Przypomnijmy: Robert przeniósł się do Stanów Zjednoczonych sam już w połowie lipca, by zająć się organizacją nowego domu i wyborem szkoły dla dziewczynek. Anna z córkami została wtedy jeszcze w Europie. Kończyła sprawy biznesowe w Barcelonie i startowała w zawodach sportowych. Kilkutygodniowa rozłąka dobiegła końca dopiero w ostatnich dniach, gdy Anna z Klarą i Laurą doleciała do Chicago. Na razie rodzina mieszka w hotelu, szukając docelowego miejsca do życia.

I właśnie ten pierwszy wspólny mecz w nowym mieście stał się okazją do czegoś, czego chyba nikt się nie spodziewał, fali ciepła od lokalnej Polonii. Sądząc po reakcjach pod postem Anny Lewandowskiej z tego wieczoru, adaptacja rodziny do nowego miasta może pójść znacznie łatwiej, niż ktokolwiek się spodziewał.

“Witamy w Chicago” – najpopularniejsze słowa wieczoru
Anna Lewandowska opublikowała serię zdjęć z rodzinnego wypadu na mecz. Ona i córki, Klara i Laura, w koszulkach z numerem 9 i nazwiskiem „Lewandowski” na plecach, spacerujące ulicami miasta przed spotkaniem. Post szybko zebrał tysiące reakcji i ponad sto komentarzy, a wśród nich powtarzał się właściwie jeden motyw: serdeczne powitanie od lokalnej Polonii.

Komentujący nie szczędzili emocji. Jedna z użytkowniczek napisała, że razem z rodziną będzie kibicować całym sercem, inna – że „Polonia będzie was lubić”, bo w Chicago „wszystko jest jak w Warszawie, tylko w innym języku”, a po polsku można się dogadać właściwie wszędzie. Pojawiły się nawet żartobliwe nawiązania do przydomka miasta „Welcome to New Warsaw”, które w kontekście ogromnej polskiej diaspory w Chicago brzmi niemal dosłownie.

Nie tylko słowa – Polonia była na trybunach
To, co wyróżnia tę falę powitań, to nie tylko życzenia w komentarzach. Kibice chwalili się, że widzieli Annę na żywo podczas meczu. Jedna z internautek dodała zdjęcie Anny na trybunach, pisząc, że miło było gościć rodzinę na miejscu. Inny komentujący opisał, jak razem z synem pokonał sześć godzin drogi, żeby zobaczyć Lewandowskiego na żywo, przygotowując się wcześniej z markerem w ręku w nadziei na autograf.

Emocje sięgały też daleko poza Chicago. Jedna z obserwatorek napisała, że oglądała mecz aż z Wirginii, podkreślając, że wiadomość od Roberta do jej syna, była dla chłopca ogromnym przeżyciem.
Miasto, które czekało na swojego bohatera
W tle tych wszystkich powitań widać coś więcej niż entuzjazm kibiców piłki nożnej. To historia diaspory, która od dekad buduje swoją tożsamość między Polską a Stanami Zjednoczonymi, i która w przyjeździe najsłynniejszego polskiego sportowca ostatnich dekad widzi coś osobistego. To potwierdzenie, że ich dwujęzyczny, dwukulturowy świat ma znaczenie na największej scenie.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze