Operator poleciał bez problemu. Wrona? Zupełnie inna historia
Marcin Wrona od lat przemierza Stany Zjednoczone, relacjonując najważniejsze wydarzenia zza oceanu. Przy tak intensywnym trybie pracy lotniska są dla niego właściwie drugim domem. Niestety, wygląda na to, że właśnie tam wyjątkowo często spotykają go nieprzewidziane przygody.
Tym razem dziennikarz TVN wracał z Dallas, gdzie wraz z ekipą pracował przy wydarzeniu związanym z Partią Republikańską. W pewnym momencie drogi jego i operatora się rozdzieliły. Marcin Wyszogrodzki wsiadł do innego samolotu i bez większych komplikacji dotarł do Houston. Wrona nie miał tyle szczęścia.

Najpierw opóźnienie, potem kolejne czekanie
Już na początku podróży pojawił się problem. Samolot Wrony wystartował z opóźnieniem. Maszyna częściowo nadrobiła stracony czas podczas lotu do Chicago, więc reporter mógł mieć nadzieję, że najgorsze jest już za nim.
Po lądowaniu samolot nie mógł od razu podjechać do właściwego stanowiska. Brakowało wolnej bramki i rękawa, dlatego pasażerowie musieli jeszcze przez kilkadziesiąt minut czekać na płycie lotniska.

Kiedy wreszcie udało się dotrzeć do terminala, Wrona miał coraz mniej czasu na przesiadkę. I właśnie wtedy los postanowił dorzucić kolejną przeszkodę.
Już prawie był przy bramce. Wtedy dostał wiadomość
Reporter ruszył w stronę swojej bramki, przekonany, że zostało mu niewiele czasu na oczekiwanie. Początkowo wydawało się nawet, że mimo wcześniejszych problemów uda mu się wszystko uratować. Wystarczył jednak jeden SMS.
Wiadomość poinformowała go o kolejnym, tym razem dwugodzinnym opóźnieniu. Cały misterny plan podróży ponownie legł w gruzach.

Opóźnienia, awarie samolotów i wielogodzinne oczekiwanie nie są dla niego zupełną nowością. Wcześniej zdarzało mu się już utknąć na lotnisku, a podczas jednej z podróży problemy techniczne maszyny pokrzyżowały jego plany.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze