Marcin Józefaciuk w rozmowie dla kanału „Przekanał” podkreślił, że nagrywanie rozmów z mediami to praktyka, którą stosuje od dłuższego czasu.
„Już wcześniej to robiłem, ale bardzo mocno to było zauważone jak wypadł problem urlopów menstruacyjnych w OHP”
— mówi poseł.

TVN wyciął 3 sekundy z 10-minutowej rozmowy. I zmienił sens jego słów
To właśnie sprawa OHP pokazała, dlaczego ta zasada ma sens. Zdaniem posła, TVN dopuściło się manipulacji montażowej, ponieważ z długiej, wyczerpującej rozmowy wyjęto krótki fragment, który zupełnie zmienił znaczenie tego, co Józefaciuk faktycznie powiedział.
„TVN do mnie podeszło i zrobiło 10-minutową rozmowę, gdzie wycieli 3 sekundy i puścili to w Faktach. Te 3 sekundy – zmieniło to wszystko”
— twierdzi Józefaciuk.

Mówiąc wprost: dziesięciominutowa wypowiedź, w której poseł tłumaczył swoje stanowisko z pełnym kontekstem, w finalnym materiale skurczyła się do kilku sekund, a to, co zostało pokazane widzom, sugerowało zupełnie coś innego, niż on faktycznie miał na myśli. To właśnie definicja manipulacji: widz nie zobaczył całej wypowiedzi, tylko wyrwany z kontekstu fragment, który pasował do tezy materiału.
Na szczęście poseł miał w ręku dowód nie do podważenia — własne nagranie całej rozmowy.
„Oczywiście ja im później wysłałem żądanie sprostowania, wysyłając cały materiał”
— dodaje.
Gdyby nie to, że jego ekipa nagrywała rozmowę od początku do końca, nie miałby żadnych podstaw, by udowodnić, że jego słowa zostały przeinaczone. To właśnie ten incydent potwierdził, że wcześniej przyjęta zasada nagrywania miała sens.

Grill u Morawieckiego. Asystent wprost tłumaczy dziennikarzowi, o co chodzi
Tę samą, ugruntowaną już wcześniej procedurę poseł zastosował także na wydarzeniu „Rozwój+Wy” zorganizowanym przez Mateusza Morawieckiego, gdzie otoczyła go grupa dziennikarzy z kilku stacji telewizyjnych, w tym z TVN.
„Byłem na grillu u Mateusza Morawieckiego i tam podeszło do mnie kilka telewizji, m.in. TVN. A byłem ze swoim asystentem i dyrektorem biura mojego”
— relacjonuje poseł.
Zgodnie z zasadą, jego asystent od razu włączył nagrywanie.
„Zawsze jak do mnie podchodzą media, on wie, że ma to wszystko nagrywać”
— mówi wprost Józefaciuk.
I właśnie tam doszło do sytuacji, która jest sednem całej historii. Dziennikarz TVN zauważył, że jest nagrywany, i zapytał o to wprost asystenta posła.
„Tutaj też w trakcie tego grilla, redaktor zobaczył, że mój asystent nagrywa. Później podszedł do mojego asystenta i zapytał czy pan to nagrywał i dlaczego?”
— relacjonuje poseł.

Asystent nie owijał w bawełnę. Odpowiedział wprost, po co nagrywa każdą rozmowę z tą konkretną stacją.
„Mój asystent wprost odpowiedział: Tak, nagrywam, bo bardzo często wycinacie słowa pana posła, więc chcemy mieć, w razie czego materiał dowodowy do sądu”
— cytuje Józefaciuk słowa swojego współpracownika.
Cała historia pokazuje coś więcej niż tylko spór jednego posła z jedną stacją telewizyjną. To symptom szerszego zjawiska, czyli rosnącej nieufności polityków wobec sposobu, w jaki ich wypowiedzi są montowane i prezentowane w telewizyjnych „setkach”. Coraz więcej osób publicznych decyduje się na własne nagrania rozmów z dziennikarzami i właśnie na wypadek sporu o kontekst wypowiedzi.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze