Dramat rodzinnej firmy. Stracił miliony
Dziś kojarzony jest z twardym charakterem, polityczną nieustępliwością i wielkimi patriotycznymi marszami, jednak mało kto wie, przez jakie piekło przeszedł w życiu prywatnym. Robert Bąkiewicz był gościem programu Sławomira Jastrzębowskiego, gdzie zdobył się na rzadko spotykaną szczerość.
Szef Ruchu Obrony Granic bez wstydu opowiedział o bankructwie. Pokazał niezłomność i hart ducha, cechy, które pomogły podnieść się z samego dna.
Jak to tego doszło? Przed laty Bąkiewicz rozwijał własną hurtownię materiałów budowlanych. W czasach wielkich inwestycji infrastrukturalnych i budowy autostrad zderzył się jednak z brutalną rzeczywistością bezkarności wielkich graczy, którzy bezlitośnie kasowali mniejszych podwykonawców.
Ja wiele lat włożyłem pracy w to, żeby stworzyć firmę, ale no nie ma takiej firmy rodzinnej, która byłaby w stanie wytrwać wtedy, kiedy miliony złotych im kontrahenci nie płacą”
- wspominał Bąkiewicz. Jak tłumaczył, mniejszym przedsiębiorcom bezczelnie rzucano ochłapy.

Prowadzący program Sławomir Jastrzębowski nie krył emocji, bez ogródek nazywając ludzi stojących za tamtym procederem „prawdziwymi esbekami”, którzy bezlitośnie dorabiali się na krzywdzie małych i średnich firm.
Szokująca anegdota z sali sądowej
Żeby zilustrować absurd i bezduszność procedur, z którymi musiał walczyć, Bąkiewicz przywołał niesamowitą historię z sali rozpraw. Sprawa dotyczyła wyłudzenia cegieł z jego hurtowni za dziesiątki tysięcy złotych przez firmę-krzak, która oszukała wielu przedsiębiorców, po czym jej właściciele zniknęli bez śladu.
Reakcja wymiaru sprawiedliwości wprawiła go wówczas w kompletne osłupienie.
Wysoki sąd się mnie pyta tak: »Panie Robercie, a dlaczego pan tej cegły nie zabrał z budowy?«. A ja mówię: »Jakbym zabrał tę cegłę, wysoki sądzie, to ja bym siedział tutaj na ławie oskarżonych«. Taki jest system”
- opowiadał.
Puenta tej rozprawy brzmi jak ponura przestroga, ale doskonale oddaje dramatyzm tamtych lat.
„Sędzia po sprawie ściągnęła łańcuch i mówi: »W tym kraju się nie da żyć. Wy nie jesteście w żaden sposób chronieni«”
- zrelacjonował Bąkiewicz.
"Znam przypadki, gdzie ludzie odbierali sobie życie"
Działacz narodowy nie ukrywał, że tamten okres zebrał potworne, śmiertelne żniwo wśród polskich przedsiębiorców, niszcząc rodziny i odbierając nadzieję.
W tamtym czasie, kiedy ja zbankrutowałem, to bankrutowały firmy, które robiły autostrady, które robiły infrastrukturę. Ludzie się wieszali. Tak to wyglądało (...) Ja znam takie przypadki, gdzie ludzie odbierali sobie po prostu życie”
- mówił z głębokim współczuciem dla ofiar tamtego systemu.
Mimo że sam został zepchnięty na skraj przepaści i stracił owoc wieloletniej pracy, nie załamał się.

Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze