Joanna Racewicz krytykuje obchody godziny „W”. A Warszawa odpowiada: „Tak wygląda to od lat”

Joanna Racewicz opublikowała emocjonalny wpis, w którym skrytykowała sposób obchodzenia godziny „W” 1 sierpnia w centrum Warszawy. W jej ocenie atmosfera, która zaczyna się od podniosłej ciszy, szybko zamienia się w „krzyki o chwale, dym i ryk”. Celebrytce, nomen omen, Racewicz przeszkadzają race, które pojawiają się tam zawsze i robią specyficzną oprawę wydarzenia. Internauci przypominają, że dokładnie tak wygląda to od lat.

3 minut czytania
Joanna Racewicz krytykuje obchody godziny „W”. A Warszawa odpowiada: „Tak wygląda to od lat”
Powrót na niezalezna.pl

Od dekady oprawę na rondzie Dmowskiego organizuje środowisko Roberta Bąkiewicza: tłum ludzi, syreny, flagi, race, przemówienie.

Rok w rok ten sam scenariusz, znany każdemu, kto choć raz był w centrum o 17:00. Dla tysięcy Warszawiaków to ważny, emocjonalny rytuał, moment wspólnoty i hołdu dla Powstańców.

Zanim zagrali w kinie, walczyli na barykadach. Ci polscy aktorzy byli żołnierzami AK w Powstaniu Warszawskim
Znamy ich z ekranów, plakatów teatralnych i seriali, które oglądały całe pokolenia Polaków. Mało kto pamięta jednak, że zanim usłyszeli słowo „kamera” czy „kurtyna w górę”, wielu z nich przeszło przez znacznie trudniejszą próbę, a mianowicie Powstanie Warszawskie. 1 sierpnia 1944 roku, gdy wybuchła walka o stolicę, część przyszłych gwiazd polskiego kina miała zaledwie kilkanaście czy dwadzieścia kilka lat. Byli łączniczkami, sanitariuszkami, żołnierzami Armii Krajowej. Oto ich historie.

Dlatego wielu odebrało słowa Racewicz jako zgrzyt wobec ludzi, którzy przychodzą tam z autentycznej potrzeby serca.

W komentarzach przewija się myśl: jeśli komuś nie odpowiada ta forma, zawsze może zostać w domu, choćby z różowym orłem, który stał się znakiem jej własnych, bardziej performatywnych obchodów.

W praktyce mamy więc klasyczny internetowy zderzak: z jednej strony osobiste odczucia Racewicz, z drugiej wieloletnia tradycja, którą warszawiacy traktują jak swój sposób pamięci.

Koncert 1 sierpnia coraz bardziej przypomina telewizyjne widowisko. Warszawiacy pytają: gdzie podziało się wspólne śpiewanie?
Jeszcze kilka lat temu 1 sierpnia miał zupełnie inny rytm. Na placu przed sceną stali Warszawiacy z książeczkami w rękach, śpiewali „zakazane piosenki”, a na scenie występował amatorski Chór Warszawiaków, czyli zwykli mieszkańcy, którzy chcieli oddać hołd powstańcom. To była prosta, wspólnotowa forma pamięci, bez telewizyjnej pompy i bez efektów specjalnych. Wystarczyło światło, mikrofon i ludzie, którzy przyszli, żeby być razem.

A dyskusja, jak co roku, rozgrzała się szybciej niż race na rondzie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze