Od ponad trzech lat szuka syna. Ojciec Krzysztofa Dymińskiego odnalazł już dziewiątą zaginioną osobę

Każdego ranka, gdy inni jadą do pracy, on wypływa na Wisłę. Zagląda pod mosty, sprawdza brzegi, schodzi tam, gdzie nikt inny nie chce zaglądać. Szuka syna, który zniknął, mając 16 lat. Daniel Dymiński nie poddał się ani na jeden dzień. Krzysztofa wciąż nie odnalazł, ale w ciągu tych lat przywrócił bliskim dziewięć zaginionych osób. Ostatnią jest 13-letnia Roksana.

4 minut czytania
Od ponad trzech lat szuka syna. Ojciec Krzysztofa Dymińskiego odnalazł już dziewiątą zaginioną osobę
Foto: dyminski.pl
← Powrót na niezalezna.pl
Od ponad trzech lat szuka syna. Ojciec Krzysztofa Dymińskiego odnalazł już dziewiątą zaginioną osobę

Poranek, po którym wszystko się zatrzymało

27 maja 2023 r., kilka minut przed czwartą nad ranem, 16-letni Krzysztof wyszedł z rodzinnego domu w Pogroszewie Kolonii pod Warszawą. Kamery monitoringu odtworzyły część jego drogi do stolicy. Ostatnie nagranie pokazuje chłopaka wchodzącego na Most Gdański. Potem nie ma już nic.

Foto: dyminski.pl

Zaginięciem Krzysia żyła cała Polska. Plakaty, apele, poszukiwania na lądzie i wodzie. Mama wciąż wierzy, że syn żyje. Tata codziennie szuka odpowiedzi tam, gdzie urwał się ślad, czyli na Wiśle.

Od tamtego dnia minęło ponad trzy i pół roku. Ponad tysiąc dni bez syna.

„Mamo, dam radę. Będzie dobrze”. Leżał sparaliżowany w szpitalu i pocieszał mamę. 18-letni Kuba ma ostatnie dni, by uratować swoją szansę
Pierwszy dzień szkoły. Kuba pojechał na praktyki. Do domu już nie wrócił. Zmiażdżona klatka piersiowa, osiem złamanych żeber, złamany bark, uszkodzony kręgosłup i 31 dni na OIOM-ie. Lekarze nie wiedzieli, czy w ogóle się obudzi. Przeżył, ale nie czuje nóg. Teraz codziennie walczy i to on dodaje otuchy swojej mamie. Na rehabilitację, która daje mu szansę, brakuje ponad 150 tys. zł, a zbiórka kończy się niebawem. Każda złotówka się liczy, a część tego, co wpłacisz, wróci w rozliczeniu podatkowym.

Łódź, sonar i ojcowskie serce

Daniel Dymiński nie czekał, aż ktoś zrobi to za niego. Kupił sprzęt, nauczył się go obsługiwać, a część czujników zbudował sam. Wypływa na Wisłę z sonarem, dronem i kamerami podwodnymi. Mierzy poziom wody, analizuje nurt, sprawdza miejsca, do których trudno dotrzeć. Gdy coś przykuje jego uwagę, sam wchodzi do wody.

Nie jest sam. Wokół niego zebrała się grupa ludzi o wielkich sercach: nurkowie, ratownicy wodni, strażacy ochotnicy i pasjonaci poszukiwań. Wiosną tego roku podczas jednej akcji na Wisłę wypłynęło sześć łodzi z sonarami i ponad dwadzieścia osób.

Dziewięć rodzin, które dostały odpowiedź

Szukając syna, pan Daniel zaczął pomagać innym. Rodziny zaginionych proszą go o wsparcie, bo wiedzą, że on rozumie ich ból jak nikt inny. I że się nie podda.

W ciągu tych lat odnalazł w Wiśle dziewięć ciał. Dziewięć razy musiał zmierzyć się z widokiem, którego nikt nie chciałby oglądać. I dziewięć razy w ułamku sekundy musiał zadać sobie to straszne pytanie: czy to on? Czy to mój syn?

Za każdym razem odpowiedź brzmiała: nie. Wiosną, gdy jego ekipa szukała zaginionego 71-letniego naukowca, natrafiła na dwa ciała. Pan Daniel pisał wtedy krótko:

„Chcę jasno zaznaczyć, że obie odnalezione osoby to nie pan Sylwester ani mój syn, Krzysztof”.

I składał kondolencje obcym ludziom, choć sam wciąż czekał na swoją odpowiedź.

Sam nie lubi o tym liczyć.

„To nie chodzi o statystyki, a o rozwiązanie tragicznych spraw i danie odpowiedzi rodzinom”

– mówi. Wie lepiej niż ktokolwiek, że najgorsza jest niepewność. Każdego dnia żyje z pytaniem, na które nie ma odpowiedzi.

Foto: dyminski.pl

Roksana. „Była w wieku mojego syna”

We wtorek, 27 października, pan Daniel wypłynął na Wisłę w pobliżu Mostu Świętokrzyskiego. Szukał 13-letniej Roksany, która ponad dwa tygodnie wcześniej wyszła z domu na Ochocie i nie wróciła. O pomoc poprosili go jej znajomi, ale on i tak by pojechał.

„To była potrzeba serca”

– wyjaśnia. Roksana była niemal w tym samym wieku co Krzysztof, gdy zniknął.

Dzień wcześniej jego ekipa zrobiła rekonesans: czujniki, pomiary, analiza nurtu. We wtorek wrócili. Ciało znaleźli bardzo blisko miejsca, gdzie dziewczynkę widziano po raz ostatni. Według pana Daniela rzeczy znalezione przy ciele nie pozostawiają wątpliwości, że to Roksana. Policja nie potwierdziła jeszcze oficjalnie jej tożsamości.

Ojciec zaginionego Krzysztofa Dymińskiego odnalazł ciało w Wiśle. To zwłoki poszukiwanej 13-latki
Dramatyczne informacje z Warszawy. Daniel Dymiński, który od ponad trzech lat poszukuje swojego zaginionego syna Krzysztofa, odnalazł w Wiśle ciało młodej dziewczyny. Wszystko wskazuje na to, że to zaginiona 13-letnia Roksana Jurczyszyn. Mężczyzna przekazał już sprawę policji, a rodzinie dziewczynki złożył kondolencje.

„Nie wiem, skąd bierze na to siłę”

Historia ojca poruszyła tysiące ludzi. Damian Żurawski, radny z Sosnowca i społecznik, opisał ją w mediach społecznościowych. Jego wpis zaczyna się słowami:

„To, co za chwilę przeczytacie, wywoła u Was ciarki na plecach. U mnie wywołało”.
„Dziewięć rodzin, które czekały na swoich bliskich. Dziewięć razy musiał się zmierzyć z widokiem, którego nikt z nas nie chciałby zobaczyć. A przecież za każdym razem mógł myśleć także o swoim synu. Nie wiem, skąd bierze na to siłę. Naprawdę nie wiem”

– pisze.

I dziękuje w imieniu nas wszystkich:

„Panie Danielu, bardzo Panu za to dziękujemy. Za to, że mimo własnego bólu i tęsknoty za synem pomaga Pan innym rodzinom”.

Wciąż szuka. Wciąż wierzy

Pan Daniel nie ocenia innych, nie szuka winnych i nie chce rozgłosu. Po każdej akcji wraca na rzekę, bo tam może być odpowiedź na pytanie, które od trzech i pół roku nie daje mu spać.

„Nadzieja nie umiera”

– mówi.

„Szukamy dalej, na wodzie i na lądzie”.

Krzysztof, jeśli to czytasz, Tata wciąż na ciebie czeka.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze