Daniel Martyniuk od lat dostarcza tabloidom kontrowersyjnych tematów: a to się z kimś awanturuje, a to kolejne wpadki i jeszcze kłopoty rodzinne. Ojciec, król disco polo, nie raz musiał tłumaczyć się z wybryków syna. Tym razem jednak chodzi o coś więcej niż imprezowe ekscesy. Chodzi o deklarację. I tu ciekawostka.
„Jako jedyny prawdę powiedział”
Zaskoczeniem okazały się reakcje internautów, a najpopularniejsze komentarze pod nagraniem, wcale nie potępiają Martyniuka. Wręcz przeciwnie: komentatorzy w dużej mierze uważają, że Daniel jako jedyny powiedział prawdę, a reszta uczestników mówiła pod publiczkę.

Inny internauta, który przyznał, że „synek Zenka” nie jest jego ulubieńcem, stwierdził, że w tej sprawie Martyniuk ma sto procent racji: niech politycy sami się biją.

Pojawił się też głos rozsądku z drugiej strony. Jeden z komentujących zauważył gorzko, że to zwykły człowiek będzie siedział w okopie i walczył na śmierć i życie, słysząc, że robi to w obronie rodziny, podczas gdy politycy będą robili swoje interesy.
Patriotyzm czy szczerość?
Trzeba Danielowi przyznać jednak, że powiedział głośno to, co wielu myśli po cichu. Czy to odwaga, czy brak wyobraźni? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ale jeśli „Nasi w mundurach” miało pokazać celebrytów gotowych do poświęceń, to syn Zenka wysadził ten scenariusz w powietrze jednym zdaniem.

Celebryci na poligonie. Czym jest „Nasi w mundurach”?
„Nasi w mundurach” to reality show, w którym znane osoby przechodzą wymagające szkolenie wojskowe prowadzone przez byłych żołnierzy jednostki GROM. Czwarta edycja wystartowała w sobotę 3 października.
Rekrutów szkoli pułkownik Krzysztof Przepiórka, były żołnierz Wojsk Specjalnych i dowódca oddziału bojowego GROM. W tym sezonie na poligonie, obok Daniela Martyniuka, są m.in. Jakub Rzeźniczak, ultratriathlonista Robert Karaś oraz tancerz Maciej Pela.
Celebryci uczą się musztry, strzelania i przetrwania pod presją, a widzowie przed telewizorami oswajają się z myślą, że któregoś dnia to może przestać być rozrywką.

A politycy? Oni mają to załatwione ustawą
Politycy w razie wojny walczyć nie muszą. Ustawa o obronie Ojczyzny w art. 541 przewiduje, że wyłączenie z mobilizacji następuje z urzędu i dotyczy osób, które wykonują mandat posła albo senatora, a także mandat radnego.
Tak, dobrze czytacie. Nie tylko ministrowie i parlamentarzyści, ale nawet radny z najmniejszej gminy gdzieś na wsi nie zostanie powołany do wojska w razie wojny. Ten sam przywilej dotyczy ćwiczeń wojskowych: wezwania nie dostaną nie tylko posłowie i senatorowie, ale też samorządowcy, radni, urzędnicy wyższego szczebla, a nawet kandydaci w wyborach.
Najciekawsze? Za ustawą zagłosowali niemal wszyscy parlamentarzyści, ponad podziałami. Nic dziwnego, że internauci pytają: skoro politycy sami zwolnili się z obowiązku walki, to dlaczego oburzają się na Martyniuka?


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze