Zaczęło się od surowej oceny mistrza
Irena Kwiatkowska urodziła się 17 września 1912 roku w Warszawie, jako czwarte z pięciorga dzieci państwa Kwiatkowskich. Jej ojciec był drukarzem i wielkim miłośnikiem książek, a ona sama już w liceum pasjonowała się nie tylko aktorstwem, ale i szermierką.

Na egzaminie wstępnym do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej jej talent dostrzegł sam Aleksander Zelwerowicz, legendarny aktor i pedagog. To on, gdy w 1935 roku kończyła studia, wypowiedział słowa, które zapamiętała do końca życia:
„Warunków pani nie ma, trzeba dużo pracować”.
Historia pokazała, jak bardzo się mylił co do jej warunków, choć w kwestii pracowitości miał, jak widać, całkowitą rację.

Wojna, której nigdy nie chciała wspominać
Gdy w 1939 roku wybuchła wojna, Kwiatkowska zgłosiła się jako ochotniczka w odpowiedzi na apel prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Trafiła do prac pomocniczych w Polskim Czerwonym Krzyżu. Nie chciała jednak pracować w teatrach nadzorowanych przez okupanta i zamiast tego zatrudniła się w Radzie Głównej Opiekuńczej, a na życie zarabiała także jako kosmetyczka i kelnerka.

W czasie powstania warszawskiego przydzielono ją do VI Oddziału Komendy Głównej AK oraz do Grupy „Północ”, gdzie pełniła funkcję łączniczki legendarnego dowódcy staromiejskiej żandarmerii, Włodzimierza Kozakiewicza „Barry'ego”. Posługiwała się pseudonimem „Katarzyna”.
Śmierć przeleciała jej nad głową
Powstańcza służba niejednokrotnie o mały włos nie skończyła się dla niej tragicznie. Biegnąc z meldunkiem po Krakowskim Przedmieściu, tuż nad jej głową przeleciał szrapnel.
„Myślałam, że to koniec. Przeleciał. Uznałam to za znak od Boga. Ostrzeżenie. Musiałam uważać, ale ja, jak to ja”
— wspominała po latach.
Innym razem o krok była od aresztowania. W jednej z kamienic, w której się zatrzymała, znaleziono niemieckie gazety, przez co niemal uznano ją za szpiega. Mimo grozy tamtych dni, Kwiatkowska nie porzuciła sztuki nawet w oblężonym mieście i dołączyła do „brygady teatralnej” zorganizowanej przez wybitnego reżysera Leona Schillera, która występowała dla powstańców w najbardziej niebezpiecznych rejonach miasta, w piwnicach i szpitalach.
Sama wolała nigdy nie wracać do tych wspomnień. Uważała, że kolejne pokolenia po prostu nie będą w stanie zrozumieć, przez co wtedy przeszła.

Miłość na całe życie i 98 lat na scenie
Po wojnie kariera Kwiatkowskiej nabrała rozpędu. To właśnie dla niej Konstanty Ildefons Gałczyński pisał teksty w krakowskim kabarecie „Siedem Kotów”, a rolę Hermenegildy Kociubińskiej podobno stworzył z myślą właśnie o niej. Od 1948 roku aż do śmierci męża w 1994 roku była żoną Bolesława Kielskiego, popularnego spikera Polskiego Radia. Ich związek przetrwał aż 46 lat.

Irena Kwiatkowska zmarła 3 marca 2011 roku w Konstancinie-Jeziornie, w wieku 98 lat, pozostając aktywna zawodowo niemal do samego końca. Jeszcze w 2009 roku pojawiała się na scenie. Choć dla wielu Polaków na zawsze pozostanie „kobietą pracującą, która żadnej pracy się nie boi”, warto pamiętać, że zanim wypowiedziała tę kultową kwestię, sama udowodniła to w najtrudniejszych możliwych okolicznościach, na powstańczych ulicach Warszawy.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze