Jak narodził się pomysł na przejażdżki kabrioletami
Wszystko zaczęło się rok temu. Jak przyznaje sam Wyszyński, przy Rikszy pomaga już drugi rok, a cały pomysł wyszedł od Tomasza Wolnego, wieloletniego prowadzącego koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”.
„Przy »Rikszy« pomagamy drugi rok. W zeszłym roku Tomek Wolny zaproponował, żeby przewieźć Powstańców starymi kabrioletami”
– opowiada Mister Polski 2025 w rozmowie z BlaskOnline.

Do realizacji tego pomysłu Wyszyński zebrał grono pasjonatów klasycznej motoryzacji: przedstawicieli Komisji Pojazdów Amerykańskich Automobilklubu Polski, uczestników zlotu Amcarowe Wtorki oraz swojej własnej firmy TimeMachines.pl, wypożyczającej zabytkowe samochody.

Pierwsza edycja miała, jak sam przyznaje, charakter pionierski.
„Pierwszy rok był przecieraniem szlaków. W tym wystawiliśmy osiem zabytkowych samochodów: pickupa, coupé i sześć kabrioletów”
– wspomina. Wśród nich znalazły się trzy Cadillaki DeVille: roczniki 1968, 1969 i 1970, które jechały jeden za drugim w małej kawalkadzie przez centrum Warszawy.

Pani Janina pamiętała go sprzed roku
Najbardziej poruszający wątek tegorocznej akcji dotyczy jednak nie samych aut, a spotkania z konkretną uczestniczką, panią Janiną Jankowską. Jak zdradza Wyszyński, to właśnie ona sama zgłosiła chęć ponownej przejażdżki z nim, pamiętając go z ubiegłorocznej edycji.
„Kiedy umawialiśmy tegoroczną akcję, Tomek powiedział mi, że pani Janina Jankowska chce jechać ze mną, bo pamięta mnie sprzed roku. Zrobiło mi się bardzo miło, więc kupiłem jej kwiaty”
– relacjonuje w rozmowie z BlaskOnline. Na jednym z udostępnionych nam zdjęć widać moment, w którym senior podaje przez ramię pojazdu bukiet różowych kwiatów prosto do rąk pani Janiny.
Na przejażdżce się jednak nie skończyło.
„Po przejażdżce pani Janina zaprosiła nas na herbatę”
– dodaje Wyszyński. Ze zdjęć, do których dotarł BlaskOnline, wynika, że zaproszenie było zupełnie prywatne. Mister Polski odwiedził panią Janinę w jej mieszkaniu, gdzie wspólnie przeglądali rodzinne fotografie i rozmawiali przy herbacie, daleko od kamer i tłumu zgromadzonego wcześniej na Placu Piłsudskiego.

Więcej niż akcja PR-owa
Historia Adama Wyszyńskiego i pani Janiny dobrze pokazuje, czym w istocie stała się Akcja „Riksza” – nie jest to jednorazowy, wyreżyserowany pokaz zabytkowej motoryzacji, a raczej żywa, powtarzalna relacja między konkretnymi ludźmi, budowana rok po roku. Dla samych powstańców to okazja, by poczuć się nie jak bohaterowie oficjalnej ceremonii, ale jak goście, o których ktoś naprawdę pamięta i którym po prostu chce się kupić kwiaty.







Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze