Tłum wpadł w amok
Jak podaje portal Kozaczek, wszystko zaczęło się w momencie, gdy Rodowicz zaprosiła publiczność do wspólnego występu. Entuzjazm słuchaczy okazał się tak ogromny, że Opera Leśna w jednej chwili zmieniła się w miejsce chaosu.
Napór fanów był na tyle silny, że ochrona musiała wkroczyć do akcji, aby powstrzymać setki osób pragnących dopchać się do swojej idolki. Choć wyselekcjonowanej grupie szczęśliwców udało się ostatecznie dołączyć do Maryli i jej chóru, sytuacja na deskach wyglądała groźnie.

Artystka, znana z bezpośredniego kontaktu z publicznością, musiała osobiście tonować nastroje. W pewnym momencie, wyraźnie zaniepokojona bezpieczeństwem napierających ludzi, zaczęła ostrzegać ich przed ryzykownym zachowaniem.
Nie wolno wchodzić tędy, bo tam są deski, które pamiętają Niemca. Naprawdę, tędy nie wolno schodzić, bo możecie wpaść
- apelowała ze sceny Rodowicz, próbując zapobiec nieszczęściu.
Legenda, która wciąż rozpala emocje
Mimo że Maryla Rodowicz ma już 80 lat, jej energia sceniczna wciąż potrafi wywołać w tłumie prawdziwy szał. Mimo incydentów z ochroną i chwilowego zamieszania, koncert został oceniony przez uczestników jako wyjątkowe widowisko. Finałowe wykonanie „Niech żyje bal” oraz bisowe „Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos” potwierdziły, że mimo upływu dekad, Rodowicz wciąż jest w stanie zmobilizować tłumy do wspólnego śpiewu.

To jednak nie pierwszy raz, kiedy wokół postaci gwiazdy robi się głośno. Ostatnio o artystce mówiło się głównie za sprawą ostrych słów jednego ze stylistów, który bezlitośnie ocenił jej wizerunek. Jak widać jednak, opinie krytyków nie mają żadnego wpływu na fanów, którzy podczas koncertów gotowi są na prawdziwe poświęcenia, byle tylko przez chwilę być blisko legendy polskiej piosenki.
Czy jednak tak niebezpieczne zachowania publiczności nie zmuszą organizatorów do wprowadzenia bardziej restrykcyjnych zasad podczas kolejnych przystanków trasy?







Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze