Według Rusin, to, co dzieje się w Kioto w tym okresie, to prawdziwy „tajfun turystów”. I choć sama często krytykuje tłumy w Polsce, tym razem przyznała, że majówkowe korki nad Bałtykiem to pikuś w porównaniu z tym, co zobaczyła w Japonii.
„Ceny szybują, hotele cztery razy droższe, a kolacja? Bez szans”

W swoim wpisie Rusin wylicza, co ją najbardziej zirytowało:
• hotele cztery razy droższe,
• kolacja w dobrej restauracji tylko z rezerwacją robioną miesiąc wcześniej,

• wejściówki do atrakcji dostępne tylko o świcie,
• tłumy tak duże, że trzeba było „uciekać” z Kioto.

Celebrytka przyznała, że ostrzegano ją przed Golden Week, ale, jak sama pisze, „nie chciała wierzyć”. Dopiero gdy zobaczyła, jak miasto zalewa fala japońskich turystów, postanowiła ratować się ewakuacją do spokojniejszego miejsca.
VIP‑loża, gejsze i „magiczny świat”, ale… i tak narzeka
Zanim jednak uciekła, zdążyła jeszcze obejrzeć ostatni dzień festiwalu gejsz Miyako Odori, oczywiście z loży VIP. Rusin zachwycała się precyzją ruchów, muzyką i kimonami „o muzealnej wartości”, ale nawet to nie zrekompensowało jej „armagedonu” na ulicach Kioto.

W typowym dla siebie stylu dodała, że zobaczyła „najważniejsze zabytki i świątynie”, spotkała „przemiłych Polaków”, ale… wyjechała z „ogromnym niedosytem”. Rusin zapowiada powrót. „Zaraz tu wrócimy!”

Mimo narzekań, celebrytka zapowiada, że wróci do Kioto jeszcze raz, bo jej plany są „elastyczne”, a trasy mogą zmieniać się „z dnia na dzień”.
Czyli klasyczna Kinga: najpierw marudzi, potem wraca po więcej.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze