Kazik Staszewski od kilku dni walczy o zdrowie w warunkach, które sam opisuje jako istny horror. Muzyk, odpoczywający na Teneryfie, trafił nagle do szpitala po tym, jak źle wykonano u niego zabieg usunięcia wyrostka. Konsekwencje okazały się dramatyczne i 62-latek wprost relacjonował swoje przeżycia na Facebooku.
W jednym z wpisów ujawnił wstrząsającą prawdę:
„Źle wykonano mi zabieg usunięcia wyrostka. Zostawili jakiś farfocel na końcu. Leżę na Oiomie w szpitalu na Teneterce z rozpoznaniem ropowicy. Zostaję zatrzymany w szpitalu na SOR-ze. Sprawa jest poważniejsza. Mówią coś o sepsie”
— napisał muzyk.

Zaledwie kilka godzin później dodał kolejne aktualizacje, które nie pozostawiają złudzeń co do jego stanu – najpewniej konieczna będzie kolejna operacja. Opublikował również zdjęcie ze szpitalnego łóżka, komentując:
„Taki widok czeka mnie przez najbliższe kilka dni”.

Wieczorem muzyk zamieścił jeszcze jedno nagranie, w którym otwarcie przyznał, że dalsze koncerty stoją pod ogromnym znakiem zapytania. Wyjaśnił, że już wcześniej – w trakcie występu w Łodzi – walczył z narastającym bólem.
„Zostaję zatrzymany w szpitalu na SOR-ze. Sprawa jest poważniejsza. Mówią coś o sepsie. Ten ból czułem już w Łodzi. Było źle już wtedy, ale trzeba było zakończyć. Próbowałem ratować się, jak mogłem, a g*wno mogłem. Wygląda, że koncerty teneryfskie zakończą obie trasy. Wolę żyć. Pozdrawiam”
— poinformował.









Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze