„Polacy pobili Ślązaka za ukraińskie barwy”? Czeska policja: to byli Słowacy. Kompromitacja mediów

We wrześniu ta historia obiegła całą Polskę: rowerzysta z Chorzowa jedzie w charytatywną trasę dla chorej partnerki, a w Ostrawie zostaje pobity przez Polaków, którzy jego żółto-niebieską czapkę wzięli za ukraińską. TVP Info grzmiało: „Myśleli, że atakują Ukraińca”. Teraz okazuje się, że Polaków tam w ogóle nie było. Czeska policja ustaliła, że napastnikami byli dwaj Słowacy, a czapka nie miała z bójką nic wspólnego. Sam poszkodowany przyznał: „Przykro mi, że wprowadziłem wszystkich w błąd”.

4 minut czytania
„Polacy pobili Ślązaka za ukraińskie barwy”? Czeska policja: to byli Słowacy. Kompromitacja mediów
← Powrót na niezalezna.pl
„Polacy pobili Ślązaka za ukraińskie barwy”? Czeska policja: to byli Słowacy. Kompromitacja mediów

Historia, która wstrząsnęła Polską

Kuba Heisig z Chorzowa wyruszył 9 września w „Rajzę dla Marceliny”, czyli 800-kilometrową wyprawę rowerową wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska. Chciał nagłośnić zbiórkę na leczenie partnerki, która zmaga się z rakiem szyjki macicy. Trasa zakończyła się w Ostrawie, gdzie został pobity.

Do sieci trafiły zdjęcia mężczyzny z podbitym okiem i żółto-niebieską czapką z napisem „Górny Ślōnsk”. Narracja była prosta i mocna: Polacy pobili Ślązaka, bo myśleli, że jest Ukraińcem.

TVP Info: „Myśleli, że atakują Ukraińca”

13 września media ruszyły z tematem. TVP Info, czyli telewizja utrzymywana z pieniędzy podatników, opublikowało tekst pod tytułem „Myśleli, że atakują Ukraińca. Polak pobity podczas charytatywnej wyprawy”.

Nie była jedyna. „Rzeczpospolita” pisała:

„W Czechach Polacy pobili Polaka. Wzięli śląskie barwy za ukraińskie”.

Wirtualna Polska informowała o „Polaku pobitym w Ostrawie przez Polaków”. Podobne teksty opublikowały „Dziennik Zachodni” i „Super Express”. Historię podchwyciły też media ukraińskie i słowackie. Ruch Autonomii Śląska grzmiał, że „nienawiść i szowinizm przekraczają w Polsce wszelkie granice”.

Problem w tym, że wszystkie te teksty opierały się na jednej relacji, czyli samego poszkodowanego. Żadnego potwierdzenia od policji, żadnych świadków.

Córka Wajdy wspomina ostatnią rozmowę z ojcem. „Powiedział, że dobrze wybrałam”. W jej dworku przed laty rozegrała się tragedia
Nie została aktorką ani reżyserką, choć z takimi rodzicami mogła mieć w świecie filmu otwarte wszystkie drzwi. Karolina Wajda, córka Andrzeja Wajdy i Beaty Tyszkiewicz, wybrała konie i życie na wsi. W „Pytaniu na śniadanie” wróciła wspomnieniami do ostatniego spotkania z ojcem. Dworek w Głuchach, w którym mieszka, kryje jednak także mroczną historię. To właśnie tam w 1999 r. doszło do tragedii, po której zmarł Bartłomiej Frykowski, ojciec Frytki z „Big Brothera”.

Czeska policja: Słowacy, alkohol i kłótnia

Prawdę ustalili dopiero czescy dziennikarze z portalu Novinky.cz, którzy zapytali po prostu policję w Ostrawie. Według rzeczniczki Evy Michalíkovej:

  • napastnikami byli dwaj 26-letni Słowacy, a nie Polacy. Obaj usłyszeli zarzuty naruszenia porządku publicznego, a jednemu, wcześniej karanemu, grożą nawet trzy lata więzienia;
  • poszkodowany spędził noc w klubie nocnym i pił razem z nimi;
  • około 5 rano, po wyjściu z klubu, doszło do kłótni, która według policji zaczęła się od obraźliwych słów o matce jednego z mężczyzn;
  • na nagraniach monitoringu w trakcie bójki nie widać żadnej żółto-niebieskiej czapki;
  • motyw narodowościowy policja wykluczyła.

„Przykro mi, że wprowadziłem wszystkich w błąd”

Kuba Heisig zabrał głos po kilku dniach. Przyznał, że to nie Polacy go zaatakowali, i przeprosił: „Przykro mi, że wprowadziłem wszystkich w błąd takim założeniem”. Tłumaczy, że wcześniej tego wieczoru ktoś inny miał go obrazić z powodu czapki, a on błędnie uznał, że to ta sama grupa.

Z częścią ustaleń policji się jednak nie zgadza. Twierdzi, że nie pił ze sprawcami długo, tylko spotkał ich przypadkiem tuż przed atakiem, a zarzut obrażania czyjejś matki nazywa absurdem. Dziś podejrzewa, że chodziło o zwykły rabunek. Czeskie relacje nazywa „mocno zmanipulowanymi”.

A kto przeprosi Polaków?

Poszkodowany przeprosił. A media? Przez prawie dwa miesiące w przestrzeni publicznej funkcjonowała historia o polskich szowinistach bijących ludzi za kolor czapki. Rozlała się po Europie, trafiła do zagranicznych serwisów i stała się argumentem w sporach o Śląsk.

Akcja #PrzyszyjGuzik bije rekordy po incydencie z prezydentem
Kto by pomyślał, że jedno zdarzenie marynarką wywoła taką reakcję. Przypomnijmy, uzurpatorka Anna Korwin-Piotrowska szarpała Karola Nawrockiego pod Trybunałem Konstytucyjnym. Urwała guzik od prezydenckiej marynarki. Rysownik Antoni Koch wymyślił genialną inicjatywę. Zwykły guzik i dwie nitki stały się nowym, potężnym symbolem wsparcia dla prezydenta. Polacy masowo chwytają za igły, a sieć zalewa fala zdjęć.
„Opisy sprawy najwyraźniej opierały się na relacji pobitego, dziennikarze nie weryfikowali ich, tylko podawali dalej”

– pisze na X Piotr Wojtulek, który przypomina, że prawdę ujawnili dopiero czescy dziennikarze.

„Apeluję do ludzi mediów i polityków o wzięcie dwóch głębokich oddechów więcej, zanim zaczniecie w przyszłości powielać spin o polskim szowinizmie”.

Najmocniej uderza to w TVP, czyli w telewizję, która żyje z pieniędzy wszystkich Polaków, także tych, których przez dwa miesiące przedstawiano jako ksenofobów. Jedno zapytanie do policji w Ostrawie wystarczyłoby, żeby tego uniknąć.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze