Głosowań brak, ale na pianinko i popcorn to był czas
W ciągu roku odbyło się 1776 głosowań. Tusk nie pojawił się na ponad tysiącu z nich. Wszystkie nieobecności zostały formalnie usprawiedliwione, ale trudno nie zauważyć, że gdy w Sejmie trwały kluczowe decyzje, premier często wybierał inne aktywności. Czy celowo unikał głosowań, żeby później nie brać za nie odpowiedzialności?

W internecie krążyły nagrania, na których pobrzękiwał na pianinku, relacjonował seanse „Gwiezdnych wojen” z popcornem albo wrzucał kolejne ujęcia z kampanii, która pochłonęła 7,8 mln zł. Wizerunek dopracowany do ostatniego kadru, ale polityczna obecność? Już niekoniecznie.

„Robimy, nie gadamy”? W praktyce: „Gadamy, nie głosujemy”
Kontrast między deklaracjami a rzeczywistością jest uderzający. Premier, który miał być symbolem działania, okazał się jednym z najbardziej nieobecnych uczestników sejmowych głosowań.

Dla porównania, Mateusz Morawiecki przez całą czteroletnią kadencję opuścił mniej głosowań niż Tusk w jeden rok. To zestawienie mówi samo za siebie.
Premier celebryta czy premier państwa?
Wizerunek Tuska w 2025 roku był dopracowany jak kampania reklamowa: codzienne wpisy, starannie dobrane kadry, emocjonalne filmiki, „spontaniczne”, choć perfekcyjnie nagrane momenty.
Ale nawet najbardziej błyszczący Instagram ani platforma X nie przykryje faktu, że 1140 razy nie było go tam, gdzie powinien być premier.

Lans nie zastąpi pracy
W polityce można dużo mówić, można dużo obiecywać, można nawet dużo nagrywać. Ale państwo działa wtedy, gdy ktoś naprawdę siedzi nad ustawami, głosuje, negocjuje, pilnuje procesu.

W 2025 roku Donald Tusk pokazał, że potrafi błyszczeć i ciężko pracować, ale po to, by lansować własną osobę.
Tylko że błyszczeć to nie to samo, co rządzić.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze