Marianna Schreiber oburza się na ceny na świątecznym jarmarku w Warszawie. Wolę za to ugotować obiad

Jako warszawianka, znana celebrytka Marianna Schreiber wybrała się na jarmark świąteczny w Warszawie, aby sprawdzić ceny. Ceny rozrywek i przekąsek przyprawiły ją o ból głowy. Kilkadziesiąt złotych za porcję ziemniaków, 30 złotych jedna gra. Wolę ugotować obiad w domu - podsumowała.

2 minut czytania
Marianna Schreiber oburza się na ceny na świątecznym jarmarku w Warszawie. Wolę za to ugotować obiad
Powrót na niezalezna.pl

Święta w stolicy

Znana celebrytka wybrała się na jarmark świąteczny, który w tym roku po raz pierwszy jest w samym centrum Warszawy, pod Pałacem Kultury i Nauki.

Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Ile trzeba wydać, żeby zjeść kromkę chleba ze smalcem i ogórkiem, aby trafić do kosza i wygrać misia, wejść na diabelski młyn i zapewnić dziecku rozrywkę

- zastanawia się Schreiber.

Zdecydowała, że specjalnie na tę okazję wypłaci 500 złotych.

Zobaczymy na koniec, z czego skorzystałam i ile wydałam

- podkreśla.

Opłaty

Jarmarki świąteczne w różnych miastach działają na podobnych zasadach. Miasto podnajmuje teren za kwotę 300-400 tys. złotych. Z kolei poszczególni wystawcy płacą za miejsce 50-100 tys. złotych.

Jest 10-15 obiektów w jednej alei, więc łatwo policzmy, jaka to kwota

- podkreśla celebrytka.

Te wysokie ceny powodują, że produkty mają wysokie ceny, a za cenami nie idzie jakoś

- dodaje.

Gastronomia

Mariannę Scheriber szczególnie wzburzyły ceny napojów i przekąsek na warszawskim jarmarku.

Opakowanie grzańca można kupić za 100 złotych, a za 250 ml biorą od ludzi 25 złotych

- kalkuluje.

Kawałek pieczonego mięsa to wydatek 200 zł za kilkogram, kilkadziesiąt złotych zapłacimy za pieczone ziemniaki.

Wolę za te pieniądze ugotować obiad

- stwierdza celebrytka.

Rozrywki

Diabelski młyn to wydatek 45 złotych dla dorosłego i 30 złotych dla dziecka. Pojedyncza próba strzału piłką do kosza czy w piłkę nożną to 30 złotych.

Mariannie udało się trafić piłką do bramki, dostaje więc nagrodę, czyli karty z piłkarzami.

Myślałam, że to te oryginale Panini, ale to chińska podróba. Jedna karta w hurcie kosztuje 40 groszy

- oburza się Schreiber.

Tak wszystko tutaj wygląda. Ile trzeba zarabiać, aby przyjść z rodziną. Czy warto? Niech sobie Państwo odpowiedzą na pytanie

- konkluduje.

W salonie BMW taniej

- ironizuje jeden z internautów, nawiązując do najnowszego zakupu Marianny.


Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze