Siedem lat na scenie, potem cisza
Tomasz Wolny w latach 2017–2023 prowadził koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki” – organizowane od 2006 roku widowisko towarzyszące rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Przez te lata zbudował z kombatantami więź, jakiej próżno szukać w telewizyjnych relacjach. Powstańcy wspierali go nawet w studiu „Tańca z gwiazdami”, a jego zaangażowanie w opiekę nad weteranami i popularyzację historii powstania było powszechnie znane.

Gdy w 2024 roku Wolny rozstał się z Telewizją Polską, stracił także rolę gospodarza koncertu. Zastąpił go najpierw Jan Emil Młynarski, a w kolejnych latach inni prowadzący. Decyzja wywołała falę krytyki nie tylko wśród internautów, ale przede wszystkim wśród samych powstańców.

„Dla wielu z nas niemal przybrany wnuk”
W lipcu 2025 roku grupa żyjących weteranów Powstania Warszawskiego wystosowała oficjalny apel do Muzeum Powstania Warszawskiego i TVP, domagając się przywrócenia Wolnego do roli prowadzącego. W poruszającym liście napisali, że widzą w nim nie tylko dziennikarza i harcerza, ale „wieloletniego, niezawodnego druha i przyjaciela, a dla wielu z nas niemal przybrany wnuk”.

Odpowiedzi nie było. Ani od Muzeum, ani od Telewizji Polskiej. Jak sam Wolny napisał później na Facebooku, apel powstańców spotkał się z całkowitą ciszą. Żadnego listu, maila, telefonu. Rok później, w 2026 roku, sytuacja się powtórzyła: koncert po raz kolejny poprowadzili inni prezenterzy, a wielu internautów w komentarzach pod transmisją przyznawało, że bez Wolnego wydarzenie „to już nie to samo”.

Riksza zamiast sceny
Zamiast czekać na decyzję telewizji, Tomasz Wolny postanowił działać po swojemu. Tak narodziła się Akcja „Riksza”, czyli oddolna inicjatywa, dzięki której Warszawiacy mogą spotkać żyjących powstańców bezpośrednio na ulicach miasta, porozmawiać z nimi, uścisnąć dłoń i osobiście podziękować za ich odwagę.
W tegorocznej edycji, 31 lipca na Placu Krasińskich zebrał się tłum mieszkańców i gości stolicy. Powstańcy przejechali kawalkadą zabytkowych amerykańskich aut ulicą Miodową na Plac Zamkowy, w tempie spacerowym, tak by każdy mógł towarzyszyć im przez całą trasę. Towarzyszyło temu wspólne śpiewanie z zespołem Ferajna z Hoovera, dokładnie ten rodzaj spontanicznej, wspólnotowej atmosfery, o który od lat upominają się uczestnicy oficjalnych, coraz bardziej telewizyjnych obchodów.

„To jest ten moment”
Zapraszając na tegoroczną edycję, Wolny podkreślał, że każda kolejna okazja spotkania z żyjącymi bohaterami powstania może być tą ostatnią. W swoim apelu pisał wprost, żeby nie odkładać udziału na przyszły rok, bo, jak zaznaczał, kolejnej szansy może już nie być.
Choć oficjalna telewizyjna scena pozostaje dla niego zamknięta, Tomasz Wolny znalazł sposób, by pamięć o powstańcach żyła dalej i to w formie, która wielu wydaje się dziś bliższa duchowi pierwotnych, kameralnych obchodów niż sama telewizyjna transmisja.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze