Zaskakujące kulisy śledztwa po śmierci Łukasza Litewki. Sprawca znów w prokuraturze

Od tragicznej śmierci posła Łukasza Litewki minęły już ponad dwa miesiące, ale sprawa wciąż budzi ogromne kontrowersje i mnoży pytania bez odpowiedzi. 57-latek, który siedział za kierownicą, usłyszał zarzuty, ale cieszy się wolnością. Teraz śledczy ponownie wzięli go w obroty. Czy w końcu powiedział prawdę o tym, co wydarzyło się na leśnej drodze?

3 minut czytania
Zaskakujące kulisy śledztwa po śmierci Łukasza Litewki. Sprawca znów w prokuraturze
śp. Łukasz Litewka | fot. Instagram
← Powrót na niezalezna.pl
Zaskakujące kulisy śledztwa po śmierci Łukasza Litewki. Sprawca znów w prokuraturze

Tragedia, która wstrząsnęła całą Polską, rozegrała się 23 kwietnia na ul. Kazimierzowskiej, leśnym odcinku łączącym Dąbrowę Górniczą z Sosnowcem. Polityk prawidłowo jechał rowerem swoim pasem. Nagle z naprzeciwka zjechał rozpędzony samochód osobowy. Czołowe zderzenie nie dało Łukaszowi Litewce żadnych szans. Mimo błyskawicznej reanimacji zmarł na miejscu. Auto zatrzymało się dopiero na drzewie.

Sprawca na wolności i pod policyjną ochroną

Za kierownicą siedział 57-letni mieszkaniec Sosnowca, który po godzinie 13:00 wracał z pracy do domu. Szybko okazało się, że mężczyzna był całkowicie trzeźwy. Badania toksykologiczne wykluczyły obecność jakichkolwiek substancji odurzających, a analiza jego telefonu potwierdziła, że w momencie tragedii nie pisał wiadomości i nie rozmawiał.

Śledczy wracają do przeszłości. Nowy trop w sprawie śmierci Łukasza Litewki
Śledztwo dotyczące tragicznej śmierci posła Łukasza Litewki wciąż trwa. Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu prowadzi szeroko zakrojone czynności mające na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności wypadku, do którego doszło w kwietniu tego roku w Dąbrowie Górniczej. Jak wynika z najnowszych informacji, śledczy analizują również przeszłość kierowcy podejrzanego o spowodowanie tragedii.

Kierowca usłyszał zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat za kratami. Choć początkowo trafił do tymczasowego aresztu na trzy miesiące, długo tam nie posiedział.

Szybko wpłacono za niego poręczenie majątkowe i wyszedł na wolność. Z uwagi na potężne medialne zainteresowanie i krążące w sieci teorie spiskowe, otrzymał policyjną ochronę.

Zeznania, w które trudno uwierzyć

Podczas pierwszego przesłuchania 57-latek przyznał się do winy, ale jego linia obrony była wręcz absurdalna. Prokuratura ujawniła, że mężczyzna plątał się w zeznaniach, balansując pomiędzy rzekomym chwilowym zasłabnięciem, rozkojarzeniem, a całkowitą amnezją z momentu uderzenia. Nikogo nie dziwi, że śledczy podeszli do tych rewelacji z ogromnym dystansem.

Spłonął grób Łukasza Litewki. Uszkodzone zostały też sąsiednie nagrobki
Na cmentarzu przy ul. Zuzanny w Sosnowcu doszło do pożaru przy grobie śp. Łukasza Litewki. Ogień objął znicze i wiązanki pozostawione przez odwiedzających. Straż pożarna szybko opanowała sytuację, jednak wysoka temperatura doprowadziła do uszkodzenia i okopcenia sąsiednich nagrobków. Według strażaków prawdopodobną przyczyną zdarzenia było pozostawienie wiązanki zbyt blisko płonącego znicza.

Zdecydowano się na kolejne, uzupełniające przesłuchanie. Czy sumienie w końcu ruszyło kierowcę? Nic z tych rzeczy! Jak przekazał w rozmowie z "Faktem" rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, prok. Bartosz Kilian, mężczyzna z uporem maniaka podtrzymuje swoją pierwotną, pełną luk wersję wydarzeń.

Wyjaśnienia 57-latka wciąż budzą potężne wątpliwości. Śledczy nie zamierzają jednak odpuszczać. Kluczowym momentem w całej sprawie będzie wrzesień - to właśnie wtedy biegli mają przedstawić szczegółową ekspertyzę dotyczącą rekonstrukcji tego koszmarnego wypadku. Dopiero to może ostatecznie obalić wątpliwe tłumaczenia kierowcy i ujawnić, co naprawdę stało się tamtego tragicznego popołudnia.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze