„Premier nie ma prawa poniżać żadnego lekarza”. Mocny apel w Jastrząb Show

W programie „Jastrząb Show” na antenie TV Republika lekarz Narcyz Sadłoń wystosował apel. Powodem był sposób, w jaki premier Donald Tusk odniósł się do dr. Emila Jędrzejewskiego, pułkownika i byłego ordynatora chirurgii, który ujawnił nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Tusk publicznie podważył wiarygodność doktora. Co znamienne, „postać znana” Jacek Murański, uczestnik patologicznych „freak fightów”, skazany wcześniej za pobicia, według premiera do osób wiarygodnych już się kwalifikuje.

5 minut czytania
„Premier nie ma prawa poniżać żadnego lekarza”. Mocny apel w Jastrząb Show
← Powrót na niezalezna.pl
„Premier nie ma prawa poniżać żadnego lekarza”. Mocny apel w Jastrząb Show

„Tusk nie zwrócił się do Jędrzejewskiego. Zwrócił się do każdego z nas”

Doktor Sadłoń, major, wieloletni lekarz SOR Wojskowego Instytutu Medycznego, uczestnik misji wojskowej w Libanie i były lekarz osobisty śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział na antenie:

„Premier Donald Tusk nie ma prawa publicznie poniżać żadnego lekarza”.

I sprecyzował, do kogo właściwie mierzy premier swoimi słowami:

„Pan Donald Tusk nie zwrócił się do Emila Jędrzejewskiego, do doktora. Zwrócił się do każdego z nas. Dzisiaj powiedział do doktora Jędrzejewskiego, jutro każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji”.
„Jeżeli nie zareagujemy, to potem gabinet każdego z nas”
„Jastrząb Show” już wystartował. W pierwszym odcinku ogień: młody doktorek, Szpital Południowy i politycy, którzy „nic nie wiedzieli”
TV Republika odpaliła wczoraj nowy program Sławomira Jastrzębowskiego, czyli „Jastrząb Show”. Format ruszył z pełną mocą: szybkie tempo, goście w studiu, ostre pytania i tematy, które od tygodni rozgrzewają internet. Już pierwszy odcinek pokazał, że to nie będzie kolejna spokojna rozmowa przy stoliku, tylko dynamiczny show reagujący na to, czym żyją widzowie.

Lekarz nie ograniczył się do komentarza jednego zdarzenia. Przywołał tragiczną historię Henry’ego Nowaka, polskiego studenta zabitego w Wielkiej Brytanii, którego brytyjska policja nie uznała za wiarygodnego na czas, by uratować mu życie:

„Cały świat widział, co dzieje się, gdy traci się wiarygodność. Henry Nowak w Wielkiej Brytanii był mało wiarygodny dla policji brytyjskiej. Dzisiaj nie żyje”.

I wyciągnął z tego wniosek dotyczący bezpośrednio polskich lekarzy:

„Jeżeli odbierze się nam wiarygodność publicznie i my nie zareagujemy, to jutro będzie Zielona Góra, a potem potencjalnie gabinet każdego z nas”.

Apel do całego środowiska, nie tylko obrona kolegi

Sadłoń zamknął wystąpienie bezpośrednim wezwaniem do działania, kierowanym nie tylko do lekarzy, ale też do samorządów zawodowych:

„Apeluję do nas, do wszystkich uczciwych lekarzy ciężko pracujących na swoją wiarygodność, ale także do środowisk samorządowych. Czas, żeby zabrać głos w tej sprawie”.

Zaznaczył przy tym, gdzie według niego przebiega granica uzasadnionej krytyki:

„Ja rozumiem kwestie dotyczące tego, co wydarzyło się w Szpitalu Południowym, ale publiczne odebranie wiarygodności lekarzowi i oficerowi — ja myślę, że czas zachować się, jak należy”.

Co właściwie wywołało ten apel?

Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii Warszawskiego Szpitala Południowego, w wywiadzie w Kanale Zero z 23 czerwca 2026 roku ujawnił, że na tamtejszym SOR-ze dochodziło do poważnych nieprawidłowości medycznych, które w niektórych przypadkach miały prowadzić do śmierci pacjentów. Opisał też, jak oddziałem kierował 28-letni Dawid Kacprzyk, lekarz w trakcie specjalizacji, jednocześnie radny rządzącej Koalicji Obywatelskiej, który w jednym roku zarobił 1,6 miliona złotych, a politycy KO mieli być na jego oddziale przyjmowani poza kolejką, w specjalnym saloniku VIP.

Premier Tusk natomiast, zamiast odnieść się do tego, co dzieje się w szpitalach nadzorowanych przez jego polityczne środowisko, zaatakował publicznie samego Jędrzejewskiego, sugerując brak jego wiarygodności. To właśnie ten gest wywołał reakcję Sadłonia.

Umieralnia na SORze. Lekarz ujawnia, co wiedział Trzaskowski
To mogą być słowa, które wstrząsną Warszawą. Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii Szpitala Południowego, opowiedział o sytuacjach, które mrożą krew w żyłach. W rozmowie w Kanale Zero stwierdził wprost: „Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy”. Jeszcze bardziej szokujące jest to, że - jak twierdzi lekarz - o problemach miał zostać poinformowany sam Rafał Trzaskowski już rok temu.

Gdy wygodny świadek, Tusk wierzy. Gdy niewygodny — już nie

To, co czyni całą sytuację jeszcze bardziej rażącą, to fakt, że premier wcale nie jest konsekwentny w swoim podejściu do „wiarygodności”. Stosuje ją bowiem selektywnie, zależnie od tego, czemu akurat ma służyć.

Warto przypomnieć, że w maju 2025 roku, w trakcie kampanii prezydenckiej, Donald Tusk w Polsat News bez najmniejszego zawahania zacytował jako źródło informacji o Karolu Nawrockim Jacka Murańskiego „postać znaną”, uczestnika patologicznych „freak fightów”, człowieka wcześniej skazanego za pobicia.

„Jacek Murański, postać znana, także panu Nawrockiemu. Znana między innymi z walk MMA, także aktor w niedużych rolach”

— przedstawiał premier swojego „świadka” w telewizyjnym studiu, po czym przytaczał jego niesprawdzone, anonimowe zarzuty o rzekomych „hakach” na Nawrockiego.

Komentatorzy wtedy pytali, po co w Polsce służby specjalne, jeśli premier za autorytet uznaje uczestnika freak fightów. Tusk się z tego porównania nie wycofał.

Rok później, gdy głos zabrał człowiek o zupełnie innym kalibrze, a mianowicie pułkownik, doświadczony chirurg, były ordynator, to ten sam premier nie miał żadnych skrupułów, by zacząć podważać właśnie jego wiarygodność. Mężczyzna, który bez wahania cytował freak fightera, gdy chodziło o atak na polityczną konkurencję, najwyraźniej inaczej traktuje wiarygodność, gdy sprawa dotyczy nieprawidłowości po stronie jego własnego środowiska politycznego.

„Profesjonalista, bezkompromisowy, niezwykle kulturalny”

Sadłoń, który osobiście przyjaźni się i pracował z Jędrzejewskim w Wojskowym Instytucie Medycznym, opisał go w bardzo osobistym tonie:

„Profesjonalista, bezkompromisowy w kwestiach medycznych, bardzo pracowity, niezwykle kulturalny, nie miał żadnego rozróżnienia między tym, kim jest pacjent i jaki jest pacjent”.

Apel, który wykracza poza jedną sprawę

Pytanie, które teraz wisi w powietrzu, brzmi: czy premier Donald Tusk, adresat tego apelu, zdecyduje się na niego odpowiedzieć czy, tak jak w przypadku afery z Murańskim, po prostu przeczeka temat, aż sam wygaśnie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze