„Tusk nie zwrócił się do Jędrzejewskiego. Zwrócił się do każdego z nas”
Doktor Sadłoń, major, wieloletni lekarz SOR Wojskowego Instytutu Medycznego, uczestnik misji wojskowej w Libanie i były lekarz osobisty śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział na antenie:
„Premier Donald Tusk nie ma prawa publicznie poniżać żadnego lekarza”.
I sprecyzował, do kogo właściwie mierzy premier swoimi słowami:
„Pan Donald Tusk nie zwrócił się do Emila Jędrzejewskiego, do doktora. Zwrócił się do każdego z nas. Dzisiaj powiedział do doktora Jędrzejewskiego, jutro każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji”.
„Jeżeli nie zareagujemy, to potem gabinet każdego z nas”

Lekarz nie ograniczył się do komentarza jednego zdarzenia. Przywołał tragiczną historię Henry’ego Nowaka, polskiego studenta zabitego w Wielkiej Brytanii, którego brytyjska policja nie uznała za wiarygodnego na czas, by uratować mu życie:
„Cały świat widział, co dzieje się, gdy traci się wiarygodność. Henry Nowak w Wielkiej Brytanii był mało wiarygodny dla policji brytyjskiej. Dzisiaj nie żyje”.
I wyciągnął z tego wniosek dotyczący bezpośrednio polskich lekarzy:
„Jeżeli odbierze się nam wiarygodność publicznie i my nie zareagujemy, to jutro będzie Zielona Góra, a potem potencjalnie gabinet każdego z nas”.

Apel do całego środowiska, nie tylko obrona kolegi
Sadłoń zamknął wystąpienie bezpośrednim wezwaniem do działania, kierowanym nie tylko do lekarzy, ale też do samorządów zawodowych:
„Apeluję do nas, do wszystkich uczciwych lekarzy ciężko pracujących na swoją wiarygodność, ale także do środowisk samorządowych. Czas, żeby zabrać głos w tej sprawie”.
Zaznaczył przy tym, gdzie według niego przebiega granica uzasadnionej krytyki:
„Ja rozumiem kwestie dotyczące tego, co wydarzyło się w Szpitalu Południowym, ale publiczne odebranie wiarygodności lekarzowi i oficerowi — ja myślę, że czas zachować się, jak należy”.

Co właściwie wywołało ten apel?
Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii Warszawskiego Szpitala Południowego, w wywiadzie w Kanale Zero z 23 czerwca 2026 roku ujawnił, że na tamtejszym SOR-ze dochodziło do poważnych nieprawidłowości medycznych, które w niektórych przypadkach miały prowadzić do śmierci pacjentów. Opisał też, jak oddziałem kierował 28-letni Dawid Kacprzyk, lekarz w trakcie specjalizacji, jednocześnie radny rządzącej Koalicji Obywatelskiej, który w jednym roku zarobił 1,6 miliona złotych, a politycy KO mieli być na jego oddziale przyjmowani poza kolejką, w specjalnym saloniku VIP.
Premier Tusk natomiast, zamiast odnieść się do tego, co dzieje się w szpitalach nadzorowanych przez jego polityczne środowisko, zaatakował publicznie samego Jędrzejewskiego, sugerując brak jego wiarygodności. To właśnie ten gest wywołał reakcję Sadłonia.

Gdy wygodny świadek, Tusk wierzy. Gdy niewygodny — już nie
To, co czyni całą sytuację jeszcze bardziej rażącą, to fakt, że premier wcale nie jest konsekwentny w swoim podejściu do „wiarygodności”. Stosuje ją bowiem selektywnie, zależnie od tego, czemu akurat ma służyć.
Warto przypomnieć, że w maju 2025 roku, w trakcie kampanii prezydenckiej, Donald Tusk w Polsat News bez najmniejszego zawahania zacytował jako źródło informacji o Karolu Nawrockim Jacka Murańskiego „postać znaną”, uczestnika patologicznych „freak fightów”, człowieka wcześniej skazanego za pobicia.
„Jacek Murański, postać znana, także panu Nawrockiemu. Znana między innymi z walk MMA, także aktor w niedużych rolach”
— przedstawiał premier swojego „świadka” w telewizyjnym studiu, po czym przytaczał jego niesprawdzone, anonimowe zarzuty o rzekomych „hakach” na Nawrockiego.
Komentatorzy wtedy pytali, po co w Polsce służby specjalne, jeśli premier za autorytet uznaje uczestnika freak fightów. Tusk się z tego porównania nie wycofał.
Rok później, gdy głos zabrał człowiek o zupełnie innym kalibrze, a mianowicie pułkownik, doświadczony chirurg, były ordynator, to ten sam premier nie miał żadnych skrupułów, by zacząć podważać właśnie jego wiarygodność. Mężczyzna, który bez wahania cytował freak fightera, gdy chodziło o atak na polityczną konkurencję, najwyraźniej inaczej traktuje wiarygodność, gdy sprawa dotyczy nieprawidłowości po stronie jego własnego środowiska politycznego.
„Profesjonalista, bezkompromisowy, niezwykle kulturalny”
Sadłoń, który osobiście przyjaźni się i pracował z Jędrzejewskim w Wojskowym Instytucie Medycznym, opisał go w bardzo osobistym tonie:
„Profesjonalista, bezkompromisowy w kwestiach medycznych, bardzo pracowity, niezwykle kulturalny, nie miał żadnego rozróżnienia między tym, kim jest pacjent i jaki jest pacjent”.
Apel, który wykracza poza jedną sprawę
Pytanie, które teraz wisi w powietrzu, brzmi: czy premier Donald Tusk, adresat tego apelu, zdecyduje się na niego odpowiedzieć czy, tak jak w przypadku afery z Murańskim, po prostu przeczeka temat, aż sam wygaśnie.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze