrzeć taką odklejkę. Dobrze napisałeś, stary dobry Lechu w formie”.

Nie zabrakło też głosów nawiązujących do samej treści nagrania.

„Czekamy na rzetelny opis czynności przy pokonywaniu tego komunizmu” .
„Sr*nie w polu to teraz największy argument za Unią”. Internauci kpią po słowach Sekielskiego
Wypowiedź Tomasza Sekielskiego w podcaście „Naczelni” wywołała prawdziwą medialną zawieruchę. Dziennikarz, komentując głośną już anegdotę marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego o „sr*niu w polu”, uznał, że to właśnie taka historia najlepiej pokaże młodym Polakom, jak siermiężna i toporna była rzeczywistość sprzed wejścia do Unii Europejskiej.

Im dłużej trwa cała ta sprawa, tym trudniej dociec, kto właściwie jest w niej ofiarą. Prokuratura, próbując oczyścić Wałęsę z zarzutów, musiała uznać go za człowieka, który w kluczowym dla historii Polski okresie ledwo radził sobie z pismem. Wałęsa, zamiast to zignorować albo potraktować z przymrużeniem oka, postanowił nagrać serię filmów, w których za powtarzanie czegoś, co sami śledczy wpisali do oficjalnego dokumentu.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze