„Aśka była moim poczuciem siły”
Joanna Kołaczkowska pozostawiła po sobie nie tylko niezapomniane role kabaretowe, ale również wspomnienia ludzi, którzy mieli okazję poznać ją z dala od scenicznych reflektorów. Jednym z nich jest Szymon Majewski, z którym artystka przez kilka lat tworzyła popularny podcast „Mówi się”. Ich współpraca szybko przerodziła się w wyjątkową relację, opartą na podobnym poczuciu humoru, wzajemnym zrozumieniu i ogromnym szacunku do swoich talentów.

Podczas spotkania wokół książki „Aśka. Joanna Kołaczkowska we wspomnieniach”, która ukaże się 28 października nakładem Wydawnictwa W.A.B., Majewski opowiedział PAP o tym, jak ważną osobą była dla niego Kołaczkowska. Choć publiczność zna go jako człowieka, który bez trudu rozśmiesza innych, sam przyznał, że poza sceną często zmaga się z niepewnością. To właśnie Joanna potrafiła sprawić, że zaczynał wierzyć we własne możliwości.
– Aśka była trochę moim poczuciem siły, pewności. Bo, wbrew pozorom, nie mam jej dużo i składam się z wątpliwości. Często mam spocone ręce. Mam wrażenie, że na parę rzeczy zdecydowałem się dzięki niej i zaczęły mi one wychodzić
– wyznał.

Majewski przyznał, że wsparcie przyjaciółki miało znaczenie również wtedy, gdy zdecydował się na samodzielne występy stand-upowe. Po udanej premierze programu „Kto panu to zrobił?” podzielił się z nią swoją radością. Odpowiedź Kołaczkowskiej była krótka, ale doskonale oddawała jej wiarę w przyjaciela.
– Czemu mnie to nie dziwi
– napisała.

Kołaczkowska miała niezwykły sposób na jego niepewność
Wspominając Joannę, Majewski przywołał także ich prywatną korespondencję. Artystka potrafiła dodawać otuchy w sposób, który trudno byłoby pomylić z kimkolwiek innym. Kiedy pewnego dnia napisał do niej, że czuje się jak przestraszony królik, odpowiedziała z charakterystyczną dla siebie fantazją.
– Nie bądź królikiem. Bądź dzikiem. A dzik się nie boi
– poradziła mu, po czym dodała:
– Dzik się nie boi i szuka szyszek.

Ten pozornie absurdalny dialog dobrze pokazuje, jak wyglądała ich relacja. Kołaczkowska nie potrzebowała wielkich przemówień, by poprawić komuś nastrój. Wystarczało kilka słów, odrobina wyobraźni i humor, który towarzyszył jej również poza sceną.

Podobnie było podczas nagrywania podcastu „Mówi się”, który wspólnie prowadzili od marca 2021 roku. Program trzykrotnie zdobył nagrodę Best Stream Awards w kategorii komedia. Nagrania odbywały się w domu Joanny, a prowizoryczne studio miało swoje osobliwe zalety. Jak wspomina Majewski, pomieszczenia często wypełniały suszące się ubrania artystki, które nieoczekiwanie pomagały uzyskać dobrą jakość dźwięku.
– Te wszystkie wiszące koszulki, koszuleczki, rajstopy, gacie, kostiumy wytłumiały nam świetnie nasze studio nagraniowe
– opowiadał z rozbawieniem.

Majewski porównał talent Kołaczkowskiej do światowych gwiazd
Choć Joanna Kołaczkowska zapisała się w pamięci widzów przede wszystkim jako wybitna artystka kabaretowa, Majewski uważa, że jej możliwości wykraczały daleko poza komedię. Podkreślił, że zachwycała go nie tylko jej zdolność obserwowania ludzi i przekładania codziennych sytuacji na sceniczny humor, ale również niezwykły talent wokalny.
– Była boską energią, czymś nadprzyrodzonym, zlepionym z jakichś nieprawdopodobnych talentów
– wspominał.

Kiedy odwiedziła go rodzina ze Stanów Zjednoczonych, która nie znała twórczości Kołaczkowskiej, próbował wyjaśnić jej fenomen, przywołując nazwiska Lizy Minnelli i Barbry Streisand. Był przekonany, że gdyby Joanna zdecydowała się poświęcić wyłącznie śpiewaniu, mogłaby z powodzeniem odnaleźć się również w zupełnie innym repertuarze.
W jego wspomnieniach pojawia się także mniej znana, domowa strona artystki. Majewski z uśmiechem opowiadał o jej ukochanym kocie Stefanie, który zajmował szczególne miejsce w domu w warszawskim Wawrze. Joanna potrafiła zachwycać się nawet najzwyklejszymi czynnościami swojego pupila, a jej przyjaciel żartował, że niejeden mężczyzna mógłby pozazdrościć Stefanowi takiego traktowania.

Joanna Kołaczkowska zmarła 17 lipca 2025 roku w wieku 59 lat. Artystka, przez lata związana z kabaretem Potem, a później z Hrabi, odeszła po chorobie nowotworowej. Jej śmierć była ogromnym ciosem dla środowiska artystycznego i publiczności, która przez dekady śmiała się dzięki jej występom.
W książce poświęconej Kołaczkowskiej wspominają ją również Artur Andrus, Marzena Rogalska, członkowie kabaretu Hrabi oraz syn artystki, Adam Kołaczkowski. Każdy z nich zapamiętał nieco inną Joannę. Dla Szymona Majewskiego była przede wszystkim kimś, kto potrafił sprawić, że nawet człowiek zawodowo rozśmieszający innych nabierał odwagi, by wyjść na scenę.
A wiadomość o dziku, który się nie boi i szuka szyszek, brzmi dziś jak wyjątkowo osobista pamiątka po ich przyjaźni.










Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze