„Bądźcie aktywni” – dopóki nie zaczęliście być za aktywni. Kraków pokazuje, jak działa demokracja po polsku

Latami słyszałeś to samo: idź głosować, angażuj się, twój głos ma znaczenie, pokaż dzieciom, czym jest demokracja. Mieszkańcy Krakowa wzięli to na serio – zebrali ponad sto tysięcy podpisów i wywalczyli referendum. Wtedy coś się zmieniło. Nagle ci sami ludzie, którzy budowali swoją markę na obywatelskiej aktywności, zaczęli namawiać: zostańcie w domu. Bo tym razem wynik może im nie pasować.

4 minut czytania
„Bądźcie aktywni” – dopóki nie zaczęliście być za aktywni. Kraków pokazuje, jak działa demokracja po polsku
Poseł Marcin Józefaciuk w jednym tweecie rozebrał do kości mechanizm, który od tygodni rządzi dyskusją wokół krakowskiego referendum
← Powrót na niezalezna.pl
„Bądźcie aktywni” – dopóki nie zaczęliście być za aktywni. Kraków pokazuje, jak działa demokracja po polsku
„Idźcie głosować”  – gdy jesteśmy pewni wyniku.
„Zostańcie w domu”  – gdy wynik może nam nie pasować.

— napisał poseł Marcin Józefaciuk na X, obnażając w kilku słowach mechanizm, który wielu Polaków widzi na co dzień, ale rzadko ktoś nazywa tak wprost: po prostu hipokryzja. Krótko, celnie, boleśnie trafnie. Poseł Marcin Józefaciuk w jednym tweecie rozebrał do kości mechanizm, który od tygodni rządzi dyskusją wokół krakowskiego referendum. 

O co właściwie chodzi w Krakowie?

24 maja 2026 roku mieszkańcy Krakowa mają szansę pójść do urn w referendum, które jest czymś wyjątkowym: nie zorganizowanym odgórnie przez partię, lecz wywalczonym oddolnie przez samych obywateli.

Rząd Tuska w panice przed referendum w Krakowie. Ściągnęli samego pułkownika Sienkiewicza
W Krakowie zbliża się referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego, a atmosfera wokół głosowania robi się coraz bardziej gorąca. Według wielu komentatorów rząd Donalda Tuska i sprzyjające mu media robią wszystko, by frekwencja była jak najniższa, ponieważ tylko wtedy referendum będzie nieważne. I właśnie to budzi największe emocje.

Inicjatorzy referendum, prywatni mieszkańcy, nie politycy, zebrali ponad 100 tysięcy podpisów, czyli znacznie więcej niż wymagane minimum. Cel: odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej oraz całej Rady Miasta Krakowa.

Aleksander Miszalski

Jakie były powody niezadowolenia krakowian? Lista jest długa: zadłużenie miasta przekroczyło 6,2 miliarda złotych, co zmusiło władze do drastycznych cięć, ale nie w administracji, lecz w dotacjach na żłobki i przedszkola. Kontrowersyjna Strefa Czystego Transportu (SCT) wprowadzona była wbrew woli mieszkańców i bez poprawy jakości komunikacji miejskiej. Do tego doszły podwyżki biletów MPK, opłat parkingowych i za wywóz śmieci. Mieszkańcy poczuli się wykluczeni z decyzji dotyczących ich własnego miasta.

Strategia: nie przekonuj – zniechęcaj

Gdy referendum stało się faktem, prezydent Miszalski podjął decyzję, która przejdzie do podręczników politycznych jako modelowy przykład cynizmu proceduralnego. Zamiast przekonywać zwolenników do pójścia do urn i głosowania "NIE" za jego odwołaniem, otwarcie wezwał ich do bojkotu referendum, żeby nie było wystarczającej frekwencji.

Poseł Marcin Józefaciuk

Demokracja dla wybranych – mapa hipokryzji

Tu wchodzi właśnie poseł Józefaciuk ze swoją obserwacją. I nie jest to atak personalny ani polityczna złośliwość, ale precyzyjne wskazanie wzorca, który można zidentyfikować w przekazach medialnych tej samej formacji politycznej przez ostatnie lata.

Jak zauważa Józefaciuk:

„Demokracja to nie jest system obowiązujący tylko wtedy, gdy wygrywają »nasi«. Demokracja polega na tym, że obywatele decydują. Nawet jeśli politykom się to nie podoba.” 

Siatka kont, trolle i bitwa o nieobecność

Sprawa ma też swój wymiar cyfrowy. Organizacja fact-checkingowa Demagog ujawniła, że w mediach społecznościowych pojawiła się skoordynowana siatka kont namawiających do bojkotu referendum. Konta te budowały narrację strachu: jeśli referendum się powiedzie, miastem zawładnie prawica, Grzegorz Braun lub Łukasz Gibała "kupiony przez biznes” .

Do kampanii dołączył profil SokzBuraka, znany z sympatii do KO, szeroko rozpowszechniając krytykę samego mechanizmu referendum. Portale skupione wokół obozu rządzącego dowodziły, że inicjatywa to spisek opozycji. Media zaangażowały znane twarze, artystów i influencerów, by głos bojkotu dotarł do jak najszerszego grona. Cel był jeden: nie przekonywać do siebie, lecz przekonywać do nieobecności innych.

Co oni ukrywają? KRRiT alarmuje: publiczne media chcą przemilczeć ten temat
Już za tydzień, 24 maja w Krakowie odbędzie się referendum w sprawie o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego, polityka wywodzącego się z obozu Donalda Tuska. Sprawa budzi ogromne emocje w mieście, a mieszkańcy mają zdecydować, czy chcą zakończyć jego kadencję przed czasem. Tymczasem, jak wynika z monitoringu KRRiT, publiczne media praktycznie nie informują o referendum, choć powinny rzetelnie przedstawiać obywatelom wszystkie procesy demokratyczne.

Mieszkańcy Krakowa zebrali ponad sto tysięcy podpisów w warunkach, w których inicjatorzy nie mieli ani zaplecza partyjnego, ani dużych pieniędzy. To był prawdziwy obywatelski oddolny zryw.

Józefaciuk pisze wprost: można być za referendum, można być przeciw. Można uważać, że Miszalski powinien dokończyć kadencję i głosować "NIE" za jego odwołaniem. To jest w pełni demokratyczna i szanowana postawa.

„Ale namawianie ludzi do nieuczestniczenia tylko po to, by zabrakło frekwencji, jest zwykłym obchodzeniem demokratycznych zasad” 

– pisze poseł. I ma rację. Demokracja żyje z uczestnictwa. Gdy uczestnictwo zaczyna być wrogiem partyjnego interesu – wówczas z demokracją nie ma nic wspólnego.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze