„Byłam oceniana, wyśmiewana”
Katarzyna Bujakiewicz z aktorstwem zetknęła się bardzo wcześnie. Już jako siedmiolatka występowała w Teatrze Młodego Widza w Poznaniu w realizacjach Andrzeja Maleszki, a jako dziecko pojawiała się również w telewizji. Jak wspomina, popularność w młodym wieku miała także trudniejszą stronę.
- Byłam dziewczynką, która występowała w telewizji w czasach, kiedy były tylko dwa programy telewizyjne. Za każdym razem, kiedy pojawiałam się na ekranie w jakiejś roli, to nie byłam tą postacią, tylko Kasią, która coś tam zrobiła. Byłam oceniana, wyśmiewana
- przyznaje aktorka.

Do tych doświadczeń wróciła przy okazji pracy nad serialem „Zmora”, w którym gra Joannę Nitecką. Bohaterka przez lata zmaga się z konsekwencjami wyśmiewania, którego doświadczyła w młodości. Bujakiewicz przyznaje, że przy budowaniu postaci korzystała także z własnych przeżyć.
- Zebrałam więc te wszystkie moje doświadczenia i starałam się je włożyć w postać Joanny
- mówi.

Porównywała się z innymi aktorkami
Problemy z ocenianiem własnego wyglądu nie skończyły się wraz z dzieciństwem. Bujakiewicz wspomina, że po ukończeniu szkoły teatralnej regularnie spotykała na castingach inne aktorki swojego pokolenia. Wśród nich była Magdalena Cielecka, z którą po latach spotkała się na planie „Zmory”.
- My byłyśmy, jak ja to zawsze mówię, wrzucane do jednego wora. Po prostu aktorki z jednego rocznika szły na ten sam casting, bez względu na to, czy to była jakaś rola czy reklama pampersów. Spotykałyśmy się i zawsze myślałam sobie: „no przecież jesteśmy kompletnie różne”. I oczywiście ja chciałam być tak szczupła jak Magda
- wspomina Bujakiewicz.

Aktorka nie ukrywa, że próbowała wówczas dopasować się do standardów wyglądu obowiązujących w branży. Wiązało się to m.in. z kolejnymi dietami i intensywnymi treningami.
- Przechodziłam oczywiście przez lata przez różne diety cud. Gdyby wtedy były te wszystkie produkty, które są teraz, to pewnie mając dwadzieścia parę lat, zaraz po szkole, przyjęłabym je wszystkie
- mówi.

Jak zaznacza, problem nie sprowadzał się wyłącznie do kilogramów. Łączył się również z poczuciem własnej wartości i przekonaniem, że nie odpowiada standardom, których wówczas od niej oczekiwano.
- To jest też kwestia poczucia własnej wartości, godności. To poczucie, że być może nie jestem w takich standardach, jakie wtedy obowiązywały. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to był trochę taki body shaming
- ocenia.

„Jesteś okej taka, jaka jesteś”
Przełomem miało być dla niej spotkanie osób, które nie oczekiwały, że będzie zmieniać swój wygląd. Bujakiewicz podkreśla, że dostała wówczas potrzebne wsparcie.
- Szczęśliwie, szybko trafiłam na osoby, które mnie wsparły i powiedziały: „jesteś okej taka, jaka jesteś”
- wspomina.
Dziś, już z perspektywy 50-letniej kobiety, aktorka deklaruje, że udało jej się uporać z dawnymi kompleksami.
- Z pozycji kobiety pięćdziesięcioletniej mogę powiedzieć, że sobie z tym poradziłam, przepracowałam. Ale teraz mamy do tego narzędzia
- mówi.

Zmieniło się również jej podejście do upływu czasu i wyglądu. Bujakiewicz zwraca uwagę, że w przypadku aktorek proces starzenia odbywa się publicznie, a kolejne etapy ich życia są dokumentowane przez media.
- Nie jest to łatwy zawód, bo każda z nas starzeje się na ekranie, publicznie. I czasem jakiś portal wrzuci materiał: „Tak się zmieniła!”, a potem moje zdjęcia, jak miałam 20 lat, 30, 40 i 50. Zmieniam się i bardzo się z tego cieszę
- podkreśla.

Bujakiewicz mówi o 16-letniej córce
Własne doświadczenia z dzieciństwa i młodości wpływają również na to, jak Bujakiewicz patrzy na wychowanie córki Aleksandry. Aktorka podkreśla, że zależy jej nie tylko na tym, aby 16-latka potrafiła radzić sobie z krytyką i wyśmiewaniem.
Równie ważne jest dla niej, by córka sama nie znalazła się po stronie osób atakujących innych.
- Zastanawiam się, co zrobić, żeby mojego dziecka nie dotknęła tego typu historia i żeby ona nigdy nie wzięła tego do siebie. I zawsze też powtarzam mojej córce, żeby nie była w grupie tych, którzy hejtują
- mówi.

Bujakiewicz przyznaje jednocześnie, że dla nastolatków mechanizm grupowy może być szczególnie trudny.
- To jest trudny temat. Lepiej być w tej grupie silniejszej niż słabszej, a jak się ma piętnaście czy szesnaście lat, to wiadomo, że na wiele rzeczy patrzy się inaczej
- dodaje.

„Nie wolno mieć tak naprawdę własnego zdania”
Po latach w zawodzie aktorka ostrożniej podchodzi także do publicznych wypowiedzi. Jak wspomina, na początku kariery znacznie mniej zastanawiała się nad konsekwencjami swoich słów.
- Kiedy zaczynałam w zawodzie, paplałam, co mi ślina na język przyniesie. Teraz, zanim się wypowiem, robię wdech, wydech i staram się pomyśleć o tym, co mówię
- przyznaje.

Jej zdaniem jedna wypowiedź może dziś doprowadzić do gwałtownej reakcji w internecie, a w przypadku osób publicznych mieć również konsekwencje zawodowe.
- Nie wolno mieć tak naprawdę własnego zdania, bo jeżeli to zdanie jest inne od zdania połowy społeczeństwa, to już można się narazić na hejt. A potem ktoś powie: „Z tą panią nie chcę pracować”
- zauważa Bujakiewicz.

Doświadczenia związane z ocenianiem, wyglądem i presją otoczenia aktorka wykorzystała przy pracy nad rolą Joanny Niteckiej w „Zmorze”. Produkcja, będąca ekranizacją powieści Roberta Małeckiego, zadebiutowała 2 października na HBO Max. Obok Bujakiewicz występują w niej m.in. Magdalena Cielecka, Piotr Żurawski, Łukasz Simlat, Piotr Głowacki, Maria Pakulnis i Dorota Kolak.











Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze