„Zostałam sprowadzona na ziemię” – co wydarzyło się za kulisami?
W rozmowie z „Kozaczkiem” Doda wyznała, że jej decyzja nie była spontaniczna. Najpierw, jak mówi, prokurator ostudził jej emocje, a później przyszła jasna prośba od rodziny Litewki, by nie zabierała już głosu w sprawie. Wokalistka przyznała, że to był moment, w którym poczuła, że „wprasza się” w coś, co nie należy do niej.

Rodzina w liście otwartym podkreśliła, że wokół śmierci posła i działalności jego fundacji krąży wiele nieprawdziwych informacji, a oni sami chcą opierać się wyłącznie na ustaleniach organów ścigania.

Doda: „Nie chcę powtarzać plotek”
Wokalistka przyznała, że od pewnego czasu otrzymywała dziwne sygnały i plotki dotyczące fundacji Litewki, ale nie zamierza ich powtarzać, bo nie chce dokładać chaosu.
„Tam jest straszny bałagan. Nie chcę się w to mieszać”
– powiedziała.

To ważna deklaracja, bo jeszcze niedawno Doda aktywnie komentowała każdy nowy wątek, a jej wpisy wywoływały ogromne poruszenie w sieci.
Doda była jedną z ostatnich osób publicznych, które widziały Litewkę żywego. Po jego śmierci mocno angażowała się w nagłaśnianie sprawy. Teraz, już po apelu rodziny, wycofuje się całkowicie, podkreślając, że to ich decyzja i ich przestrzeń żałoby. To może uspokoić medialny chaos, który narósł wokół tragedii.

Co dalej ze sprawą śmierci Litewki?
Śledztwo trwa. Prokuratura ustaliła już m.in. dokładny moment zderzenia – 13:14, że Litewka jechał zgodnie z przepisami, że kierowca Mitsubishi Colt usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku i że najnowsza opinia biegłego potwierdza sprawność samochodu.
To jednak wciąż nie zamyka wszystkich pytań, które pojawiły się po tragedii.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze