„Sr*nie w polu to teraz największy argument za Unią”. Internauci kpią po słowach Sekielskiego

Wypowiedź Tomasza Sekielskiego w podcaście „Naczelni” wywołała prawdziwą medialną zawieruchę. Dziennikarz, komentując głośną już anegdotę marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego o „sr*niu w polu”, uznał, że to właśnie taka historia najlepiej pokaże młodym Polakom, jak siermiężna i toporna była rzeczywistość sprzed wejścia do Unii Europejskiej.

3 minut czytania
„Sr*nie w polu to teraz największy argument za Unią”. Internauci kpią po słowach Sekielskiego
← Powrót na niezalezna.pl
„Sr*nie w polu to teraz największy argument za Unią”. Internauci kpią po słowach Sekielskiego

Punktem wyjścia całego zamieszania była wypowiedź Włodzimierza Czarzastego podczas spotkania z mieszkańcami Będzina 21 września. Czerwony marszałek, przekonując o korzyściach płynących z członkostwa Polski w UE, przywołał osobiste wspomnienie z czasów PRL-u: podróż małym fiatem z dwójką małych dzieci, podczas której utknął na jedenaście godzin na granicy czesko-austriackiej. Jak sam przyznał wprost, w pewnym momencie nie wytrzymał i załatwił potrzebę fizjologiczną w polu, bo przy przejściu granicznym nie było toalet.

Słowa marszałka szybko obiegły media i media społecznościowe, stając się przedmiotem żartów, memów i politycznych ataków. Do dyskusji dołączył między innymi Tomasz Sekielski, który w podcaście „Naczelni” próbował bronić sensu tej anegdoty, twierdząc, że właśnie taka historia najlepiej unaocznia, jak bardzo przyzwyczailiśmy się już do unijnych standardów i jak prymitywna była rzeczywistość sprzed akcesji.

Internet nie ma litości

Ta próba obrony nie tylko nie uspokoiła sytuacji, ale wręcz dolała oliwy do ognia. W mediach społecznościowych komentujący nie szczędzili dziennikarzowi złośliwości, nazywając jego wypowiedź „upadkiem dziennikarza” i kpiąc, że

„sr*nie w polu to teraz największy argument za Unią”.

Część internautów zwraca uwagę na istotny szczegół całej historii, który często gubi się w przekazie: do zdarzenia opisywanego przez Czarzastego miało dojść na granicy czesko-austriackiej, a więc wydarzenie to w ogóle nie rozegrało się na terenie Polski. Pojawiają się więc pytania, jak anegdota z zupełnie innego kraju ma dowodzić, że przed 2004 rokiem Polacy masowo załatwiali się w polu.

Gigantyczna klapa w TVP. Widzowie uciekają od Tomasza Sekielskiego
To miała być wielka gwiazda publicystyki, a wyszła po prostu klęska. Najnowsze dane oglądalności programu “Sekielski wieczorową porą” nie pozostawiają złudzeń. Widzowie telewizyjnej Jedynki masowo chwytają za piloty i przełączają stację, gdy tylko dziennikarz pojawia się na ekranie. Zamiast hitu o najlepszej porze, stacja zalicza bolesne dno, ciągnąc w dół średnie wyniki kanału. Te liczby to po prostu absolutny nokaut dla twórców formatu.

W komentarzach nie brakuje też głosów osób, które wprost zaprzeczają, by tego typu sytuacje były w Polsce codziennością. Internauci przypominają, że toalety w mieszkaniach były standardem już na długo przed wejściem kraju do Unii, a pojedyncze niedogodności na konkretnym przejściu granicznym za granicą trudno nazwać dowodem na „siermiężność” całej polskiej rzeczywistości.

Polityczna awantura przy okazji

Sprawa szybko nabrała też wymiaru czysto politycznego. Głos w dyskusji zabrał między innymi były premier Leszek Miller, który ocenił, że brak toalet na jednym z przejść granicznych był co najwyżej argumentem za wybudowaniem tam toalety, a nie dowodem na konieczność wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Do krytyki dołączyły też inne osoby ze świata polityki, a cała sprawa stała się pretekstem do szerszej dyskusji o tym, jak dziś argumentuje się za i przeciw członkostwu Polski we wspólnocie.

Jastrzębowski ruszył z pomocą i... Mamy zeznania Śledzia
„Miałby bardzo dużo ciekawego do powiedzenia” - tak Andrzej Stankiewicz z Onetu mówił o Grzegorzu Horodce ps. „Śledziu”, który miał być świadkiem w procesie wytoczonym wydawcy portalu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Ostatecznie sąd go nie przesłuchał. Sławomir Jastrzębowski postanowił więc – jak ironicznie napisał - „pomóc Onetowi” i przypomniał dawny wpis Horodki. Padają w nim nazwiska m.in. Donalda Tuska i Jacka Karnowskiego.

Tymczasem w sieci memy i żarty na temat „sr*nia w polu” żyją już własnym życiem, a wypowiedź Tomasza Sekielskiego, zamiast ostudzić temat, dodatkowo napędziła jego popularność.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze