Przed sądem: „Miałam wrażenie”
27 października Natasza Geldon zeznawała przed Sądem Okręgowym w Warszawie w procesie Karola Nawrockiego z wydawcą Onetu. Latem 2006 i 2007 r. pracowała w Grand Hotelu w Sopocie, gdzie w ochronie pracował obecny prezydent.

Wracając pamięcią do wydarzeń, który miały miejsce ponad 20 lat temu, opowiedziała, że widziała, jak wchodzi do hotelu z mężczyzną i kobietą, a później miała usłyszeć od niego, że „można sobie dorobić, doprowadzając dziewczyny”. Kiedy jednak prawnicy dopytali, przyznała, że nie jest pewna, czy kobieta była prostytutką, a podobnej sytuacji więcej nie widziała.

„Zapraszam na kawę do Zatoki”
Jak się okazuje, Sopot ma w życiorysie Geldon jeszcze jeden rozdział. 30 lipca 2015 r., gdy miasto chciało wypowiedzieć dzierżawę Zatoce Sztuki, opublikowała na Facebooku żarliwy apel:
„Kochani, jeśli kiedyś byliście tu u nas, odwiedzaliście Zatokę (…), jeśli uważacie, że robimy dobrą robotę i rozumiecie, że z samych wydarzeń artystycznych nie da się utrzymać takiego miejsca, jeśli macie choć trochę rozsądne spojrzenie na bzdury wypisywane o miejscu i ludziach tu pracujących (…) podpiszcie, proszę, petycję”.
„U nas”, „ludzie tu pracujący”. Geldon pisała jako ktoś z wnętrza klubu i zapraszała „na kawę, na dobry obiad, na wernisaże, wystawy, spotkania literackie, koncerty”.

Co naprawdę działo się w Zatoce
Dziś cała Polska wie, czym skończyła się historia modnego klubu na plaży. Krystian W., ps. „Krystek”, związany z Zatoką Sztuki, usłyszał prawomocny wyrok 15 lat więzienia. Media nazwały go „łowcą nastolatek”. Śledczy ustalili co najmniej 33 pokrzywdzone, w większości nieletnie, a pięć miało mniej niż 15 lat. Na sześć lat więzienia trafił też były szef klubu, Marcin T. Afera stała się kanwą książki „Zatoka świń” i filmu Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało”.
A Natasza Geldon w 2015 r. pisała o „bzdurach wypisywanych o miejscu i ludziach tu pracujących”.

„Z samych wydarzeń artystycznych nie da się utrzymać”
To zdanie z jej wpisu internauci powtarzają dziś najczęściej i pytają, co miała na myśli.
Pozostaje jednak pytanie, które w sieci pada najgłośniej. Skoro dziś na podstawie jednego „wrażenia” sprzed ponad 20 lat mówi przed sądem o stręczycielstwie, to czy pracując w Zatoce Sztuki, nie zauważyła niczego niepokojącego? Czym były „bzdury”, przed którymi tak żarliwie broniła klubu i jego ludzi? A przypomnijmy, że było to 11 lat temu. Nie 20!

Nie ma zarzutów, ale są pytania
Trzeba to powiedzieć jasno: Natasza Geldon nigdy nie usłyszała żadnych zarzutów i nic nie łączy jej z przestępstwami, za które skazano ludzi z Zatoki Sztuki. Mogła nie mieć pojęcia, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Wiele osób, które tam pracowały lub bywały, przyznawało później, że afera była dla nich szokiem.
Ale gdy ktoś staje się kluczowym świadkiem w sprawie przeciwko głowie państwa, jego wiarygodność i przeszłość będą prześwietlane. A ten wpis z 2015 r. będzie jej wypominany jeszcze długo.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze