Maryla Rodowicz od dekad występuje na największych polskich scenach, a jej przeboje zna kilka pokoleń słuchaczy. Nawet tak doświadczona artystka nie jest jednak odporna na stres i nieprzewidziane sytuacje podczas koncertów. Przekonała się o tym podczas jubileuszowej edycji „Roztańczonego PGE Narodowego”, która odbyła się 10 października.
Na warszawskim stadionie pojawiło się wiele gwiazd, wśród nich Roxie Węgiel, Cleo, Young Leosia, Golec uOrkiestra i Zenek Martyniuk. Wydarzenie przyciągnęło uwagę nie tylko ze względu na muzyczne atrakcje. W mediach społecznościowych pojawiły się również krytyczne komentarze dotyczące nagłośnienia, a część widzów nie była zadowolona z występu Rodowicz.
Piosenkarka nie zamierzała udawać, że nic się nie stało. W mediach społecznościowych opublikowała szczery wpis, w którym opowiedziała o problemach technicznych i wyjaśniła, dlaczego na scenie nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Maryla Rodowicz musiała zmienić repertuar. „Sekretarka” nie mogła wypaść
Jak ujawniła artystka, początkowo jej występ miał trwać 12 minut. Organizatorzy potrzebowali jednak krótszej wersji, dlatego czas przeznaczony na koncert ograniczono do siedmiu minut.
Rodowicz musiała zdecydować, z których fragmentów zrezygnować. Szczególnie zależało jej na tym, by zachować jeden ze swoich charakterystycznych utworów.
„A moje trzy utwory miały 12 min. Telefon do kier. muzycznego: "Marcin, co robimy?". On na to: "Musimy wyrzucić "Sekretarkę"." "No co ty, "Sekretarka" być musi, bo jest zabawna, poza tym dobrze "kopie", czyli inaczej dobrze żre, czyli "Sekretarką" musimy kończyć"
— relacjonowała Maryla Rodowicz.
Ostatecznie udało się skrócić występ o cztery minuty. Z utworów usunięto wstępy, zakończenia oraz solówki. Choć podczas próby zmieniona wersja nie sprawiała problemów, na żywo sytuacja wyglądała inaczej.

„Boże, gdzie ja jestem?”. Na scenie dopadł ją stres
Największym problemem okazały się zmiany w układzie utworów. Rodowicz, przyzwyczajona do wykonywania swoich piosenek w określony sposób, w trakcie koncertu usłyszała fragment, którego nie spodziewała się w danym momencie.
„Na próbie było okej, ale na koncercie doszedł stres, scena wielka jak latający spodek, morze ludzi, emocje i wpadka. Wstęp... Czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. "Boże, gdzie ja jestem?"”
— opisała artystka.
Nie ukrywała, że sytuacja wytrąciła ją z rytmu. Wokalistka przez lata wykonywała ten sam utwór i była przyzwyczajona do jego oryginalnego układu. Nagła zmiana, połączona z presją wielkiej sceny i obecnością tysięcy ludzi, sprawiła, że trudno było jej skupić się wyłącznie na śpiewaniu.
„Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu. No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat. Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem. Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie”
— napisała Maryla Rodowicz.

Maryla Rodowicz przeprasza fanów
Po występie artystka postanowiła wyjaśnić kulisy koncertu również po to, by przeprosić osoby, które poczuły się rozczarowane jej wykonaniem.
„Tłumaczę się dlatego, żeby przeprosić fanów i powiedzieć, że śpiewanie na żywca w różnych warunkach niesie ze sobą pułapki”
— podkreśliła.
Rodowicz nie próbowała przekonywać, że wszystko poszło idealnie. Przyznała, że na scenie zdarzyła się wpadka, ale zwróciła też uwagę na okoliczności, które utrudniły jej występ. Na koniec pozwoliła sobie na odrobinę autoironii i poprosiła fanów o wyrozumiałość.
„Wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód”
— podsumowała.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze