Szczera spowiedź Bąkiewicza. Otworzył się na temat bankructwa

Robert Bąkiewicz w rozmowie ze Sławomirem Jastrzębowskim bez ogródek wrócił do czasów, gdy stracił cały majątek. Choć włożył serce w budowę rodzinnej firmy, bezduszny system i nieuczciwi kontrahenci niemal zrównali go z ziemią. W programie "Jastrząb Show" w TV Republika opowiada o piekle bankructwa.

2 minut czytania
Szczera spowiedź Bąkiewicza. Otworzył się na temat bankructwa
Robert Bąkiewicz podczas programu "Jastrząb Show" | fot. YT
← Powrót na niezalezna.pl
Szczera spowiedź Bąkiewicza. Otworzył się na temat bankructwa

Dramat rodzinnej firmy. Stracił miliony

Dziś kojarzony jest z twardym charakterem, polityczną nieustępliwością i wielkimi patriotycznymi marszami, jednak mało kto wie, przez jakie piekło przeszedł w życiu prywatnym. Robert Bąkiewicz był gościem programu Sławomira Jastrzębowskiego, gdzie zdobył się na rzadko spotykaną szczerość.

Szef Ruchu Obrony Granic bez wstydu opowiedział o bankructwie. Pokazał niezłomność i hart ducha, cechy, które pomogły podnieść się z samego dna.

Jak to tego doszło? Przed laty Bąkiewicz rozwijał własną hurtownię materiałów budowlanych. W czasach wielkich inwestycji infrastrukturalnych i budowy autostrad zderzył się jednak z brutalną rzeczywistością bezkarności wielkich graczy, którzy bezlitośnie kasowali mniejszych podwykonawców.

Ja wiele lat włożyłem pracy w to, żeby stworzyć firmę, ale no nie ma takiej firmy rodzinnej, która byłaby w stanie wytrwać wtedy, kiedy miliony złotych im kontrahenci nie płacą”

- wspominał Bąkiewicz. Jak tłumaczył, mniejszym przedsiębiorcom bezczelnie rzucano ochłapy.

Wielka akcja BlaskOnline! Poszukujemy Niemca, który mógł zabić Bąkiewicza
Nagrania z zatrzymania Roberta Bąkiewicza w Berlinie rozgrzały internet do czerwoności. W mediach społecznościowych pojawiły się tysiące komentarzy po interwencji niemieckiej policji wobec działaczy Ruchu Obrony Granic. Na jednym z nagrań widać, że w trakcie szarpaniny funkcjonariusz kopał Bąkiewicza w twarz kolanem.

Prowadzący program Sławomir Jastrzębowski nie krył emocji, bez ogródek nazywając ludzi stojących za tamtym procederem „prawdziwymi esbekami”, którzy bezlitośnie dorabiali się na krzywdzie małych i średnich firm.

Szokująca anegdota z sali sądowej

Żeby zilustrować absurd i bezduszność procedur, z którymi musiał walczyć, Bąkiewicz przywołał niesamowitą historię z sali rozpraw. Sprawa dotyczyła wyłudzenia cegieł z jego hurtowni za dziesiątki tysięcy złotych przez firmę-krzak, która oszukała wielu przedsiębiorców, po czym jej właściciele zniknęli bez śladu.

Reakcja wymiaru sprawiedliwości wprawiła go wówczas w kompletne osłupienie.

Wysoki sąd się mnie pyta tak: »Panie Robercie, a dlaczego pan tej cegły nie zabrał z budowy?«. A ja mówię: »Jakbym zabrał tę cegłę, wysoki sądzie, to ja bym siedział tutaj na ławie oskarżonych«. Taki jest system”

- opowiadał.

Puenta tej rozprawy brzmi jak ponura przestroga, ale doskonale oddaje dramatyzm tamtych lat.

„Sędzia po sprawie ściągnęła łańcuch i mówi: »W tym kraju się nie da żyć. Wy nie jesteście w żaden sposób chronieni«”

- zrelacjonował Bąkiewicz.

"Znam przypadki, gdzie ludzie odbierali sobie życie"

Działacz narodowy nie ukrywał, że tamten okres zebrał potworne, śmiertelne żniwo wśród polskich przedsiębiorców, niszcząc rodziny i odbierając nadzieję.

W tamtym czasie, kiedy ja zbankrutowałem, to bankrutowały firmy, które robiły autostrady, które robiły infrastrukturę. Ludzie się wieszali. Tak to wyglądało (...) Ja znam takie przypadki, gdzie ludzie odbierali sobie po prostu życie”

- mówił z głębokim współczuciem dla ofiar tamtego systemu.

Mimo że sam został zepchnięty na skraj przepaści i stracił owoc wieloletniej pracy, nie załamał się.

Zobacz całą rozmowę Sławomira Jastrzębowskiego z Robertem Bąkiewiczem:

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze