Prywatny odrzutowiec spadł na osiedle na Florydzie. Wbił się w ziemię jak pocisk

To miał być rutynowy lot luksusową maszyną, a zakończył się koszmarem, który wstrząsnął całą Ameryką. Prywatny odrzutowiec Learjet 60 runął na osiedle domów w powiecie Palm Beach, zostawiając po sobie jedynie zgliszcza, zerwane linie energetyczne i potężny krater. W sieci krążą przerażające nagrania z momentu katastrofy, a ostatnie słowa pilota mrożą krew w żyłach. Wszystkie osoby na pokładzie zginęły na miejscu.

2 minut czytania
Prywatny odrzutowiec spadł na osiedle na Florydzie. Wbił się w ziemię jak pocisk
fot. X
← Powrót na niezalezna.pl
Prywatny odrzutowiec spadł na osiedle na Florydzie. Wbił się w ziemię jak pocisk

"Zaraz się rozbijemy!". Dramatyczne ostatnie sekundy lotu

Luksusowy samolot biznesowy Learjet 60 z dziewięcioma osobami na pokładzie nagle zaczął spadać jak kamień.

Zapisy z wieży kontroli lotów przypominają scenariusz z najgorszego horroru. Maszyna wytracała wysokość w zawrotnym, wręcz śmiercionośnym tempie - najpierw 10 tysięcy, a w krytycznym momencie aż 20 tysięcy stóp na minutę! Z głośników w wieży kontrolnej dobiegło dramatyczne wołanie o pomoc:

Mayday, mayday... Zaraz się rozbijemy w ziemię. Nie mamy czasu!

Tuż przed zerwaniem łączności w tle słychać było krzyki załogi.

Ognista kula i gigantyczny krater na osiedlu

Przerażające nagrania z kamer samochodowych świadków pokazują moment, w którym odrzutowiec dosłownie spada z nieba. Mieszkańcy osiedla domów mobilnych w rejonie Cresthaven usłyszeli potężny ryk, który jeden ze świadków porównał do świstu pędzącego pocisku.

Chwilę później nastąpiła gigantyczna eksplozja. Samolot wbił się w środek gęsto zaludnionego parku przyczep (położonego zaledwie kilka mil od słynnej rezydencji Donalda Trumpa w Mar-a-Lago). Siła uderzenia była tak ogromna, że maszyna doszczętnie zniszczyła jeden z domków, zrównała z ziemią drzewa, zerwała trakcję elektryczną i pozostawiła po sobie głęboki, dymiący krater. Z 2-milionowego odrzutowca zostały tylko spalone szczątki.

9 ofiar śmiertelnych i cud na ziemi

Na zorganizowanej chwilę po katastrofie konferencji prasowej gubernator Florydy, Ron DeSantis, nie miał dobrych wieści. Żadna z 9 osób przebywających na pokładzie nie miała absolutnie żadnych szans na przeżycie. Zginęli na miejscu w płomieniach.

Można jednak mówić o niewyobrażalnym cudzie, jeśli chodzi o mieszkańców osiedla. Choć samolot wbił się w teren zabudowany i kompletnie zniszczył jedną z nieruchomości, nikt na ziemi nie odniósł poważnych obrażeń. Ze względów bezpieczeństwa służby błyskawicznie zarządziły jednak ewakuację blisko 600 okolicznych mieszkańców. Śledczy z Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) oraz NTSB przeczesują teraz gruzowisko, by ustalić, co doprowadziło do tej masakry.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze