Mroczne kulisy sprzed lat. Rzekomy szantaż ze strony stacji TVN
Aby zrozumieć ten skomplikowany układ, publicysta TV Republika cofnął się do wydarzeń sprzed sześciu lat. To właśnie wtedy zgłosił się do niego Sylwester Suszek - twórca i ówczesny szef giełdy BitBay. Biznesmen mówił, że ma ogromny problem z reporterami stacji z Wiertniczej.
Według relacji przedstawionej w "13 piętrze", Suszek czuł się osaczony i podejrzewał próbę szantażu. Z jednej strony dziennikarz TVN przygotowywał uderzający w jego firmę materiał, a z drugiej - niemal w tym samym czasie - dział sprzedaży tej samej stacji miał naciskać na wykupienie u nich drogich reklam. Twórca giełdy odebrał to jako sygnał: zapłacisz za reklamy, to wstrzymamy negatywny tekst.
Jastrzębowski przyznał, że na prośbę biznesmena zebrał "wiedzę operacyjną" na temat owego dziennikarza i metod działania stacji, jednak, jak sam zaznaczył, w takich sprawach bardzo trudno o twarde dowody.
5 milionów euro za milczenie mediów? "Te zarzuty są po prostu głupie"
To właśnie przy okazji spotkań z Suszkiem, Jastrzębowski poznał Przemysława Krala, który pełnił wówczas funkcję prawnika biznesmena. Dziś to rzekome zeznania Krala (późniejszego prezesa Zondacrypto) mają być fundamentem oskarżeń wysuwanych przez Michała Fuję z TVN i Szymona Jadczaka z Wirtualnej Polski. Dziennikarze ci zasugerowali, że Jastrzębowski chciał 5 milionów euro w zamian za całkowite zatrzymanie negatywnych publikacji na temat giełdy we wszystkich mediach w kraju.
Publicysta Republiki stanowczo wyśmiał te doniesienia, punktując ich całkowity brak logiki. Zwrócił uwagę, że nie posiada żadnej władzy nad redakcjami, które są mu otwarcie niechętne.
No jak ja, jak ktokolwiek mógłby zaoferować komukolwiek za 5 milionów euro usługę pod tytułem zatrzymamy wszystkie informacje negatywne we wszystkich mediach, także w TVN-ie i w Wirtualnej Polsce, kiedy wiadomo, że TVN niespecjalnie mnie lubi. (...) To nie jest tylko kwestia tego, że oczywiście jest to niemożliwe. Nie ma kogoś takiego, kto mógłby wziąć na siebie tego typu usługę. Taka sugestia jest po prostu głupia
- tłumaczył na antenie.
"Nie wziąłem nawet złotówki". Sprawa trafi na wokandę
W oświadczeniu kategorycznie zdementował również jakiekolwiek powiązania finansowe z rynkiem kryptowalut. Dziennikarz podkreślił, że nie łączyły go z Przemysławem Kralem absolutnie żadne relacje biznesowe. Nie podpisano żadnych umów, nie było żadnych przelewów, a on sam nigdy nie logował się na platformie Zondacrypto.
Jak twierdzi Jastrzębowski, zarzuty opierają się niewiarygodnych plotkach i pomówieniach ("ktoś miał powiedzieć ze współpracowników, że słyszał"). Ostra wymiana zdań między mediami przeniesie się teraz na salę sądową.
Nie dostałem od niego żadnej złotówki, więc sugerowanie tego (...) to jest takie obrzucenie błotem bardzo charakterystyczne dla tych ludzi, dla Fui i dla Jadczaka. Będą mogli wszystko to wytłumaczyć w sądzie. Mój prawnik właśnie nad tym pracuje
- skwitował zapowiadając pozew.
Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze