W mediach społecznościowych znów zawrzało wokół Daniela Martyniuka. Tym razem poszło o serię publikacji na Instagramie, w których 36-latek zaatakował własnego ojca, Zenona Martyniuka. Najpierw zasugerował, że to właśnie ojciec ma stać za zalaniem piwnicy w jego domu, a chwilę później dorzucił propozycję rozwiązania sporu w stylu „ringowym” — poprzez bokserską konfrontację.

Najmocniejszy fragment padł wprost w internetowym wpisie, który szybko zaczął krążyć po sieci. Daniel Martyniuk napisał:
„Rozje* cię nawet w rękawicach tak, że przez dwa lata nie zaśpiewasz nic i nie wiem, czy cię poskładają, tatusiu kochany**”.
W tej samej fali emocji publicznie nazwał też Zenona Martyniuka „zdrajcą”. W efekcie sprawa przestała być tylko prywatną kłótnią — zaczęła przypominać komunikat, który może zostać odebrany jako groźba.

Do sytuacji odniósł się mecenas Piotr Schramm, komentujący sprawę w rozmowie z „Faktem”. Prawnik zwrócił uwagę, że podobne treści w internecie mogą zostać potraktowane przez adresata — i ocenione przez organy — jako zapowiedź przemocy lub groźba podlegająca analizie prawnej:
„Osoba, która zamieściła taki wpis winna liczyć się, iż taki komentarz może przez osobę tam wskazaną zostać odebrany jako rodzaj zapowiedzi intencji przemocowej lub groźby, możliwej do oceny przez adresata i właściwe organy jako groźba oceniana prawnie”.

Schramm dodał również, że ostateczna kwalifikacja zależy od decyzji prokuratury lub sądu, a w grę mogą wchodzić zarówno kwestie cywilne, jak i karne. I puścił w stronę autora wpisów sygnał, którego trudno nie odczytać jako ostrzeżenia:
„Ocena finalna leży po stronie sądu lub prokuratury, oceniana może być zarówno odpowiedzialność cywilna (naruszenie dóbr), jak i karna (groźby karalne). W moim głębokim przekonaniu, popartym wieloletnim doświadczeniem, autor takich wpisów winien głęboko rozważyć wolę ich dalszego kontynuowania, dbając tym samym także o swój interes prawny”.

W tej historii najmocniej uderza nie sam „pomysł na ring”, tylko fakt, że internet — jak zwykle — nie ma trybu „prywatnie”. A raz wypuszczone słowa żyją własnym życiem: w komentarzach, w nagłówkach i, czasem, w dokumentach.









Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze